Czyż możliwe jest, by piękno nie było dobre? Casbah Robert Piguet

Olibanum zwane jest kadzidłem kościelnym i nader często kojarzone bywa właśnie w ten sposób – z katolickimi świątyniami. Pamiętajmy jednak, że zanim chrześcijańscy najeźdźcy zaatakowali Arabów i przywieźli ze swych łupieżczych wypraw kosztowności, wiedzę i kadzidło, przez wiele wieków używano olibanum do okadzania domostw, pałaców i świątyń egipskich, żydowskich i muzułmańskich. W czasach przedchrześcijańskich z upodobaniem używali go także Grecy i Rzymianie. Ze względu na wysoką zawartość zwiększających dotlenienie mózgu seskwiterpenów było olibanum ulubionym kadzidłem naukowców, filozofów i poetów.

 

Stworzone w 2012 roku, należące do Kolekcji Nowej (Nouvelle Collection) Casbah zapowiadane jako inspirowany Marakeszem mariaż marokańskich przypraw z surową elegancją cedru i chłodnym irysem dla mnie są przede wszystkim ukłonem w kierunku przedchrześcijańskiej historii kadzidła. Jest to bowiem kadzidło po trzykroć przewrotne.

To, co piękne i dobre

Pierwsze uderzenie to pikantny, szorstki, czarny jak noc pieprz. W tumanie aromatycznego pyłu przebłyskują ślady złota i zieleni. Matowy, złożony aromat muszkatu, dumny laur, na wpół drzewny wetiwer, miękki irys. Złożenie pełne życia i mocy.

Druga, najpotężniejsza, najbardziej efektowna warstwa zapachu to kadzidło – jasne i ciężkie jak marmur.

 

To nie są zimne mury pełne pokornych ludzi. To nie jest kadzidło palone dla umęczonego boga. Casbah to zbita, gęsta, sunąca po skórze jak cenna tkanina fala dymu będąca aopoteozą życia, nie rozpamiętywaniem śmierci.. 

Pamiętam zachwyt, w jaki wprawiła mnie pierwotna magia kadzidła w Bois d’Encens z Serii Armani Prive. Pamiętam, jak runął wówczas budowany przez lata gmach skojarzeń: olibanum = kościół. Pamiętam emocje, które temu towarzyszyły – bo przecież dym z trybularza, zimna posadzka gniotąca w kolana, celebracja poświecenia i męki – to doświadczenie, które w większości z nas, Polaków tkwi od najwcześniejszego dzieciństwa. 

Tym razem wrażenie zejścia z epistemologicznej ścieżki jest podobne, ale opowieść jest inna. Jedna nuta zmienia wszystko.

W starożytnych kulturach olibanum symbolizowało pierwiastek męski. Ekspansywny, wyrazisty, lecz relatywnie chłodny aromat kadzidła przeciwstawiano mirze uosabiającej kobiece ciepło. W perfumach ta kadzidlana zabawa w ciepło – zimno pojawia się dość często i naprawdę potrafi zachwycić. Na przykład w Oxiana Profumum Roma czy Akkad Lubin.

Tym razem „męski” chłód olibanum złamano nie kolejną nutą żywiczną, lecz nietypowym aromatem kwiatowym. Arcydzięglem.

Nieczęsto zdarzają się perfumy, które oddziałują na moją wyobraźnię z tak wielką mocą; które dają wizję tak jednoznaczną. Pamiętacie, jak pisałam, co wołał do mnie rozpylony na skórę Fumidus Profumum?

Casbah jest cichy, lecz równie skutecznie zapładnia moją wyobraźnię. To opowieść o dniu, w którym przed złożonym ze starych mężczyzn areopagiem staje oskarżona o bezbożność Fryne.

Fryne jest kobietą wykształconą, majętną i dumną. Jednak przed radą przemawiać jej nie wolno. Bo jest tylko kobietą i swą uprzywilejowana pozycję w świecie mężczyzn zawdzięcza przymiotom ciała, nie ducha. Tak przynajmniej lubią myśleć zgromadzeni na Wzgórzu Aresa mędrcy.

Mowę oskarżycielską przygotował sam Anaksymenes z Lampsakos – jeden z największych retorów Starożytności. Znalazły się w niej zarzuty o wynoszenie się nad ludzi i stawianie na równi z bogami, o nieskromność i brak pokory. Dowodami winy są malowidła, posągi i liczne wiersze przyrównujące Fryne do Afrodyty.

Atmosfera jest ciężka. Starcy, z których wielu było towarzyszami i klientami pięknej hetery nie czują wrogości. Jakże jednak przeciwstawić się tak znakomicie przygotowanej tyradzie?

