Sabbath of Senses

zmysłowe opowieści o perfumach

Beaufort London Pyroclasm

Dziś wciągam na maszt perfumy, które po raz kolejny hakują system.
Najpierw Crabtree przyzwyczaił nas do ognia, dymu i wytaplanych w smole nut zwierzęcych. Potem, kiedy wydawało nam się, że znamy jego estetykę, kopnął stołek i zrzucił nas z wyżyn naszego przekonania, że wiemy, czego się spodziewać. Chlustnął nam w twarz Fathomem V i patrzył jak świat łapie oddech.

Łapaliśmy! Usiłując poukładać sobie w głowie estetykę Beaufort London bredziliśmy coś o marynistycznych inspiracjach i „pewnej konsekwencji”.

I kiedy już… już złapaliśmy oddech i prawie równowagę… wchodzi ON.

Czytaj więcej »

Shams Memo – wspomnienie ognia

. Dziś przedstawiam Wam moje największe perfumeryjne zauroczenie ostatnich tygodni. Kolejne perfumy, które poznałam dzięki Michasi. Kompletna niespodzianka. I jeszcze zapodałam ją sobie z wykopem:

Czytaj więcej »

Sale Perfume 01 Michał Szulc

. Na wstępie małe porządki definicyjne. Anonsowałam Sale Perfume 01 jako perfumy niszowe. Po uważnych testach kompozycji zapachowej i zapoznaniu się ze sposobem dystrybucji skłonna

Czytaj więcej »

Full Incense Montale

. Moja przygoda z perfumami Pierre’a Montale nie zaczęła się dobrze. Testy pierwszych kompozycji, z których tylko część obsmarowałam na blogu, wypadały źle lub tragicznie.

Czytaj więcej »

Bois Marocain Tom Ford

. Dwa tygodnie temu, przy okazji notki o prywatnej linii zapachów Toma Forda dostępnej w Katowicach (i w Warszawie), pisałam, że recenzji nie będzie, bo

Czytaj więcej »