wtorek, 23 listopada 2010

Perfume Bond No.9

.
Oto i Bond No.9 ma swojego własnego agarowca.

Późno trochę. Sprytniejsze, bardziej rzutkie firmy wyczuły rynek wcześniej i mam wrażenie, że Bond trochę został za peletonem, ale przecież póki zapach wart jest grzechu, można firmie wybaczyć brak refleksu.
Pytanie tylko, czy ten jest grzechu wart. I jakiego?


Pop No.9: 
popelina, popłuczki, popsuty oud


Pierwszy, bloterowy test wypadł fatalnie. Zapowiadanych mocnych przeżyć brak. Chyba, że poczucie zawodu się liczy.

Czy jeśli napiszę, że pośród kilku pachnących bloterków nie byłam w stanie rozpoznać, któryż to z nich pachnie owym rzekomo agarowym cudem, to będzie to wystarczające świadectwo mojego rozczarowania?

Moja koleżanka i "wspólniczka" w perfumeryjnej pasji, która uraczyła mnie psikiem ze złotej flaszki stwierdziła, że pachną jak płyn do naczyń i przyznaję, nie jestem w stanie z Nią polemizować.


Otwarcie jest lekkie, cytrusowe, z lekką nutką moreli. Ładne i kompletnie wyprane z charakteru.

Rozwinięcie jest lekkie, cytrusowe, z lekką nutką moreli i kremowym, miękkim podbiciem. Równie unikatowe, co otwarcie.

Serce zapachu jest lekkie, owocowe, z delikatnie kremowym podbiciem i ciepłym aromatem różanego olejku w tle. Ciekawe jak wyżej.

Główny, trwający wieki akord kompozycji jest lekki, owocowy, z kremowym podbiciem, ciepłym, różanym sercem i piżmową, aksamitną bazą. Poziom oryginalności kompozycji bez zmian.

Nuty drzewne ledwo zipią. Agaru nie zauważyłabym, gdyby nie skład. A nawet teraz nie mam pewności, czy gładka, nieco lakierowa nuta to naprawdę agar, czy podgrzane landrynki. Jestem na kolanach... :/


Przykro mi, ale tym razem złoty flakon za 1350 zł nie zawiera niczego, co warte byłoby choć ułamka tej kwoty. To jest zapach tej samej kategorii, co Scent of Peace. Banalny, statyczny, syntetyczny i do cna pop. 

Chciałam napisać, że to taka perfumeryjna Doda: kiczowata i za wysoko wyceniona, ale słowo daję, że przy całej swojej niechęci do stylu pani Rabczewskiej, cenię ją wyżej, niż tę kompozycję. Jest wulgarna, chamska i kiczowata, ale ma jaja. Złoty Bond jest o niebo sympatyczniejszy, ale tak szczerze -  nawet wydmuszkami nie grzeszy.


Data powstania: 2010
Twórca: Laurent Le Guernec

Nuty zapachowe:
oud, róża, bób tonka, piżmo


* Drugie zdjęcie autorstwa Livingdoll
* Na ostatnim wiadomo kto, ale dla porządku napiszę: Paris Hilton. Gorzej, niż Doda. Dużo gorzej.

21 komentarzy:

  1. Pierwsze co przyszło mi do głowy jak przeczytałam tutuł było pytanie,czy oud można
    w ogóle popsuć;P Ale wierzę że można.Wiesz ,że nie daję mu rady..tego też pewnie bym nie zniosła bo pomimo że jest zepsuty i raczej do zobaczenia niż do wyczucia to lanrdynowych , syntetycznych ulepów nie lubię.
    A czytając opisy spodziewałam się czegoś więcej niźli to co o nim napisałaś....

    OdpowiedzUsuń
  2. W pierwszym momencie czytając recenzję, myślałam że Ci się akapity skopiowały :D
    Ależ to nudny osobnik musi być ;) Tylko CTRL + C i CTRL + V :D
    Ja agar uwielbiam i w ogóle mam wrażenie, że on zupełnie inaczej się zachowuje (albo ja go inaczej odbieram) przy testach nadgarstkowych i inaczej przy globalnym zastosowaniu. Globalnie zastosowany zyskuje niesamowicie głębokie, piękne oblicze. Może to kwestia wąchania z pewnej odległości...nie wiem...
    Ale landryny globalnie chyba testować nie chcę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skarbku, moim zdaniem można popsuć oud. Ale ja lubię te nutę.
    W kwestii oczekiwań, też spodziewałam się więcej. Niestety, Rachela miała rację uprzedzając mnie, że to kicha.