Casbah to moment, w którym broniący Fryne Hyperiades zrywa z pięknej Atenki szatę ukazując zgromadzonym mędrcom jej ciało w pełnej krasie.

– Czyż tak idealne piękno może być złem? – pyta odwołując się do podstawowego założenia greckiej filozofii: tezy, że prawda, piękno i dobro są jednym.

To nadal jest męskie zgromadzenie i męski świat. Pośród zebranych na Wzgórzu Aresa mężczyzn jest Fryne samotna i obca jak marmurowy posąg; jak blady, wiotki arcydzięgiel unoszony potężną falą uczernionego pieprzem kadzidła. Jednak paradoksalnie, ta jedna nuta, jedna postać zmienia wszystko i staje się jądrem wydarzeń.

Tak, jak naga Fryne skupia uwagę całego zgromadzenia, jak jej piękno ogrzewa serca i studzi gniew, tak niezwykły, piżmowo ciepły aromat arcydzięgla w niepojęty sposób przemienia chłodne kadzidło w zapach niebanalnie zmysłowy.

Data powstania: 2012

Twórca: Aurelien Guichard

Trwałość: doba i więcej.

Projekcja: totalna


Nuty zapachowe:

Nuty głowy: arcydzięgiel, gałka muszkatołowa, czarny pieprz

Nuty serca: olibanum, tytoń, kłącze irysa

Nuty bazy: wetiwer, cedr

Źródła ilustracji:

  • Pierwsze zdjęcie z artykułu o olibanum na interhomeopathy.org.
  • Drugie z serwisu Pinetrest. niestety, bez podania źródła: KLIK.
  • Ilustracja trzecia i czwarta to stworzony techniką cyfrową obraz, którego autorem jest saudyjski artysta Amal Saud. Obraz pokazywany był podczas pierwszej edycji Oasis Exhibition.
  • Ilustracje 5,7 i 8 to „Fryne przed Areopagiem” autorstwa Jean-Léona Gérôme’a.
  • Autorem obrazu „Fryne” użytego jako ilustracja nr 6 jest José Frappa.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

14 komentarzy o “Czyż możliwe jest, by piękno nie było dobre? Casbah Robert Piguet”

  1. Casbach chyba najbadziej do mnie trafia z całej czarnej trójki Nouvelle Collection- Casbach, Bois Noir i Oud . Suchy- przyprawowy nie wysładzający się.

    1. A ja sama nie wiem, który wolę: Bois Noir czy Casbah. Casbah jest bardziej niezwykły i do tego ma totalną, morderczą projekcję i trwałość. A BN do, dla odmiany, totalny drewniak. Tez pięknie. 🙂

  2. No, kadzidlak :). Tylko ten pieprz mnie tam nieco odstrasza (Bois d'Encens jednak nie w moim typie ).
    Recenzja super :).

    1. Mimo wszystko namawiam do testów. Ten arcydzięgiel naprawdę wszystko zmienia.
      Pamiętasz moją reckę B d'E? Tam był brodaty szaman. Tu jest Fryne – czarująca inaczej, niż on. 🙂

  3. Wspaniałe porównanie! Rozbudziłaś moje zainteresowanie i to bardzo 🙂 Nie jestem w stanie opisać tego tak jak bym chciała, ale kiedyś doszłam do wniosku, że jest coś bardzo zmysłowego w kobiecie noszącej perfumy, które teoretycznie powinny być męskie, bo część z nich rozwija się na skórze w niesamowity i głęboki bukiet, którego często brakuje perfumom tradycyjnie uznanym za kobiece. A zapachy kadzidlane to już w ogóle potrafią odczynić istną magię na ciele.

    1. Oj potrafią! Tu jest taki totalny miks kobiecości i męskości. A może raczej zapach męski z jedną nutką kobiecą, która sprawia, ze całość jest upojnie, lecz nienatrętnie zmysłowa. Dla mnie CUDO.

  4. Aleksandra GGS

    I mam go na nadgarstka. Poczytałam i pobiegłam spróbować. Niegrzeczny zapach. Wibruje na wysokościach o które kadzidlanych nie podejrzewałam. Na mojej skórze dostaje po pewnym czasie kwaśnawego odcienia. Bardzo intensywny. A opowieść czarowanie.

  5. Zrobił na mnie wrażenie podobne do Private Label, ta sama waga jakość i kunszt perfumeryjny.. 🙂 Bois Noir świetny więc po Oud śmiem spodziewać się czadu 😉
    Świetna opowieść Sabbath !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Serge Lutens Vetiver Oriental

Balet w pięciu aktach Miał być wetiwer i jest wetiwer! Ale i tak… nie tego się spodziewałam. Vetiver Oriental zaczyna się bardzo szczególnym zapachem rośliny

Czytaj więcej »