(Zbyt) szybka kuracja - 9mm Ballistic Therapy

 

Sama nie wiem, jak zacząć tego posta. Nie jestem jakąś wielką znawczynią czy miłośniczką broni palnej, ale strzelać umiem i lubię.
Częściej zdarza mi się korzystać z ASG, bo taki świat i takie czasy. Co w sumie jest dobre, pozytywne i zupełnie nie dziwne.
Jeszcze częściej zdarza mi się strzelać z długiego łuku, co w XXI wieku jest nieco dziwne.

Próbka perfum zakończona łuską naboju 9mm w otoczeniu łusek różnych kalibrów


Ogólnie, z pewnym zawstydzeniem przyznaję się do odczuwania pociągu do broni. Przede wszystkim białej, ale nie tylko. Dlatego Ballistic Therapy wzbudziły moje zainteresowanie, kiedy pojawiły się w ofercie House of Merlo. I coś tam wspomniałam na ten temat w rozmowie na którejś z grup perfumeryjnych na Facebooku.

Okazało się, że na grupie jest również właścicielka House of Merlo - Pani Adriana, która najpierw była pasjonatką, a potem dopiero stała się właścicielką perfumerii. Bardzo dobry kierunek. 👍

Long story short - Pani Ada zaproponowała mi próbkę bez zobowiązań, a ja bez zobowiązań skorzystałam.


9mm to najpopularniejszy kaliber. Konkretnie 9 × 19 mm. Wybór nazwy dla pierwszych (i na razie jedynych) perfum marki Ballistic Therapy wydaje się więc przemyślany.

Inna sprawa, że jak zajrzy się na stronę i poczyta zakładkę "about" to wrażenie "przemyślenia" treści trochę człowiekowi przechodzi.


Apoteoza męskości. Taka in your face, w której pierwszą cechą marki jest to, że jest męska (manly), a sam zapach opisywany jest jako "męskość w butelce" i "płynna recepta na alfa (w domyśle pewnie samca alfa)". A przy tym tata założyciela i także współżałożyciel opisany jest jako "a father, a lover, a dreamer, a maker, a brother, a son, a fighter and a feminist". Feminist?! Z takim opisem oferty? Serio?!

Warstwa promocyjna brzmi jak gdyby zlepiono kawałki zdań wyciągnięte z kapelusza - parafrazując Tristana Tzarę. W efekcie dostajemy seksistowskie bon moty zestawione z deklaracją feminizmu, a na końcu informacją, że Ballistic Therapy celuje w kwestionowanie definicji płci.




Sam zapach od pierwszej chwili woła, że został złożony przez Gezę Schoena. Szczodrze, rozrzutnie użyte ISO, gwajakol zamiast gwajaku, kaszmeran i izochinlolina zamiast zwyczajowej skórzanej bazy. Ale zacznijmy od początku.

Otwarcie to wytrawna, nieco grejpfrutowa bergamota z pięknie wyrazistym czarnym pieprzem. Akord do złudzenia przypominający wystudzone Carbone de Balmain. Tyle, że tam, gdzie Carbone rozwija się w kierunku ciepłego drewna, 9mm wędruje w stronę słodko eterycznego syntetyku przypominającego zapach jodyny. Subtelna nutka kwaśnego bandaża z czasem narasta, nabiera mocy, zjada pieprz i cytrusy.

Mija kwadrans. Siedzę z nosem przy skórze i węszę w poszukiwaniu nuty prochu strzelniczego. I nie znajduję jej.
Znajduję za to narastającą nutę metaliczną - chłodny zapach stali skojarzony ze strzałem, ale nie będący aromatem prochu, tylko broni. 



Pod warstwą kwaśnych bandaży i niepokojącym akordem metalicznym czai się kupka syntetycznego drewienka. Ładna kupka.

Pojawia się wyraźny wetiwer, powraca wspomniana już izochinlolina dająca kompozycji skórzany niuans, wybrzmiewa ślad ołówkowego cedru. Nic specjalnego.

