Sabbath of Senses
zmysłowe opowieści o perfumach
Beaufort London Pyroclasm
Dziś wciągam na maszt perfumy, które po raz kolejny hakują system.
Najpierw Crabtree przyzwyczaił nas do ognia, dymu i wytaplanych w smole nut zwierzęcych. Potem, kiedy wydawało nam się, że znamy jego estetykę, kopnął stołek i zrzucił nas z wyżyn naszego przekonania, że wiemy, czego się spodziewać. Chlustnął nam w twarz Fathomem V i patrzył jak świat łapie oddech.
Łapaliśmy! Usiłując poukładać sobie w głowie estetykę Beaufort London bredziliśmy coś o marynistycznych inspiracjach i „pewnej konsekwencji”.
I kiedy już… już złapaliśmy oddech i prawie równowagę… wchodzi ON.

Wieczny dylemat: Skąd brać próbki?
Od razu na wstępie czynię zastrzeżenie, że ta seria wpisów jest kontynuacją „Poradnika dla początkujących wąchaczy„, którego dalszy ciąg stanowi wpis pt „Spotkane w tłoczku,

Spotkane w tłoczku czyli: jak sprawdzić, czy perfumy są nowe?
Wiecie co? Przyszedł mi do głowy pomysł. Nie wiem, czy dobry, ale podzielę się nim z Wami i może wspólnie uda nam się zdecydować, czy

Cuda na kiju – Comme des Garcons Wonderwood
Bogata wyobraźnia to piękna rzecz. Jednak wyobraźnia zbyt bogata czasem szkodzi. Mnie szkodzi między innymi w przypadkach, kiedy strasznie napalam się na perfumy na podstawie

Not Such a Beautiful Mind: Beautiful Mind Intelligence & Fantasy
Kolejny zapach Gezy Schoena – rewolucjonisty w dziedzinie perfumiarstwa. Celowo, nie napisałam „perfumiarza – rewolucjonisty”, bo co do tego, czy jego poczynania są stricte perfumiarstwem

Perfumeryjne sztuczki według magazynu Grazia
Dziś będzie wpis nieco przeterminowany, ale nadal ciekawy. Otóż wpadł w moje ręce nieaktualny, bo marcowy numer brytyjskiej edycji pisma Grazia. Wraz z nim zaś

Niewierni u drzwi! Agonist Infidels
Najpierw słów parę o samym projekcie. Agonist to szwedzka firma reklamująca swoje zapachy jako „nieskazitelne”, czyli wykonane z najczystszych, nieprzetworzonych komponentów. Ich niezwykła olfaktoryczna przejrzystość

Rabarbar na choince czyli Atlas Cedar Jean-Charles Brosseau
Ano, wróciłam… Parafrazując Sama Gamgee. 🙂 Mimo pełnego pudła nowości i rarytasów na powitanie zamierzam napisać słów parę o zapachu, który nie jest ani nowy,

Yves Saint Laurent M7
To nie jest recenzja. Recenzja jest TU. Dostałam ostatnio kilka maili z pytaniem o to, jak odróżnić stary i nowy flakon M7. Staram się odpowiadać

What do I do with this fragrance? – Like This Etat Libre d’Orange
Ależ mamy szum wokół tego zapachu! Jeszcze zanim ktokolwiek powąchał, wszyscy go pragnęli. Poznać. I oczywiste jest dla mnie, że to zasługa magnetycznej osobowości Tildy
