Pikantne szczegóły schadzki – Fantomas Nasomatto

Panie Fantomas, Pan myślał, że będę na Pana czekała. I pobiegnę na spotkanie, jak tylko zawita Pan do miasta.
Miał Pan rację.

Pan spodziewał się entuzjazmu. Ekscytacji. I gotowości do popełniania głupstw. I miał Pan rację.

Ale… Panie Fantomas, bądźmy uczciwi, Pan mnie potraktował jak zwykłą… osobę. Pan przyszedł z ciastem. Tego się nie robi, kiedy jest się Fantomasem!

Ja bym to Panu wybaczyła, Panie Fantomas, gdyby to ciasto było smaczne.

Jest wieczór. Jest jesień. Jest mgła.

Nadchodzi Pan wypraną z barwy ulicą usłaną utopionymi w kałużach światłami. Rozmemłanymi i drżącymi.
Szary płaszcz, czarne buty, ciemnie okulary. Po co one Panu?

W jednej ręce mokry parasol – ten charakterystyczny zapach mokrego parasola Panu wybaczam.
W drugiej ręce ciasto z kremem owocowym. Nie śmietaną i nie owocami. Panie Fantomas, Pan masz fatalny gust do tortów!

Żółty aromat melonowego kremu na mleku w proszku. Chudym. Rozsmarowany na drewnianym biszkopcie – zbyt wilgotnym, zbyt zbitym, zbyt ciężkim. A biszkopt w lśniącej zbroi. A raczej blaszce. Takiej okrągłej, rozkładanej, pachnącej metalem. Z ostrymi brzegami. Ale mnie Pan nie oszuka – wiem doskonale, że ten biszkopt spędził długie miesiące w foliowym opakowaniu na sklepowej półce. A biszkopty nieładnie się starzeją.

Idziemy więc ulicą: ten parasol, ten tort i Pan. Nie może mnie Pan objąć ramieniem, bo ten parasol i ten tort. Nie może się Pan uśmiechnąć dyskretnie i ciepło, samymi oczami, bo te okulary. Szkoda.
Ale za to mówi Pan rzeczy. Bardzo pikantne. Nie szkoda.

Idziemy ulicą. Wokół mgła. Sztuczna i gęsta jak krem. Puszysta, piżmowa, chłodna. Jest coś satysfakcjonującego w tej przechadzce.

Miło mi, że przyszedł Pan na spotkanie. Doceniam ten tort, który w sumie nie był aż taki okropny. Choć… mógł Pan się nie fatygować.

Zapach mgły i ten ogromny, czarny, paczulowy parasol sprawiają, że kolejne przecznice kwadranse mijam bez zniecierpliwienia i bez przykrości. Choć i bez ekscytacji szczególnej. Rękaw Pańskiego szarego płaszcza jest miły w dotyku. Syntetyk. Jak tort, jak okulary, jak mgła.

Nawet światło jest sztuczne.

Data premiery: 2020
Kompozytor: Alessandro Gualtieri
Trwałość:
jak na zwykłe perfumy: bardzo dobra
jak na Nasomatto: nie bardzo dobra

Nuty zapachowe (całkowicie zmyślone przeze mnie):
owoce (sztuczny melon ze skórką i rodzynki – te jasne, żółte, duże), piżmo, papryka (a raczej kapsaicyna), paczula, nuty laktonowe, sandalore

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

21 komentarzy o “Pikantne szczegóły schadzki – Fantomas Nasomatto”

    1. Klaudia Heintze

      No. Prawda. Ale mam całe pudło innych potencjalnych miłostek i zamierzam sobie poużywać. 😉

  1. No, właśnie… Miało być tajemniczo, ekscytująco, wyrafinowanie i, jak na zbrodnię doskonałą, trochę mrocznie. Ja, zamaskowana niczym zbrodniarz ruszyłam do Quality po nowe doznania i… wiem już, że Fantomas to nie moja bajka. Żałuję, bo po zapowiedziach wiele sobie obiecywałam.

  2. Aleksandra GGS

    Dobrze ,ze najpierw sama spróbowałam,bo by mnie ten mokry parasol i obrazowo opisany tort od razu ścigały.
    Dla mnie to dziwna,,gęsta mgła . Puchato przyjemna lecz zasłaniająca wszystko wokół. Potem na chwilę wynurzył się potwór paczuli prosto z piwnicy. Chwilę pokąsał i rozmył się tajemniczo.
    Niby Puchatek a taki niepokojący.

    1. Klaudia Heintze

      Ha! Paczula jest. Nie tylko ja ją czuję!
      Jest i to moja ulubiona nuta w tym zapachu. i jeszcze sandałowa puchatość. Dla mnie potworem jest ta laktonowo metaliczna piżmowość. Niby Królik, a taki niepokojący. 🙂

    2. Aleksandra GGS

      Piźmowo-laktonowy tak,ale metaliczności nie poczułam.
      Jeszcze popróbuję go. Przyznam Ci się ,że jeszcze totalnego testu nie było,bo miałam obawy czy mnie nie zmiażdży. Już w perfumerii zasugerowała mi pani Masza ,że Seminalis się w nim przewija. Wystraszyłam się tego porównania.

    3. Klaudia Heintze

      Mnie chyba mało co miażdży. Fantomas był raczej taki… no jakbym marnowała czas. Jak jedzenie bez przyjemności. A ja lubię przyjemności. 🙂

  3. No i deszcz i mgła na propsie 😉 z resztą tak se, masz rację (choć marzę o torcie, nawet najobrzydliwszym, ale w mordę… gluten… :-/).
    😀

    1. bezglutenowe torty istnieją i są pyszne (migdałowy szczególnie).
      bezcukrowe lizaki robi choćby chupa-chups (tu o smaku się nie wypowiem).

      taki zupełnie nieperfumiarski komentarz 😉

    2. wiem, że istnieją, ale ja bym chciał biszkopt… prawdziwy… o smak już znany chodzi, nowe mam w dostatku w wegańskich restauracjach chociażby, ale niechby były najpyszniejsze – to nie to samo!

    3. Klaudia Heintze

      Oj, pewnie tak. Wiem, że ostatnio Młodzieniec piekł bezglutenową pizzę na mące kukurydzianej, i narzekał, ze to nie to i ogólnie nie wyszła.

    4. Rozumiem, gdyż natarłem się marchwi na ciasto i wyszedł przepyszny zakalec… niestety, bezgluty nie rosną, a rosną jak się im da dużo za dużo proszku/drożdzy i wtedy nie mają smaku ciasta, tylko smak proszku/drożdży. BŁE.

    5. Klaudia Heintze

      To by w sumie miało sens, bo gluten daje wypiekom strukturę. Te filmy na YT z praniem babeczek aż zostaje straszna wata, która w istocie jest siatką glutenową zabijają szare komórki. Ale i tak oglądałam.

  4. Lateks, piżmo owszem, ale nade wszystko mdły na potęgę melon, który zmęczy umarłego. Mam odlewkę, którą wiem, że nie zużyję i każdy, komu chcę zapach podarować kiwa głową, że dziękuję, ale nie, bo to jest nieużywalne. Wszystkiego dobrego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

sabbathofsenses.pl

Wersja skrócona: Nie jestem właścicielką domeny sabbathofsenses.pl. Jakiś czas temu wykupił ją Marcin Budzyk i przekierował na swojego bloga. Kiedy rzecz się wydała, ogłosił u

Czytaj więcej »