Kiedy otworzyłam wspominaną w poprzednim tekście przesyłkę, moją pierwszą myślą było: jaka szkoda, że nie podesłali klona Angels’ Share. Przyznajmy uczciwie – słodziakom z nutą whisky, koniaku czy rumu trudno się oprzeć. Na liście moich nierozsądnych zachcianek Angel’s Share by Kilian siedzą sobie gdzieś obok Korrigana od Lubin. Obu bym pewnie nie nosiła, ale… jakież one są śliczne!
Kiedy powąchałam Mystic Dream zorientowałam się, że to niechybnie odpowiednik słodziaka od panicza Kiliana.
I zacznę od podstaw.
Podoba mi się, że Lou de Pre nie naśladuje stylu flakonu perfum by Kilian. Chińczycy już dawno produkują flakony bardzo podobne i trochę podobne. Polski producent nie zdecydował się na naśladownictwo i dla mnie to jest plus. To świadczy o tym, że Lou de Pre decyduje się na wariant „stylizacja na rozpoznawalny kod”, o którym pisałam w artykule o krojeniu tortu rynku perfum inspirowanych.
Otwarcie to krówki z koniakiem. Mleczna, bardzo delikatnie podpalana słodycz plus orzechowa nuta alkoholowa.
W tle niuanse owocowe. I są to raczej owoce kandyzowane, podsuszone – co pasuje do charakteru kompozycji.
Druga fala – wczesne i świetnie się z otwarciem komponujące serce zapachu – to akord przyprawowo-tytoniowy. Towarzyszy mu zadziwiająco naturalny zapach wanilii.
W bazie kumaryna i ambroxan.
Kiedy nuty połączą się, dominować zaczyna aldehyd cynamonowy okraszony antranilatem butylu albo którąś z analogicznych koniakowych molekuł. Towarzyszą im owocowe molekuły: nonalakton gamma i beta-damascenon. Podejrzewam też promil pyroprunalu. Wszelkie złudzenia naturalności zapachu odchodzą w niebyt. Mystic Dream to perfumy syntetyczne, które pachną jak perfumy syntetyczne.
Pozwolę sobie w tym miejscu ponowić pytanie z poprzedniej recenzji:
Czy mi to przeszkadza?
Tym razem odrobinę przeszkadza.
Syntetyczne aromamolekuły to jest wspaniały świat doznań i jestem entuzjastyczną miłośniczką ich stosowania w perfumach. Ale żeby pachniały dobrze, trzeba to robić z wyczuciem. I warto łączyć je z naturalsami – używać pełnej palety dostępnych perfumiarzom środków. Wiem, jak drogi jest absolut wanilii; wiem ile kosztuje dobrej jakości absolut kakao czy tytoniu. Rozumiem, że w perfumach w tak przystępnej cenie nie mogę ich oczekiwać, ale… ponownie brakuje mi immersji. Tego poczucia wąchania czegoś prawdziwego.
Mystic Dream układają się na skórze poprawnie, pachną miło, nosi się je przyjemnie. Absolutnie bez oporów przyznaję, że zapach, choć syntetyczny, jest po prostu ładny. Czy ma wiele wspólnego z oryginałem? Moim zdaniem nie. Angels’ Share są stworzone z naprawdę drogich absolutów i żaden klon nie będzie im dorównywał. Z drugiej strony tworząc Angels’ Share Benoist Lapouza wymyślił tak atrakcyjne złożenie nut, że nawet bez dokładnego odwzorowania, koncepcja zapachu się broni. Dlatego klony tych perfum są popularne – bo mózg, w kórym nie powstały wzorce zapachów aldehydów, laktonów i damasconów nie będzie szufladkował ich jako syntetyki. Poszuka najbliższych skojarzeń i będą to przyprawy, śmietanka i owoce.
Jeszcze raz:
Czy mi to przeszkadza?
Przeciwnie! Cieszy mnie, bo to znaczy, że wielu ludzi będzie używało tych perfum z przyjemnością i bez zadawania sobie niepotrzebnych pytań o skład. Który jest bez znaczenia.
Lou de Pre to marka celująca w dostępność, nie elitarność. W ramach tych założeń oferuje produkt naprawdę bardzo staranny. Estetyczne flakony – dostosowane do charakteru perfum. Bardzo dobrej jakości atomizery pylące równą, drobną mgiełką. Korki z zamaku, nie plastiku.
Do tego legalny produkt, wszystkie badania i respektowanie norm IFRA.
I polski kapitał.
Osobiście raczej nie będę używała Mystic Dream. Ale jest dla mnie absolutnie oczywiste, że są to perfumy, które można nosić z przyjemnością.
Reasumując mój krótki cykl poświęcony perfumom inspirowanym:
Jestem zadowolona, że podjęłam temat.
Jestem zadowolona z tego, że poznałam markę Lou de Pre i że mierząc się z tematem mogłam skorzystać z produktów polskich, a nie arabskich.
Przyjmuję z wyrozumiałością cudze wybory i zamierzam pracować nad komunikacją w tej kwestii. Edukować bez krytykowania; informować bez potępiania; zachęcać do poznawania oryginalnych kompozycji i szanować wybór inspiracji.
Aczkolwiek w następnej recenzji wrócę już do oryginałów.
Inspiracja: Angels’ Share By Kilian
Kompozytor oryginału: Benoist Lapouza
Data premiery 2025
Projekcja: dobra
Trwałość: w porządku, bez szału, ale w kontekście niezmywalnego Royal Rubis to nawet dobrze
Nuty zapachowe w brzmieniu ze strony marki:
Nuty głowy: koniak, pomarańcza, jabłko
Nuty serca: cynamon, brązowy cukier, tytoń, kakao
Nuty bazy: pralina, wanilia, drzewo sandałowe, fasola tonka, ambra