I gdyby ta recenzja skończyła się tutaj, to nie byłaby dobra recenzja. Rzecz w tym, że nie kończy się. Ani recenzja, ani rozwój perfum.

Próbka perfum zakończona łuską naboju 9mm w otoczeniu łusek różnych kalibrów i broni ASG

Mija kolejny kwadrans. I zaczynam czuć TO.

Zapach prochu. A raczej zapach wystrzału. Słowo daję!

Kiedy zbliżam nos do skóry, zapach rozkłada się jak pod lupą na czynniki pierwsze. Pieprz, cytrusy, sporo chemii, te nieszczęsne (albo raczej szczęsne) izochinoliny i ISO którego nie jestem największą fanką.
Ale wystarczy, że odsunę nos od skóry, odwrócę głowę, odwrócę uwagę i.... czuję proch! Mineralny, dymny, chłodny żar wystrzelonego naboju.

To nie jest moje zdjęcie, tylko firmowa reklama. Ładna.


Tak ładnie ułożyłam już sobie w głowie sceptyczne, chłodne podsumowanie perfum. Że to Geza, a on lepiej niż w perfumy umie w marketing. I że marka dla samców alfa zafascynowanych bronią (co przy całej swojej fascynacji bronią uważam za dość słabe 😀), a nie dla miłośników perfum. Że znowu przerost formy nad treścią, ale - tu miałam taki plan zdania inkluzywnego - spoko ciekawostka, fajnie że jest.

Tymczasem moje kalkulacje wzięły trochę w łeb, bo owszem - marka jest raczej efekciarska i to faktycznie spoko ciekawostka, ale za to jaka fajna!

Próbka perfum zakończona łuską naboju 9mm w otoczeniu łusek różnych kalibrów
Tu zdjęcie podobne do pierwszego, ale pod trochę innym kątem. Widzicie próbkę?

I teraz to ja nie wiem, jak właściwie podsumować tę kompozycję. Co chyba dobrze świadczy o kompozycji. 😉

Otwarcie jest super. Proste, banalne niemal, bo pieprz i bergamota to taki trochę perfumeryjny evergreen, ale działa. Zawsze działa!
Etap "bandażowo metaliczny" jest po prostu niekomfortowy.
A baza... Nie wiem, jak to napisać grzecznie, ale "nieprzeszkadzająca" i przyjemna baza mi nie wystarcza. Szczególnie, że trwałość tych perfum jest bardzo taka sobie.

Rzecz w tym, że pomiędzy fazą bandażową, a smętnie zwyczajną bazą dzieje się coś naprawdę świetnego. Coś, co sprawia, że całą moją rzeczową analizę nut, akordów i etapów rozwoju można sobie... wyrzucić do śmieci. Bo i tak zakochacie się w tych perfumach, i tak wybaczycie im wszystkie niedostatki i trudy, i tak zapragniecie je przetestować i przepsikać się nimi choć raz.

I ja Was od tego planu odwodzić nie będę.


Data premiery:
Kompozytor: Geza Schoen
Projekcja: niewystarczająca. Poza pieprzem.
Trwałość: o tym, że 9mm naprawdę pachną można mówić przez jakieś 3-4 godziny

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: proch strzelniczy, bergamota, kardamon, gałka muszkatołowa
Nuty serca: czarny jaśmin, czerwony pieprz, czarna orchidea
Nuty bazy: iso-e-super, skóra, wetyweria (wetiwer), drzewo gwajakowe, mech, piżmo

Komentarze

  1. Jeśli wczoraj był najbardziej depresyjny dzień roku to nie wiem co napisać o dzisiejszym! Aż się chce sięgnąć po 9mm i rozstrzelać tzw. "służby miejskie"! Sic! Dziwne to stwierdzenie w ustach tak zatwardziałej pacyfistki jak ja, ale i tak mam ochotę strzelać. Nie mam tylko pewności czy mam ochotę na coś, co przechodzi przez etap "bandażowo metaliczny" ;) Ale i tak pewnie ciekawość popchnie mnie prosto w zabandażowane ramiona Ballistic Therapy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pełnym przekonaniem piszę, ze testować warto. To JEST zapach wart poznania.
      A czy kupienia i mania... to ja już nie wiem.