    Dominko, zabieg z powtarzalnością frazy celowo zastosowałam. Ten zapach właśnie tak się rozwija. Coś dochodzi, ale ogólnie niewiele się dzieje.
    W kwestii testów - dawno już wpadłam na to, że testy nadgarstkowe niewiele są warte: za zimno jest tam perfumom. Testuję w zgięciach łokci najchętniej. A dla potrzeb recenzji zwykle globalnie dla ogólnego wrażenia i zgięcia łokci dla analizy szczegółu. Tym razem do globalnego użycia się nie zmusiłam.
    To jest ogólnie bardzo przyjemny zapach. landryna na miękko. Taka przyjazna. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Domyśliłam się, że celowo, tylko w pierwszym momencie lekko się zagubiłam ;) Nie wąchałam jeszcze popelinki, ale to kopiowanie tekstu bardzo mi ten zapach obrazuje :D Gdzieś czytałam, że jest teraz taki trend w Stanach, żeby perfumy od początku do końca pachniały tak samo (BTW co za masakra, same odświeżacze do powietrza :D). Może to przyświecało twórcom Bonda?

    OdpowiedzUsuń
  5. A to możliwe. Taka rewolucja estetyczna, przełamywanie schematów i tak dalej. Też dostrzegam modę na zabawę konstrukcją zapachu. Że niby brak klasycznego podziału na nuty głowy, serca i bazy taki jest nowoczesny i nowatorski. No to się pobawili tym razem. :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny blog! mnóstwo inspiracji jest tutaj u Ciebie :)

    pozdrawiam,
    Paula

    OdpowiedzUsuń
  7. "Gorzej, niż Doda. Dużo gorzej" - no po prostu poplułam monitor :) Lecę po ściereczkę :)
    Aileen

    OdpowiedzUsuń
  8. Zabrzmiało strasznie mdło :/ A to ostatnie nawiązanie do Dody... Ech, królowa pióra jest tylko jedna, a jesteś nią TY!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. He he he... No, Sabbath, u mnie masz 100 punktów za tę recenzję... I następne 100 za zdjęcia... :-))) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Paulo, dziękuję. :)


    Aileen, jeśli nie mieszkasz zbyt daleko, przyjdę powycierać. :)


    Katalino, jest... Nie mdło w sensie muląco aż po pawia, ale mdło w sensie "nie podnieca". Za komplement przez analogię dziękuję z niepokojem. O.O


    Beato, dziękuję. :* Obiecuję pilnie pracować na kolejne punkty. Jaka jest nagroda? Za pierwszy milion zestaw wacików? Różowych? ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. schrzanić oud - toż to niewybaczalne!

    OdpowiedzUsuń
  12. Toż im nie wybaczam. :)
    Ogólnie chyba nie lubię tej firmy. Teraz jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tak nieco poza meritum - Pariska ma zacną żyłę na kończynie ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Buahahaha! Sałatto, ale chyba to nie żyła z TYCH żył, które... No wiesz... :DDD

    Jakże miło Cię widzieć! Gdzieś tam w zamierzchłej przeszłości jest dedykowany Ci post. Ale to naprawdę zamierzchły wpis.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ oczywiście, że to nie żyła z TYCH żył, które... Brońcie bogowie! :P TE żyły są... wiadomo... ;DDD

    Stęskniłam się niewypowiedzianie za Tobą i za "drgającymi pośladami" ;) Musimy nadrobić na zlocie, yeahhh! :***

    OdpowiedzUsuń
  16. Sałacik, chyba padło na osiemnastego, będę więc. Nadrobimy wszystko to, co napisałaś i jeszcze więcej. :)


    Werko, ośmielę się jednak postawić tezę, że lady Gaga jest lepszej jakości, niż złoty Bond. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie ta recenzja zadziałała dziwnie zachęcająco.

      Nie, nie, nie lecę w podskokach wydać 1350 zyla na to "cosik", ale bardzo chciałabym to powąchać... Poniżej "symbolicznej Lejdi Gagi", czyli jakie? Jakie?! ;-D

      Usuń
    2. Katarzyno, ja nie zniechęcam do poznawania. Naprawdę uważam, ze poznać w sumie warto wszystko. Także ten zapach. Nie jest brzydki. Jest tylko nieadekwatny do nazwy. i drogi bardzo (przynajmniej jak na moje możliwości).
      A Lady Gaga to, w moim odczuciu, kawał świetnej produkcji. Muzycznej też. Choć nie mój to typ doznań. :)

      Usuń
    3. Właśnie o to mi chodzi, że nie zniechęcasz. Wprost przeciwnie! ;-D

      Usuń
    4. To ja się bardzo cieszę. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...