Sabbath of Senses

zmysłowe opowieści o perfumach

Beaufort London Pyroclasm

Dziś wciągam na maszt perfumy, które po raz kolejny hakują system.
Najpierw Crabtree przyzwyczaił nas do ognia, dymu i wytaplanych w smole nut zwierzęcych. Potem, kiedy wydawało nam się, że znamy jego estetykę, kopnął stołek i zrzucił nas z wyżyn naszego przekonania, że wiemy, czego się spodziewać. Chlustnął nam w twarz Fathomem V i patrzył jak świat łapie oddech.

Łapaliśmy! Usiłując poukładać sobie w głowie estetykę Beaufort London bredziliśmy coś o marynistycznych inspiracjach i „pewnej konsekwencji”.

I kiedy już… już złapaliśmy oddech i prawie równowagę… wchodzi ON.

Czytaj więcej »

1969 Histoires de Parfums

 . Rok 1969.  Pierwsze skojarzenie: Woodstock. Następne, na zasadzie naturalnej konsekwencji, niesławny grudniowy Altamont Festival ochraniany przez Hells Angels w zamian za 500 dolarów w

Czytaj więcej »

Naiviris Huitième Art Parfum

. Jeśli kompozycja opisywana jest jako jednocześnie pikantna i „dobrze wychowana”, a do tego śmiertelnie czerwona… Oczywiście może okazać się kompletnym niewypałem. I wcale nie

Czytaj więcej »

Fareb Huitième Art Parfum

. Dziś drugi zapach Huitième Art Parfum z nutami skórzanymi. Tym razem kompozycja zachwyciła mnie od pierwszego momentu. Wąchana z koreczka pachniała nieco nostalgicznie jak

Czytaj więcej »

Patchouli Mazzolari

. Zapach ten, wraz z dwoma innymi próbkami, dotarł do mnie niespodziewanie, wprawiając mnie najpierw w osłupienie, potem w zakłopotanie, a ostatecznie sprawiając wielką radość.

Czytaj więcej »