      Usuń
    2. Mam plany zakupowe z House of Merlo, więc pewnie nabędę próbeczkę ;)

      Usuń
  2. Bardzo mnie ciekawi Hiram Green. Chcę sobie zamówić zestaw próbek i trochę potestować. Kompozycje wydają się ciekawe no i nie bez znaczenia jest fakt, że są wegańskie (poza, jak doczytałam, absolutu wosku pszczelego w Slowdive) a i flakony wyglądają jak gigantyczne landrynki a ja jestem łasuchem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie jest mój komentarz???

      Pisałam, że Hiramy poznałam dawno temu, kiedy jeszcze chyba tak nie wyglądały (albo wyglądały, bo testowałam z próbek) i najciekawszych zapachów chyba jeszcze nie było w ofercie. Powinnam wrócić, ale czasu mało, a próbki do testów idą w setki... O ile nie dobiłam już do tysiąca. Nie wyrabiam.

      Usuń
    2. Jakoś bardzo mnie te kompozycje ciekawią a poza tym przede mną nie piętrzą się próbki do testowania 😉 Buuuu... Więc mogę śmiało zamawiać. A tak po cichutku mam nadzieję, że kiedyś o nich napiszesz. Testy i teksty (Twoje 😊) to dream team.

      Usuń
    3. Może kiedyś napiszę. Ja nigdy nie mówię nigdy. W temacie perfum. :)

      Usuń
  3. Ja czuję totalną niechęć do broni. Białą, starą broń traktuję w kategorii sztuki. Doceniam kunszt mieczników, płatnerzy, tyle i aż tyle.
    Początek recenzji trochę mnie zaniepokoił : „apoteoza męskości”, „męskość w butelce” - litości !, myślę sobie. Przy Carbone zrobiły mi się wielkie oczy i już miałam nadzieję, a tu bęc – jodyna, metaliczny bandaż i proch. Może wstyd się przyznać, ale nie wiem jak pachnie proch i pewnie dlatego trudno mi sobie wyobrazić ten zapach.
    Tym łukiem to mnie normalnie „zastrzeliłaś” :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proch pachnie pięknie.
      Przy czym inaczej pachnie proch czarny, a inaczej nitrocelulozowy. Oba zapachy mnie zachwycają. Co napisawszy zaznaczę, że jestem przeciwna zabijaniu w każdej postaci. Z karą śmierci włącznie. Oraz oczywiście - jestem przeciwna także zabijaniu zwierząt.
      Ale strzelać umiem i, jak widać, zastrzelić też czasem. Dobrze, że to zastrzelanie takie niegroźne. :D

      Usuń
  4. proch zawsze wezmę chętnie, a tu jeszcze jodyna? I bandaże? Naprawdę nie potrzebuję w tej chwili jeszcze jednej próbki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaale te próbki są super ładne. W sensie... pomysł na wsadzenie tej fiolki w łuskę to jest błysk geniuszu. Moim zdaniem.

      Usuń
    2. NIE POMAGASZ
      najpierw niech chociaż wypróbuję wszystkie wygrane! I skomentuję, jestem dwa zapachy do tyłu.

      Usuń
  5. Hallo Klaudia, hallo Sabbathofsenses! Thanks for the 9mm review. I especially love your confrontational honesty in your criticism.
    Greets, Jan (founder of Ballistic Therapy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you Ian for visiting my blog and for your comment. This is an independant blog and I am happy you like my honesty.
      Congratulations for creating something special. Not pretty, not nice; but somehow I think you did not aim at "pretty". Pretty is also not my favourite factor. ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty