Podróże w czasie i przestrzeni z Jakubem Pietrynką + niespodzianka



Zapraszam Was dziś do lektury wpisu szczególnie dla mnie miłego. Moim gościem jest ponownie Jakub Pietrynka - twórca i perfumiarz JMP Artisan Perfumes. Tym razem nie osobiście, lecz przez swoje olfaktoryczne opowieści.



Endless Forest

Duftart do Endless Forest
Autorka: Justyna Neyman


Pierwszy wdech to praktycznie czysty syntetyk. Drewno i skóra utkane z nowoczesnych molekuł.
Aromat wręcz tłusty od ISO, ulotny, dryfujący gdzieś pomiędzy zapachem buddyjskiego kadzidła, a papieru. Las zaczyna się na następnej stronie.


Endless Forest otwiera się opowieścią. Historią spisaną w starej księdze, czytaną w starej bibliotece. I dokładnie jak w życiu - opowieść niepostrzeżenie przestaje być tylko opowieścią, namalowany śmiesznie ozdobną czcionką las staje się realny, dywan pod stopami gubi gdzieś wyblakły wzór i staje się coraz bardziej zielony...

I nie wiem, czy las w tej opowieści jest pradawny - jak zapewnia strona JMP. Nie wiem, nawet, czy jest prawdziwy, ale jest dobrze napisany.

Drzewa w lesie wykreowanym przez Jakuba Pietrynkę są wielkie i stare. Nosząc Endless Forest dosłownie czujemy pod palcami szorstkie drewno i miękki mech. Słyszymy szelest opadających liści i... I nic więcej.


Kompozycja jest prosta. Cicha i statyczna. Trwa w pozornym bezruchu jak prastary las. I tak, jak prastary las nie jest miejscem dla każdego - tak Endless Forest nie będzie zapachem dla każdego. Jednak dla tych, którzy lubią kompozycje spokojne, matowe i na wskroś drzewne - będzie to idealny comfort scent.


Data premiery: 2019
Kompozytor: Jakub Pietrynka

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: cedr atlas, papirus, skóra
Nuty serca: paczula, wetyweria, nuty drzewne
Nuty bazy: białe piżmo, e-iso super



Mossy Soil

Duftart do Mossy Soil
Autorka: Justyna Neyman

Mossy Soil to zupełnie inna bajka. Od pierwszego wdechu wypełnia płuca złożonym aromatem eterycznych aldehydów, wytrawnych cytrusów, słodkich kwiatów, miodowych żywic i, nieśmiałych początkowo, nut animalnych. Tuż za tym obłędnie bogatym akordem otwierającym, na scenę wpycha się paczula, skóra i wanilia. I tuż, tuż za nimi mech. I wtedy człowiek już wie...

Mossy Soil to nie są perfumy. To olfaktoryczny wehikuł czasu przenoszący nas w czasy, kiedy perfuma nie była zabawką dla dzieci i osładzaczem życia dla wychowanych na wacie cukrowej zdepresjonowanych millenialsów. Mossy Soil przenosi nas w czasy, kiedy perfumy to było status quo. Kiedy zapach walił w twarz. Kiedy nikt nie zastanawiał się, czy to perfumy, czy może powidok po deserze.


Aldehydy i kwiaty. Nuty animalne i piwniczna paczula. A potem jeszcze ostre piżmo i żywiczna baza, w której tonie mech blady jak pajęczyny. Zapach Mossy Soil jest tak niesamowicie, sugestywnie wintydżowy, że naprawdę, naprawdę mógłby zamieszkać w jakimś retro flakoniku od Caron czy Lanvin.

Opis przygotowany przez JMP Perfumes informuje, że Mossy Soil to kwintesencja tradycyjnego perfumiarstwa. Ja powiem więcej: to kwintesencja współczesnego sentymentu do tradycyjnego perfumiarstwa. Jakubowi Pietrynce udało się uchwycić nie tylko bezkompromisową soczystość dwudziestowiecznych dzieł perfumiarstwa, lecz także nutę, którą znają i kochają wszyscy miłośnicy tych ulotnych arcydzieł: ta nuta nazywa się czas.

Mossy Soil to dżin, który spędził wiek w lampie. Albo flakonie. Kompozycja subtelnie, nienatrętnie tknięta zębem czasu. Piwnicznością paczuli, zmarszczką na różanych płatkach, ledwo wyczuwalną kwaśną, rabarbarową nutką ścinającą żywiczne krople i podnoszącą futerko na grzbiecie bobra. I nawet mech dębowy brzmi tu jak postarzany rezynoid.


