piątek, 1 sierpnia 2008

I Hate Perfume Revelation

Kiedy kupiłam Revelation IHP była zima. Stwierdziłam wówczas, że początek miły, ale rozwinięcie raczej rozczarowujące.
A jednak... To, co się z tym zapachem stało latem, w cieple - naprawdę zasługuję na uczciwe odszczekanie wszelkich chłodnych opinii z chłodnych dni.


Objawienie

Zapach zaczyna się dokładnie tak, jak podano w opisie: świeżą, pogodną, choć nieco dziką figową zieleniną. Nie owocem figi, ale właśnie gniecionymi wraz z wilgotnymi listkami wiotkimi gałązkami młodego figowca.
Początek urokliwie prosty, urzekający niewinnością umorusanego chłopca wdrapującego się w słoneczny poranek na figowe drzewko.
Dla nosa przywykłego do skomplikowanych zapachowych konstrukcji odstających zupełnie od realnego świata to rzeczywiście pewnego rodzaju objawienie - oczywistość, która nienazwana, nieuchwycona umyka naszej uwadze.
A jednak - wąchając nadgarstki człowiek ze zdziwieniem stwierdza, że ta bezceremonialna zieloność jest zaskakująco perfumeryjna i po prostu urodziwa. Jeśli oczywiście jest się wielbicielem tego typu urody - bo nie ma w Revelations ani słodyczy owoców, której często oczekuje się po figowych kompozycjach, ani oczywistego czaru figowych kwiatków. Z resztą - w Revelation nie ma żadnych owoców ani kwiatków, nie tylko figowych.


I to jest początek. W tym momencie przy poprzednich testach zaczynałam marszczyć nos utyskując na smutny uwiąd figowej młodości.
Jakież to szczęście, że zanim zdecydowałam się na posłanie flaszki w świat dałam jej niepozornej zawartości jeszcze jedną szansę!
Okazało się, że w ciepłe dni zapach zamiast smutnieć - dojrzewa.

Do przycichających powoli figowych nut dołącza zapach miodu: delikatnego, kremowego. Przysięgłabym, że to jasny miód akacjowy.
Pojawia się w kompozycji zupełnie naturalnie, jak gdyby nasz chłopiec zszedł z drzewa i dłońmi wciąż pachnącymi figową zielenią podniósł do ust kawałek ciasta z miodem. Nie napisałam chleba, bo jednolicie słodki aromat miodu uszlachetniony został w tej kompozycji nutami przyprawowymi - szafran, może imbir, może muszkat... Dzięki tej ostrawej nucie zapach nie staje się mdły i lepki, lecz pozostaje zrównoważony i wyciszony, bez drapiącej słodyczy, która często wąchanie miodowych kompozycji utrudnia.
Przejście od świeżości do ciepła jest w Revelation tak płynne i naturalne, że nieomal niedostrzegalne. Zapach jest tak świetnie zrównoważony, że mimo ciągłej świadomości tego ocieplenia za każdym razem odczuwamy zdziwienie, kiedy okazuje się, że oto zmieniły się proporcje, że zapach nie jest już tym, czym był na początku. To drugie objawienie, jakie Christopher Brosius wplótł w ten mistrzowsko skonstruowany i perfekcyjnie wyważony zapach.

Trzecia faza nadchodzi tak samo płynnie i niespodziewanie, jak druga. W miodowe ciepło wsączają się powoli i niepostrzeżenie nutki drzewne: miękko roztapiający się w miodzie zapach cedru i idealnie współgrający z ostrością przypraw żywiczny cyprys. I znów: nie zauważa się ich obecności dopóki nie zostaną podbite wspaniale krągłą, zmysłową ambrą. Oto objawienie trzecie - ostateczne: nasz chłopiec dojrzewa.

W fazie ambrowej zapach przycicha, jak gdyby w najbardziej zmysłowym momencie zapadł zmrok.
W tym pachnącym, intymnym mroku tli się na skórze zmysłowa mieszanka żywotnych soków będącego symbolem płodności i namiętności drzewa, pikantnej słodyczy i dojrzałej ambry.
Gdyby nie transparentna nieuchwytność tej cichnącej nuty byłaby to rozwiązłość w cieniu figowca. A tak, wraz z gasnącym zapachem gaśnie tez niedyskretne światło dnia.

I oto okazuje się, że Revelation przeprowadziło nas olfaktorycznym szlakiem od poranka, do zmroku. Szkoda, że tak szybko...

Data powstaniia: 2008
Twórca: Christopher Brosius

Nuty zapachowe:
liście i gałązki figowca, figa, miód, przyprawy, drewno cedrowe i cyprysowe, ambra, labdanum

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...