Co pod habitem – La Religieuse Serge Lutens

Jaśmin to kwiat, który w perfumach rodzi zazwyczaj relację typu love or
hate. Wielbiony i nienawidzony. W roli głównej pojawił się w
kompozycjach marki Serge Lutens już dwukrotnie: w Sarrasins i A La Nuit –
obu stworzonych przez Mistrza Serge’a podczas wieloletniej, owocnej
współpracy z Christopherem Sherdrake. Tym razem Lutens zmierzył się z
jaśminem samotnie – tworząc kompozycję urzekająco prostą i bardzo
osobistą.

Wybawienia od Dobra!
Równie biały jak śnieg jest kwiat jaśminu.
Moja religia jest Czarna.

Serge Lutens


La Religieuse, czyli Zakonnica to próba sięgnięcia w przeszłość. Z rozmów z Mistrzem dowiadujemy się, że życie zmusiło jego matkę do urodzenia dziecka pod opieką sióstr zakonnych. I że po latach zdradziła synowi, że nie był to dobry czas ani dobrzy ludzie. Stąd ambiwalentny stosunek Serge’a do religii. I stąd niezwykłe złożenie nut w La Religieuse.

Świętość urojona

La Religieuse otwiera jasny aromat jaśminu. Łagodny, świetlisty i cichy. Spokojny jak modlitwa.

Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy skojarzenie jaśminu z religią – szczególnie zaś z negującą zmysłowość religią katolicką, a jednak… Tym razem to niezwykłe połączenie ma sens. La Religieuse wydobywa z wyrazistego, despotycznego zapachu jaśminu niezwykłą miękkość. Jak gdyby ciche otwarcie opowiadało o wiotkości kwiatu, niewinnej bieli jego płatków, słodyczy ciszy, w której się rozwija. Wizja młodej, rozmodlonej dziewczyny odzianej w jasny habit nowicjuszki przychodzi sama. Niewinna, dziecięca jeszcze twarzyczka, wzrok wbity w krzyż. Cicha rozkosz modlitewnej ekstazy. Pozbawiona zmysłowych konotacji jak ciało spowite w wiele metrów sztywnej tkaniny. To początek tej opowieści.

Na drugim planie, tuż za świetlistą sylwetką rozmodlonego jaśminu majaczy pokusa. Przepięknie, misternie w jaśminową słodycz wpleciona słodycz nut zwierzęcych. Cywet i piżmo.

Przybranie jaśminu nutami animalnymi to zawsze ryzykowny zabieg – ze względu na charakterystyczny, indolowy szczyt spektrum zapachowego tego niezwykłego kwiatu, liczyć się należy z ryzykiem „zezwierzęcenia się” kompozycji na skórze. Jednak odpowiednio wykorzystana i wyegzekwowana gra aromatów kwiatowych z akcentami zwierzęcymi może także dać efekt bardzo interesujący. I przykładem niechaj będą tu niesamowite Jasmine Musk Toma Forda.

Łagodny akcent arcydzięgla i czysty, uwodzicielski bukiet laktonów i nitropiżma tworzą krągłe, lepkie centrum kompozycji. Cielesne, skryte pod bladym habitem jaśminu – przy swej niezwykłej delikatności i świeżości jest on zadziwiająco trwały.

Ostateczny charakter kompozycji, swoistą pointę opowieści daje jednak dopiero kadzidło. Gorzko – słodki aromat olibanum. Popielisty, chłodny, jasny jak i pozostałe elementy tej niezwykłej układanki. W połączeniu z olfaktorycznymi tytanami, jakimi są i jaśmin, i piżmo łatwy do przeoczenia, wywierający jednak silny wpływ na charakter kompozycji. Kadzidło zalewa La Religieuse światłem.

W świetle sztyletów kadzidlanych promieni widzimy młodą dziewczynę klęczącą na kamiennej posadzce zakonnej celi. Dostrzegamy anielskie piękno jej twarzy i woal pary skroplonej na szybach za którymi istnieje zielony, gwarny świat. Uświadamiamy sobie szorstkość tkaniny, z której uszyto workowaty habit i chłód kamienia gniotącego w kolana. Gdzieś w bazie kompozycji uświadamiamy sobie jeszcze jedno: że dziewczyna nie jest już pogrążona w modlitwie.

Nie mamy do czynienia z aniołem, istotą bezcielesną. Post i chłód, deprywacja cielesnych potrzeb i samotność nie zabiły w niej pragnienia ciepła i miłości, którego nieobecny bóg zaspokoić nie może. Jest w La Religieuse jakiś smutek. Cicha tęsknota za bliskością. Ludzka słabość, która nie przystoi świętym. Nutka mroku, która mąci świetlistą kompozycję tak, jak kropla krwi barwi wodę, jak drobina popiołu brudzi najbielszy habit. I właśnie to złamanie nut pięknych i czystych mrokiem jest najbardziej interesujące w tej prostej, pozornie banalnej kompozycji, która im bardziej się łamie, tym bardziej urzeka.

Data powstania: 2015

Twórca: Serge Lutens

Trwałość: ok 10 – 12 godzin

Nuty zapachowe:

Jaśmin, kadzidło, cybet (cywet), piżmo

  • Wszystkie zdjęcia ilustrujące recenzję to kadry z filmu „La Religieuse” w reżyserii Guillaume’a Nicloux. Debiutujący w 2013 roku film jest drugą już adaptacją opartej na faktach powieści Denisa Diderota eksplorującej temat powołania i patologicznych praktyk w instytucjach religijnych.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

43 komentarze o “Co pod habitem – La Religieuse Serge Lutens”

  1. Agata Herbut

    Ja zupełnie inaczej go odbieram, dla mnie jest winny, kuszący, jest w nim coś zabronionego.
    Bardzo mi się podoba, dziwnie to brzmi biorac pod uwagę, co było inspiracją.

    1. To ja bym wolała tę winną wersję. Zdecydowanie liczyłam na "kupę uciechy".
      Zastanawiam się, z czego to wynika i nie wiem. Chemia. Dieta (nie jem mięsa,. to oczyszcza zapach ciała). Bo płeć przecież mamy tę samą. 🙂

    2. Pociążowe chyba tak długo nie trzymają… Nie wiem. Może po prostu masz bardziej charakterną chemię ciała. Moja z wszystkiego zrobi kluchę. 🙂
      Swoją drogą, miło wiedzieć, że też bezmięsna jesteś. :*

  2. Piękna opowieść! A zapach wydaje się niezwykle intrygujący, zmusiłaś mnie do buszowania po sklepach internetowych w poszukiwaniu próbki 🙂

    1. On się powinien wkrótce pojawić w Douglasach. Próbki pewnie będzie można kupić w Lu'lui, Mood Scent Bardze, Quality (ja polecam Quality, bo tam próbki z atomizerem) i innych miejscach. Teraz Lutków wszędzie pełno. I ja od razu napiszę, że mnie to bardzo raduje. 🙂

    1. Naprawdę? Jesteś cudowna!
      Mnie tekst wydawał się taki… letni. Ale nie potrafiłam nic z nim zrobić, bo darcie szat nie pasowało mi do nastroju zapachu. Dziękuję Ci! :*

    1. Cudownie jest przeczytać coś takiego. I cudownie jest mieć na blogu Gościa, który doceni taki dziwny tekst. Dziękuję Ci. :*

  3. Generalnie za jaśminem w roli głównej nie przepadam, bo raczej nie układa się na mnie dobrze i zawsze idzie w kierunku mydła jaśminowego. Może kiedyś "wąchnę" bardziej z ciekawości niż z potrzeby, bo intuicyjnie czuję, że nie mój zapach 🙂

    1. A przy okazji czy nie widziałaś gdzieś w dobrej cenie Wild Fig Jo Malone, bo skończył mi się 🙁
      Na ebay boję się kupować, bo różnie bywa z oryginalnością 🙂

  4. Oho, a ja od dziś rana wdycham jak oszalała Isle Ryder (z próbki) i jest to pierwszy jaśmin w perfumach, który po prostu zwalił mnie z nóg. Coś cudownego!
    Tego nowego Wujka Serge'a na pewno poniucham, zwłaszcza po Twojej – jak zwykle – niesamowitej recenzji. A zdjęcia, które dołączyłaś oczywiście sprawiają, że MUSZĘ zobaczyć ten film. Dziękuję za tyle inspiracji:)

    1. Isle Ryder jest piękny. Dumałam nad recenzją, ale pisanie z małej próbki bez atomizera to jest gehenna.
      Dla mnie pierwszym jaśminem, który zachwycił była Rasha od Rasasi. Uwielbiam.

    2. I jeszcze słowo o filmie. Ta wersja to druga ekranizacja "zakonnicy". Pierwsza jest z 1966 roku i ponoć jest lepsza. ja, niestety, znam tylko książkę. I mogę ją polecić z całego serca.

  5. W jasminie jest cos niepokojacego, nie przepadam za nim w perfumach, choc bukiety chetnie stawiam w domu. Moze to kwestia tych przesadow, by przy nich nie zasypiac? W kazdym razie mam z jasminem zlowrogie skojarzenia i jakos nie dziwi mnie jego wykorzystanie w takim kontekscie. Zapachu nie znam, ale pewnie niedlugo w lulua powacham. Z ciekawosci. Po probke sie nie pcham. Bo sie boje 😉

    1. Rzeczywiście, jest coś niepokojącego w jaśminie. i też mam tak, że w naturze mi on zupełnie nie przeszkadza, a w perfumach męczy często.
      Ale przetestować nowy zapach zawsze warto. 🙂

  6. Moja Sztukoteka

    Recenzja jak zawsze przepiękna, masz niezwykły dar do ubierania rzeczywistości we wspaniałe słowa. Kocham Lutensy, ale tego jaśminu boję się strasznie, nie należy do moich ulubionych nut.

    1. Dziękuję Ci bardzo. 🙂
      Ja też jestem wielbicielką Lutensów i też jakoś z jaśminem mi nie po drodze. Ale testować zawsze warto. 🙂

  7. To zezwierzęcenie paradoksalnie mnie tutaj nieco studzi, ale… Lutensy teraz są dość łatwo osiągalne, więc przy najbliższej okazji sprawdzę jak pachnie ta wersja 🙂

    1. Na mnie się Zakonnica za bardzo nie zwierzęci. Tylko troszkę. 🙂 Ale moja chemia jest bardzo litościwa dla zapachów. 🙂
      A poznać zawsze warto. Szczególnie, ze Lutkuff teraz wszędzie jak mruffkuff. 🙂

    2. No właśnie zauważyłam, że na mnie zapachy lubią się zezwierzęcać… jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. "Lutkuff jak mruffkuff" hahaha, dobre! 😀

    3. W kontekście La Religieuse trochę ci tego zazdroszczę., Liczyłam na to, ze ona będzie bardziej dziwna, mocniejsza, ciut "zepsuta". Tymczasem to naprawdę ładne perfumy. Starałam się nie pokazać tego w recenzji, ale… No nie o to mi chodziło. :/

  8. Wąchałabym. Bardzo, zwłaszcza przy mojej ostatniej obsesyjnej wręcz miłości do jaśminu. Przy okazji – nie miałam pojęcia że powstała druga wersja tego filmu. Muszę nadrobić.

    1. Ja pisząc trecenzję ni8e znałam żadnej z wersji filmu. Tylko książkę. Ale obejrzałam tę nową "Zakonnicę" wczoraj i uważam, że książka lepsza. Ale i film jest ok. Choć ze zdjęć ten z 66 roku wydaje mi się dziełem cięższego kalibru.

  9. Piękna recenzja, bardzo intryguje. 🙂 Nie mam określonego, jednoznacznego stosunku do jaśminu – raz go lubię, raz nie… Ale taki "na modlitewnie", z kadzidłem, ma spore szanse mi się spodobać. 🙂

    1. To ciekawy pomysł, czyż nie?
      Nawet jeśli człowiek się nie zakocha w zapachu, to coś takiego poznać zawsze warto. 🙂

  10. hard-big-hand

    Wczoraj miałam okazje przetestować ten zapach i niestety ale na mnie pachnie koszmarnie. Takie kwiatuchy z bazarowej podróby rodem 🙁
    Na bloterze zapach też mi się nie podobał.

    1. Przykro mi. Ja uważam, że jest ciekawy – choć mógłby być ciekawszy.
      I nie kojarzy mi się z bazarową podróbką, ale w sumie ostatnią bazarową (taką naprawdę bazarową, nie z rozlewni podrób) podróbkę wąchałam kilkanaście lat temu.

    2. Corpse Bride

      Swietoszka zaskoczyla mnie kompletnie. Juz nawet nie dlatego,ze ogolnie jasmin na mojej skorze to prawdziwy ryzyk- fizyk, rowniez nie dlatego ze wlasciwie jeszcze w zimie nie spodziewalam sie tak prommiennego zaskoczenia… Moze odrobine dlatego,ze po dosyc ciezkiej Berlinskiej Dziewczynie, i z lekka zziebnientej Sierotce nie oczekiwalam az takiego jasnego, swietlistego, radosnego calusa od wujka Lucka !!!!
      Czy to naprawde zakonnica ? Dla mnie nie,nie na serio,raczej,jak juz wspominalam,taka mala swietoszka,hopsajaca radosnie na oblanej sloncem lace,Po drodze nazrywala bukiet puchatego,pylacego sie jasminu,teraz ten zolty,wonny pylek osuje sie na jej rozgrzana ,delikatna skore. Cud miod,lato w pelni, i zadnych religijnych czy koscielnych konotacji tam nie znajduje. Przynajmniej jesli chodzi o mnie.
      Lubie testowac zapachy na roznych " materiach ( Blotter-czy wogole odpowiada,jesli tak- tkanina,skora,wlosy) ,testujac na czym mi najbardziej odpowiada ,na czym najchetniej bede noscic.
      Na tkaninie Swietoszka najlepiej oddaje wszystkie nuty z opisu. Piekny jasmin,slodko-dymne kadzidlo, i lekko pudrowe pizmo.
      Jednak moim zdaniem jest to zabach wybitnie " skorolubny" Tu promienieje najpiekniej,nuty sa mniej doslowne,stapiaja sie ze soba w promienno-pachnaca materie,ktora zachwyca mnie niesamowicie.Nie oczekiwalam od tego zapachu nic- a dostalam wszystko. Moj Hit na wiosne.

    3. O tak! Jest jak piszesz: zapach jest radosny i bezproblemowy. Ja przyznaję, ze oczekiwałam czegoś cięższego kalibru. Wiesz… Te nuty zwierzęce – miałam nadzieję na to, że zakonnica przeciągnie mnie przez jakąś totalnie trudną, dołującą, brudną historię. A ona hopsa. 🙂

    4. Corpse Bride

      Poniewaz to zwierzatko ktore ona ze soba niesie to albo angorski kotek albo kroliczek… Bialy ,puchaty i baaaardzo slitasny… ;P

    5. No i teraz już się nie pozbędę wizji zakonnicy z króliczkiem. Białym, puchatym i baaardzo słitaśnym. 😀

  11. Seven Of Nine

    Hej Sabciu, stoje przed dylematem co kupić – Zakonnicę, czy Szpilkównę … Wąchałąm tylko ta ostatnią, lubie takie kadzidła. Zakonnicy u nas W D. na razie nie ma i nie mam jak powachac, ale uwielbiam jaśmin, tylko nie wiem, czy całosć kompozycji mi podpasuje w ciemo ewentualnie. Co doradzasz wziać Kochana?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Zwycięskie oudy

. Zapowiedzi nowych zapachów to u mnie na blogu rzadkość. Wyjątek robię zwykle dla agarów, albo wybitnie interesujących drewniaków. Tym razem będzie agarowo.    O

Czytaj więcej »
Flakon perfum Serge Lutens

Serge Lutens L’Haleine des Dieux

Oddech Bogów za 3 000?
Tylko u Mistrza Serge’a!
Oraz na blogu Sabbath of Senses, bo dziś opowiadam o historii swojej fascynacji marką i przedstawiam Wam jedne z perfum Serge Lutens z mojej kolekcji.
I od razu przyznaję: to tester. Nie zapłaciłam trzech tysięcy.

Czytaj więcej »