I już wyjaśniam, skąd moje przekonanie o zastosowaniu zabiegu "postarzenia" kompozycji. Bo rekonstrukcje starych perfum tworzone z największą starannością przez perfumiarzy pracujących w paryskiej Osmotheque zazwyczaj tej niepokojącej, mrocznej, pełnej pajęczyn głębi nie mają. Rekonstruowany Shalimar z lat 30 ubiegłego wieku nie pachnie tak samo, jak Shalimar zachowany od lat 30 ubiegłego wieku. Wiem, sprawdziłam. I wiecie co? Dżin więziony przez wiek w lampie to jest właśnie to, czego szukamy w perfumach vintage.

Jakub Pietrynka stworzył nie tylko dzieło "w stylu epoki", lecz także nadał mu pozór oryginału. Touche!


Data premiery: 2019
Kompozytor: Jakub Pietrynka

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: aldehydy, bergamotka, cytryna
Nuty serca: ylang-ylang, róża, jaśmin sambac, olibanum, esencja ziemi, irys, hedione
Nuty bazy: skóra, wanilia, cywet, kastoreum, drzewo sandałowe, wetyweria, labdanum, paczula, mech dębowy, białe piżmo




A ponieważ dzień dziś szczególny i okazja szczególna, mam dla Was niespodziankę.



Na chętnych, którzy czytają i obserwują SoS czekają prezenty od JMP Artisan Perfumes.

  • Flakon perfum Endless Forest lub Mossy Soil do wyboru
  • 5 zestawów próbek zawierających obie świetne kompozycje Jakuba Pietrynki

Aby wziąć udział w losowaniu wystarczy dodać komentarz pod tym postem. W komentarzu napiszcie proszę, które perfumy debiutujące w 2019 roku najbardziej Was zachwyciły albo które najbardziej chcielibyście poznać i dlaczego.

W losowaniu udział wezmą komentarze dodane do 31 grudnia włącznie. W Nowy Rok wejdziemy z ogłoszeniem wyników.

Oczywiście miło mi będzie, jeśli zechcecie udostępnić swoją ulubioną recenzję z SoS na Facebooku albo szepnąć o blogu w miejscu, gdzie gawędzi się o perfumach. Może ktoś kocha perfumy i tu jeszcze nie zagląda?

Miłej zabawy!

Komentarze

  1. Jeszcze dorwę się kiedyś do próbek... może niebawem...jestem bardzo ciekawa, bardzo! Wiem czego jestem ciekawa. Właśnie Mossy soil a następnie drugich- Endless forest. Postarzyć perfumy tak by nawiązywały do czasów dawnych w perfumiarstwie to nie lada sztuka. Pragnę poznać oba. Między innymi przez świadomą ich kreację autora. Ich dopieszczenie i efekt finalny nie jest wynikiem zapotrzebowania rynku perfumiarskiego a własną potrzebą podarowania innym kawałka siebie w zapachu.

    Swoją drogą" To olfaktoryczny wehikuł czasu przenoszący nas w czasy, kiedy perfuma nie była zabawką dla dzieci i osładzaczem życia dla wychowanych na wacie cukrowej zdepresjonowanych millenialsów. ".....jak to znakomicie napisane! Lubię, gdy tak tańczysz między wyrazami i tworzysz recenzje a ja potem dołączam do tego tupiąc w rytm nóżką i czytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz i w jednym i drugim wcieleniu odnajduję się odziwo naturalnie...
    Las jak najbardziej, zawsze i wszędzie!
    Powrót w rejony świata pulsującego innymi zasadami, tymi jednak dość ograniczonymi, to też jakiś niewytłumaczalny i bezpieczny odwrót. Część drogi do większego zrozumienia całości.
    Podoba mi się ten powyższy debiut coraz bardziej.
    Tym chętniej poznam na własnej skórze, jeśli nadarzy się sposobność.

    Mało w tym roku poświęciłem na poznawanie nowości. Skupiłem się głównie na twórczości własnej. A to wypełnia przestrzeń umysłu po brzegi.
    Najwięcej radości przyniosło poznawanie kolejnych czystych esencji agarowego bóstwa.
    Tam na porządku dziennym można potraktować jeden poszczególny olej jak kompletną kompozycje, która opowiada i nie przestaje... zachwycać.

