piątek, 12 sierpnia 2011

Tom Ford White Musk Collection: White Suede

.
Podczas pobieżnych testów w katowickim Douglasie White Suede wydał mi się najsympatyczniejszym zapachem z białej serii. Najsympatyczniejszym dla mojego, pokręconego nosa, oczywiście. Nie obiektywnie.
Nie wymaga ode mnie wznoszenia się na wyżyny obiektywizmu i samoświadomości stwierdzenie, ze u podstaw mojej sympatii do tej kompozycji leży fakt, że jest ona relatywnie mało piżmowa. W porównaniu z poprzednimi piżmakami Forda zadziwiająco niepiżmowa, niemydlana, niekosmetyczna....


Not quite blonde, are we?
More of a dirty blonde.


Po powąchaniu pozostałych ładnych i czystych kompozycji tworzących białą serię, otwarcie White Suede zdaje się szalenie nowatorskie i stymulujące. 

Wyczuwalny od pierwszych nut ciepły, miękki zamsz skontrastowany został z przenikliwym akordem chemicznym poskładanym z nut przyprawowych, charakterystycznego, dziwnego aromatu mate i chłodnego zapachu zmieszanego z kamforą olibanum. Dwie te nuty skleja ze sobą zapach lekko zjełczałego (ale tak przyjaźnie zjełczałego) różanego olejku.

Aby utrzymać się w konwencji zapachów z tej serii musiałabym napisać, że to koniec, ale nie. Tym razem zapach nie jest tak prosty. Czuję jeszcze mnóstwo nie wymienionych w składzie aromatów: poza, wspomnianą już, kamforą także coś ewidentnie chemicznego, co przypomina mi bardziej skaj lub skórzastą bergamotę, niż naturalną skórę.


Po chwili zaczynamy zauważać piżmo. Jasne i mydlane w sposób charakterystyczny dla całej serii, tym razem jednak nie tak oczywiste. Szczególnie, ze nieomal równolegle pojawiają się nuty drzewne. 
Dzięki nietypowemu, chemicznemu sąsiedztwu nabierają one niezwykłej gładkości i połysku, jak gdyby miękkie, aromatyczne listewki z sandałowca i palisandru niedbale pociągnięto lakierem bezbarwnym lub politurą. 

Szalenie ciekawa (dys)harmonia olfaktorycznych faktur.

 

Zanim przejdę do bazy i pointy, słów kilka chiałabym poświęcić nutom kwiatowym, których najbardziej chyba obawiałam się w tym zapachu. Są. Jasne, że są; ale zostały całkowicie niemal podporządkowane piżmowo - zamszowemu charakterowi kompozycji. 

O róży pisałam już, że brzmi oleiście, nieco drzewnie. Konwalia dla odmiany gra w sekcji piżmowej i nie wiem, czy nie wspiera jej także chemicznie czyszczony jaśmin: jakiś hedion czy coś w ten deseń. 
Jasne, kwiatowe aromaty dają mydlanej nucie piżma kosmetyczną szlachetność, tę szczególną, reżyserowaną czystość, która w Musk Pure lśniła jasnym blaskiem, a w zestawieniu z nutami skórzanymi (czy brudnym, zwierzęcym jaśminem w Jasmine Musk) tworzy pewien stymulujący kontrast czyniący z dwóch ostatnich opisywanych przeze mnie fordowskich piżmaków kompozycje więcej niż poprawne. 


Baza to kolejny etap ewolucji: ciepła, relatywnie mocno piżmowa, z wyraźną ambrową nutą. 
Ciekawe wydaje mi się to, jak piżmo "czyści" ambrę. W zestawieniu z mydlanym piżmem ambra zdaje się tracić część swojego spektrum i na "pierwszy rzut nosa" pachnie jak ambroksan. Gdzieś głęboko tkwią akordy ciemniejsze, ciut bardziej brudne i cielesne, ale przyznaję, sama nie wiem, czy to rzeczywiście prawdziwa ambra, czy drugi plan piżma i skóry.
Oczywiście nie rozstrzygnę tego dylematu. Ba! Myślę, że nie rozstrzygnąłby go nawet sam Twórca kompozycji, bo przecież skąd on może wiedzieć, cóż tu się brudzi na mojej skórze.

Aby nie przedłużać napiszę, że jest White Suede najmniej jasnym i najmniej czystym (w obu znaczeniach) zapachem w serii. Ładnym, lecz nie nazbyt ładnym, piżmowym, ale nie jednoznacznie. I chyba najmniej adekwatnym do "psycholskiego" kontekstu.
Dlatego pozwolę sobie wyjątkowo zakończyć drugim cytatem, z zupełnie innej sceny, z zupełnie inną blondynką:  
I'm in touch with humanity.



Nuty zapachowe:
bułgarska róża, szafran, tymianek, herbata mate, olibanum, konwalia, ambra, zamsz, sandałowiec


* Zdjęcia przedstawiające, między innymi, kolejne blondynki Batemana, po raz kolejny i ostatni już, z filmu "American Psycho" z 2000 roku

11 komentarzy:

  1. ostatnia część serii WMC :(
    sam opis nut wydaje się zachęcający do testów.
    a już twój-Bajka
    czuję, że ten melanż ambry z piżmem może mnie zaciekawić
    mina Bale z wizytówką na ostatnim zdjęciu bezcenna:)
    ciekawym jakim filmem uraczysz nas nastempnom razom :D
    PzDr

    OdpowiedzUsuń
  2. Niepiżmowy piżmak - to dopiero ciekawostka! Intrygujące zestawienie nut zapachowych... próbuję sobie jakoś wyobrazić ten zapach, ale mój "wewnętrzny nos" nie współpracuje ;). Skoro jednak mówisz, że jest najciekawszy z całej kolekcji, to z pewnością musi mieć w sobie to COŚ! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jarku, WMC? Wybacz brak lotności ale??
    Ja tylko zaznaczam, że cała seria jest nie moja, nie dla mnie i nie nosiłabym jej. Tak dla porządku. :)


    Kat, mój wewnętrzny nos też wysiadłby przy takim opisie. A czy zapach jest najciekawszy? Nie wiem. Najciekawszy jest chyba Jaśmin. ten jest najpełniejszy, najbardziej kompletny i najbardziej w moim stylu. Choć oczywiście wyłącznie w porównaniu do pozostałych, bo to ogólnie nie jest mój typ perfum.

    OdpowiedzUsuń
  4. och, opis też brzmi najbardziej zachęcająco, niepiżmowy piżmak z zamszem, szczerze zapragnęłam...

    OdpowiedzUsuń
  5. To co z tą wizytą w Katowicach? Douglas czeka...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jarku, no tak! Nielot ze mnie dziś. :]

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli zamsz czuć mocno, to koniecznie muszę powąchać, od zawsze szukam zamszu w perfumach, ot, takie moje zboczenie :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam, że mi się spodobały. Takie "spokojne", nienachalne, kojarzyły mi się z czystością, ale jednocześnie miały w sobie jakąś dziwną, chemiczną nutę. Niepodobne do żadnych innych. Będę testować powtórnie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Możemy skoczyć do SCC w sobotę przed maratonem. Będziesz miała noc na wąchanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. :-))) Możemy.... Ale gdyby co, to nie pali się. Co ma wisieć.....:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...