Absinthe Minded Anka Kus

 
Koniec narzekania na nazwy i opisy perfum Anka Kuş. Absinthe Minded to świetna gra słów; opis jest nawiedzony, ale „wporzo”, a nuty brzmią obiecująco. Dodatkowo jest to finalista Art and Olfaction Award. 👍👍👍

Do Absinthe Minded podchodzę więc z nadzieją i nawet z entuzjazmem. 😋

Prawdziwa piołunówka – ta robiona z piołunu i nielegalna w wielu krajach – jest w smaku po prostu paskudna. Kilka razy miałam w ręku tę substancję i choć podobno ma ona działanie narkotyczne, nigdy nie udało mi się tego doświadczyć, bo smak jest tak okropny, że nawet kilka kropel na kostce cukru jest nie do przełknięcia. To znaczy… jest do przełknięcia, ale człowiek natychmiast tego żałuje. 😐

Absinthe Minded otwiera się jak flaszkę absyntu. Gwałtownie, z niecierpliwością, rozlewając po palcach. To naprawdę jest aromat piołunówki – z tym charakterystycznym ziołowym kopem. Z anyżowymi podtonami, które i w naturze ma to podstępne zioło, tyle,  że podbitymi, podciągniętymi anyżem i koprem włoskim – do tego stopnia, że zapach nabiera orzechowej głębi ouzo. W sumie oba te trunki mają to do siebie, że są przyjemnością dla wybrańców. Albo inaczej: koneserów. 😋 W każdym razie, nie dla każdego i raczej nie dla mnie. Ale adekwatność perfum do nazwy szczerze doceniam.

W ciągu kilku ledwie chwil na scenę wkracza serce – nietypowe, lecz bardzo mile widziane.
Głęboka paczula i nuty drzewne to zwykle składnik bazy i tu zaskoczyły mnie w opisie nut, ale warto napisać, że opis ma sens. Drzewna paczula pojawia się wcześnie i bardzo dobrze uzupełnia eteryczną ziołowość otwarcia.

Strona z zielnika: Otto Wilhelm Thome (1885)

Oba wiodące (na tym etapie) akordy złożone są z eterycznego szczytu i ziemistych, drzewnych podtonów. Tyle, że łyk anyżowego absyntu jest głównie eteryczny, a paczulowa zakąska brzmi cieniście i statycznie. Z chłodnym szczytem, jak to paczula.

Do końca wspólnej podróży Absinthe Minded jest zapachem chłodnym, przestrzennym jak chłodny wiatr. Taki podnoszący włoski na karku i sprawiający, że zastanawiamy się, czy nie wrócić po ciepły szal. Albo po piersiówkę, bo bez wspomagania zmarzniemy na spacerze.

Szala w kompozycji nie ma. Piersiówki – paradoksalnie – też nie ma. Jest tylko piołunowy wiatr i oszronione liście pod stopami.

Zanim poznałam Absinthe Minded moimi ulubionymi absyntowymi perfumami były Absinth od Nasomatto. Teraz, po dniu spędzonym z kompozycją Aliego Erkekli, moimi ulubionymi absyntowymi perfumami… nadal są Absinth Nasomatto, ale surowa dosadność mojego dzisiejszego bohatera zrobiła na mnie wrażenie.

Absinthe Minded są zupełnie inne, niż Absinth. Alessandro Gualtieri złożył swoją absyntową opowieść z delikatnością i wyczuciem. Potężna moc wyciągnięta została z ciepła i syntetycznych molekuł. Ali Erkekli postawił na zioło dosłownie. Piołun, anyż, koper, paczula plus paprociowe tony przesuwające kompozycję troszkę, troszeczkę w kierunku tak zwanych męskich klasyków. Nieprzytulnych jak kupa ostów, a jednak atrakcyjnych. Jak kupa ostów – bo oset ma piękne liście i piękne kwiaty przecież.

Dopuszczam więc możliwość, że to są najlepsze absyntowe perfumy, jakie poznałam. W znaczeniu – najbardziej adekwatne i najbliższe „istocie rzeczy”. Choć… gdyby tak wrzucić w głębię tej kompozycji jakiś ogień w trzewiach i zwidy w głowie, zamiast poprzestawać na tym pierwszym łyczku…? 😏

Data premiery: 2019
Kompozytor: Ali Erkekli
Koncentracja: EDP (eau de parfum – woda perfumowana)
Projekcja: eteryczna. czyli rozrzutna w sumie, ale sam zapach odbierany jest jako „niegęsty”
Trwałość: słaba

Nuty zapachowe:
Nuta głowy: absynt, fenkuł (koper włoski), piołun, anyż
Nuty serca: paczula, nuty drzewne, piżmo kaszmirowe
Nuty bazy: mech dębowy, bursztyn

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Keiko Mecheri Oliban

. Testowałam niegdyś Olibanum Profumum i zrobił na mnie wrażenie tan zapach, oj zrobił. Znacie smak (i zapach) lekarstwa umieszczanego przez stomatologa w zębie pod

Czytaj więcej »

Black Oud LM Parfums

Nie lubię marudzić. Źle się czuję jako zrzęda. Dlatego przed (ewentualnym) kolejnym pęczkiem zapachów Mad et Len postanowiłam sprawić sobie przyjemność. Przyjemność drogą, niedostępną i

Czytaj więcej »