    Były jednak, prawie pod koniec roku perfumy, które w idealnym momencie otuliły mnie swym kokonem i spowodowały zatrzymanie się...
    Gallangher Fragrances Rose al Dae.
    Były też jednak oczywiście i takie, które poznałem i nie poszybowałem.
    A i pewnie coś by się znalazło co z chęcią bym poznał.
    Tak, też czekając na Chopina wiem, że zrealizuje po części zaległości.

    :-)



    OdpowiedzUsuń
  3. Mam trochę kłopot z "tematem zadanym", bo niewiele mogę powiedzieć o perfumach z debiutem w 2019. Ale wiem, że z przyjemnością poznam efekt pracy Jakuba Pietrynki, bo raz, że tyle o nich czytałam, dwa - kuszą mnie i stare drzewa w lesie, i perfumy, które nie są zabawką dla dzieci. No i te piękne duftarty Justyny! Wszystkiego dobrego poświątecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przyznaję, że trochę sobie strzeliłam w stopę zadając takie pytanie po TAKICH recenzjach. Rozumiem doskonale Twój wybór. :)

      Usuń
  4. Jeśli chodzi o najpiękniejszy debiut tego roku nie mam z tym problemu. Niezmiennie od kiedy poznałam jest to Ganymede od Barrois, bardzo podobny do pierwszego dzieła spod szyldu Barrois, a mianowicie do B683, natomiast jest to jego bardziej kobieca, przestrzenna wersja, upajam się tym zapachem za każdym razem. Jest to dla mnie święto, kiedy mogę się nim otulić. Nie robię tego na codzień. W temacie zaś pana Jakuba Pietrynki zdecydowanie bardziej przemawia do mnie Endless Forest. Las kocham od zawsze, i na zawsze. Uwielbiam też zapach papieru pod każdą postacią, czy to świeżo zadrukowana kartka, czy nowa książka, czy też stary tom z biblioteki. Kto mnie zna ten wie, że papier mnie fascynuje. Ta propozycja od JMP Artisan Perfume to zdecydowanie mój faworyt ❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Z poznanych debiutów 2019r zachwycił mnie La Couche du Diable od Serge Lutens. Czuć że to Lutek, no i te konotacje z wycofanymi Szpilkami. To nie jest głośny zapach (jak u SL często zdarza się), ale ta drzewno-orientalna mieszanka zrobiła na mnie wrażenie.
    Z nowych chciejstw na top liście jest nadal Amouage - Overture.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! ten Lutek ląduje na mojej liście do kupienia. Inna sprawa, że mam tyle flaszek perfum w podobnym stylu, że mogłabym się obejść bez. Ale chyba nie chcę. ;)

      Usuń
  6. Uwielbiam ludzi z pasją, ktorzy potrafią w tak piekny sposób opisywać zapach, to jest jak takie "never ending story" ☺ i chociaż moje spotkanie z niszą miało miejsce ledwie 2-3 lat temu to od tamtej pory czuję, że wsiąkłam na dobre w Wasze towarzystwo :-)
    Niestety nie posiadam "perfumiarskiego nosa" i moje poznawanie zapachów zazwyczaj polega na stwierdzaniu czy dobrze mi się w nim chodzi czy nie a czasami próbuje odnaleźć w nim opowieść z przeczytanej recenzji... i niejednokrotnie udaje się ta sztuka ;-)
    Zapach który chciala bym poznać to Talento lub Ithaka (Mendittorosa), ostatnio miałam okazję poznać Sirio z tego właśnie domu perfumeryjnego i jest to jedno z moich ulubionych pachnideł, z którym czuję się wyjątkowo... chociaż nie wiem czy powinnam ograniczać się do tych 2, na dobra sprawę niespodzianki też potrafią zaskoczyć nas w pozytywny sposób :-)
    I.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałbym poznać Moschino Toy Boy. Szukałem tego kilka razy i nie udało mi się znaleźć. Naczytałem się opinii, że zapach trudny, wręcz niszowy. Raczej nie kupię go w ciemno, bo jednak róża to nuta dosyć ryzykowna, ale poznać chcę bardzo tym bardziej, że sama marka kojarzy mi się raczej z lekkimi, wesoły,i wręcz kompozycjami. A tu ponoć smutek, rozpacz i powaga;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje marzenia to poznac Endles s Forest i Mossy Soil.Mimo ze nuty tak rozne i perfumy zupelnie inne to jednak wspolny mianownik:obie kompozycje to bardzo dobre perfumy.Zachwycily mnie te recenzje i czuje ze na obecna chwile to propozycje wybitnie dla mnie. Nostalgia poszukiwanie w perfumach zapachow natury czyli drzew lisci lasu i mchu to jest to do czego daze.Z drugiej jednak strony czekam na cos co by mna wstrzasnelo u zachwycilo.Cos mocnego i tu rola Missy Soil.

    OdpowiedzUsuń
  10. Duże nadzieje, jeśli chodzi o nowości 2019, pokładałam w Bee Zoologist. Niestety trochę mnie rozczarował, a jednocześnie jest to najtrafniej oddana nazwa perfum w stosunku do zawartości. Można się w nim zakochać, ale można też pozostać obojętnym i ja należę do tej drugiej grupy. Nie ma nic gorszego niż zapach bez emocji...
    Zupełnie inaczej było z zapachami Jakuba Pietrynki. Miałam okazję je poznać na jakimś spotkaniu perfumowym. No i tutaj już było dużo emocji i dyskusji ktory kogo bardziej uwodzi. Zdecydowanie bliższy jest mi Endless Forest.
    I jeszcze te duftarty Justyny Neyman ❤
    To będzie właśnie moje odkrycie 2019 roku i pozycja obowiązkowa w kolekcji...

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczywiście wybór jest szalenie trudny bo w tym roku jak przystało na perfumoholika dane było mi przewąchać dobre kilkadziesiąt jak nie kilkaset zapachów. Mimo wszystko tym któy najbardziej wbił mnie w fotel jest Ganymede on Marc Antoine - Barrois. Zapach nie podobny do niczego co poznałem do tej pory. Wybrzmiewa on jak dla mnie bardzo "mineralnie". Jest zarazem chłodny i ciepły w tym samym czasie. Trochę słodki a trochę gorzki. Perfumy niezwykle uniwersalne, nadadzą się na formalne wyjście jak i luźne spotkanie w klubie ze znajomymi. Parametry na najwyższym poziomie, co czyni tą pozycję mega atrakcyjną. Co równie ważne, te perfumy są świetnie odbierane przez otoczenie! Już nie musimy bać się o wymowne spojrzenia w kierunku naszej osoby jadąc komunikacją miejską. Perfumy kompletne - polecam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dużo zapachów mnie zachwyciło, cieszę się jak dziecko nimi... Jednym z naj jest Durbano - Spem Petram- mistyczny , uduchowiony ... Pierwszy egzemplarz od Oliviera poleciał do mnie, z piękną dedykacją- cieszy jeszcze bardziej, Stora Skuggan Mistpouffer, etc.. Nie znam jeszcze perfum Jakuba Pietrynki- to jedno z marzeń- poznać, mieć. Wiem, że są świetne... 🙂

    OdpowiedzUsuń
  14. Ależ mi te opisy przemówiły do wyobraźni! Chyba właśnie te debiuty chciałabym poznać. Słowa: prastary las to dla mnie od zawsze magiczne zaklęcie, zawsze chciałam się w nim znaleść , zrobić głeboki wdech i zaciągnąć się Wiecznością. Ale nie jestem w stanie określić, które chciałabym poznać bardziej, bo chciałabym i Endless Forest i Mossy Soul.
    Btw, piękne flakony.

    OdpowiedzUsuń
  15. Endless Forest brzmi cudnie ❤️ Barrdzo chciałabym poznać. Nowości 2019 nie przewąchałam, ale za to poznałam w końcu Baccarat Rouge (nie zachwycił) i Ganymede (super dziwadło) , i Dom Rosa ❤️. Gratulacje dla Jakuba i Justyny (piękne duftarty❤️)
    Sylwia H.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja w tym roku byłam bardzo wstrzemięźliwa, jeśli chodzi o poznawanie nowości. Chcę najpierw nieco uszczuplić swoją kolekcję :) Z mini-zachwytów: mainstreamowy Beautiful Belle Estee Lauder. A ponieważ jestem wielbicielką klasycznych szyprów, to bardzo chciałabym powąchać Mossy Soil.

    OdpowiedzUsuń
  17. W tym roku moim faworytem jest Squid od Zoologist, zapach przenosi na wybrzeże oceanu, niedaleko targu rybnego, o zachodzie słońca, przy ognisku gdzie popija się waniliową ambrozje. Niezwykłe doświadczenie. Z zapachów z postu zdecydowanie bardziej przemawia do mnie Endless Forest, opis kojarzy mi się z Enchanted Forest od Vagabond Prince, który intryguje mnie od dłuższego czasu, jednakże jeszcze nie miałem okazji powąchać niestety. Marzy mi się zapach który prawdziwie przeniesie mnie do pradawnego lasu, pełnego tajemnic i z bogatą historią.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Witajcie wszyscy tu obecni :)
    Z tegorocznych debiutów mocno przypadł mi do gustu wspomniany już Gallagher Rose All Dae (popełniłam butelkę).
    Bee od Zoologist również działała na moją wyobraźnię, pełnocennej butelki jednak nie nabyłam.
    Myślę że premierą, na którą czekałam najbardziej, było trio od Kingdom Scotland: Albaura, Portal i w szczególności Metamorphic. Perfumy inspirowane szkockimi krajobrazami, dziką przyrodą... i whisky. Szkocję (i whisky!) kocham i regularnie odwiedzam,w związku z czym tej premiery przegapić nie mogłam.
    Bardzo chciałabym poznać dzieła Jakuba Pietrynki, zwłaszcza Endless Forest...więc piszę komentarz i trzymam kciuki (chociaż NIGDY w życiu niczego nie wygrałam!).

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja jestem bardzo ciekaw nowych perfum Michała Szulca - Sale Perfume 02. Ribes oud.
    Sale 01 należą do jednych z moich ulubionych perfum, może dlatego tak bardzo ciekaw jestem, co też Pan Michał nowego wymyślił. Zawsze ciekawią mnie perfumy rodzimych twórców, dlatego też chętnie poznał bym zapachy Jakuba Pietrynki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. Był to rok perfumowych niespełnień, mniejszych i większych rozczarowań. Jednakże nie poznałam wszystkiego. Nadal marzę o poznaniu i być może zachwyceniu się Endless Forest lub/i Mossy Soil. Potrzebuję nowych wyzwań, zaskoczeń.

    OdpowiedzUsuń
  23. Hmm. Jestem bardzo ciekawa tych zapachów, moje przygody z nieszablonowymi zapachami dopiero nieśmiało zaczynam, a aromaty drzewne, leśne są przeze mnie bardzo pożądane ;)
    Ten rok obfitował w wiele różnych emocji - uczyłam się na przemian klasycznych i nowych zapachów. W tej chwili najbardziej chciałabym poznać La Couche du Diable od Serge Lutens - bardzo ciekawi mnie, jak wizualizacja - mroczna i stylizowana wprost na horror zagra z tym zapachem.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przyznam się, że nie jestem na bieżąco z tegorocznymi nowościami za bardzo - z ciekawością zapoznaję się ze starszymi zapachami - z lat 90-tych bądź z początku lat dwutysięcznych. Jednakże z opisów zainteresował mnie tegoroczny Bee od Zoologist i jak będę miała okazję to przygarnę miodowo-propolisową próbkę. A z zapachów JP to najbardziej zainteresował mnie Endless Forest - mam potrzebę zanurzenia się w bezmiarze żyjącej zieleni i jestem ciekawa czy zapachowo znajdę w tym, tego co szukam.

    OdpowiedzUsuń
  25. Baikal Leather Intense od Nikolai to mój numer 1 w kategorii "zachwyty 2019" ;) Z wiekiem coraz częściej szukam skórzanych i drzewnych nut w perfumach, stąd moja chrapka na poznanie Endless Forest i zatracenie się w lesie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Zgadzam się. Baikal Leather to bardzo dobry zapach.

      Usuń
    2. Właśnie zamierzam zapoznać się z tym zapachem. Pojutrze lecę do Lwowa i mam w planie zawitać do perfumerii Жан.

      Usuń
  26. Nie znam tej polskiej marki i pewnie jeszcze nie dawno poprosiłabym o butelkę Mossy Soil, ale w tym roku poznałam tyle głośnych, bogatych i stylizowanych na oldschool zapachów, że wybieram spokojny zdaje się Endless Forest. W tym roku polubiłam się bardzo z Le Pavillon d'Or Dusity, z Talento Mendittorosy oraz Pink Iris Abel. Muszę też obadać dokładniej Rose and Cuir F.Malle.

    OdpowiedzUsuń
  27. Moje marzenia to poznać Endless Forest i Mossy Soil. Mimo ze nuty tak różne i perfumy zupełnie inne to jednak wspólny mianownik : obie kompozycje to bardzo dobre perfumy. Zachwyciły mnie te recenzje i czuję że na obecną chwilę to propozycje wybitnie dla mnie. Nostalgia , poszukiwanie w perfumach zapachów natury czyli drzew liści lasu i mchu to jest to do czego dążę. Zapach liść , drzew , lasu - zachwyca i wycisza , daje ukojenie i spokój . Takie zapachy nas uspakajają , skłaniają do refleksji . Wszyscy tęsknimy za naturą i dążymy do życia w zgodzie z nią . Taki zapach to odpowiedź na moje potrzeby .
    Z drugiej jednak strony czekam na coś co by mną wstrząsnęło u zachwyciło. Coś mocnego i tu rola Missy Soil. Ten zapach mnie bardzo ciekawi , a recenzja zachwyca . Bardzo lubię zapachy starej szkoły perfumiarstwa - więc jeśli chociaż w jakimś stopniu nawiązuje do niej to juz go kocham . Pachula też przemawia do mnie . Bardzo piękne oba jak mniemam .

    OdpowiedzUsuń
  28. Z jednej strony spokój, nuty drzewne. Z drugiej zaś nawiązanie do starego, dobrego perfumiarstwa. Nie ma co, trudny wybór.
    Po ponownym przeczytaniu recenzji, stawiam na Mossy Soil.
    Chciałabym też poznać Music powstałe we współpracy z Quality Missala. Trudno mi sobie wyobrazić zapach oddający atmosferę festiwalu Pol’andRock. Mam nadzieję że jest szalony i pozytywnie zakręcony:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest pięknie dymny, labdanumowy, rockowy.
      Kupiłam, oczywiście. :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  29. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo fajny debiut. Już same nazwy brzmią świetnie: niekończący się las i omszała gleba. Wyobraźnia pracuje gdy słyszy takie coś. I w sumie to te dwie pozycje były tym czego byłem najbardziej ciekaw z wydanych w 2019 roku nowości. Wszak Jakub Pietrynka to jeden z użytkowników perfumowego forum, który teraz dał się poznać jako autor perfum! Gdzieś tam daleko są i byli tuzy perfumowej twórczości, ale tutaj jest przecież mowa o rodzimej kreatywności. No jak tu nie być ciekawym!
    Jeżeli chodzi o owoc pracy twórcy to prawdziwie jest to nisza. Pierwszy kontakt i lekka konsternacja. To nie są przyjemniaczki. Ale, ale... te dwa sampelki, których już stałem się szczęśliwym posiadaczem, to nie jest wiele, ale na pewno można je użyć więcej niż jeden raz. Kolejne użycie dało już pewne oswojenie się z zapachami i przyniosło więcej przyjemności. Super jest to, że opisywane perfumy to zupełnie coś nowego. Aż tak bardzo w świecie zapachów otrzaskany nie jestem, ale często już spotykałem zapachy różnych marek o których powiedzieć, że są do siebie podobne to mało. Tutaj jest naprawdę oryginalnie i już za samo to duży plus. Mimowolnie nasuwa mi się pytanie wartościujące w stylu: które z tej dwójki bardziej lubię? I chyba zapachem, który bardziej zajął mój umysł jest Mossy Soil. To on mimo swej szorstkości powoduje, że co jakiś czas przy ruchu ręką do nosa dostaje się ta - no właśnie jaka - woń. Szukam słowa i przyciągająca to będzie chyba to. Wydaje mi się też , że z tych dwóch to właśnie ta kompozycja jest tą "główną". Ale to już sam twórca wie najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Endless Forest jest kompozycją bardzo prostą, a Mossy Soil już nie. Ale w sumie... czy sztuka musi być skomplikowana? :)

      Usuń
  31. Kompozycje Jakuba miałam już przyjemność poznać, dlatego nie startuję po próbki, a wyłącznie po flakon ;) albowiem marzy mi się buteleczka Mossy Soil i choć może nie poznałam nawet połowy premier 2019, to z całą pewnością ten właśnie zapach postawiłabym na piedestale :)
    Tak jak napisałaś, kompozycja jest niesamowicie retro, dla mnie to absolutny zachwyt. Nie jest to mój nastrój na każdy dzień, ale takie potężne retro szypry dodają mi pewności siebie i mocy, powodują, że wyżej unoszę głowę i prostuję plecy, a poza tym są po prostu piękne niczym stare instrumenty muzyczne lub meble ze szlachetnego drewna.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty