czwartek, 29 września 2011

Ogłoszenie zwycięzców losowania COMME des GARCONS


W nocy z wtorku na środę skończyliśmy zbieranie komentarzy w konkursie o flakon i próbki Comme des Garcons ufundowane przez krakowską Perfumerię Niszową Lu'Lua, która w ten sposób świętuje wprowadzenie tych niesamowitych zapachów do swojej oferty.

 

Przypominam, że zwycięzcy losowania mają możliwość wyboru, zarówno flakonu, jak i próbek.


wtorek, 27 września 2011

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu cz.2


Angina, zapalenie zatok i kompletny brak węchu to świetna okazja do tego, by wrócić do cyklu poświęconego najpiękniejszym i najbardziej oryginalnym flakonom.

Dziś nisza, czyli niekoniecznie najładniej, ale z pewnością interesująco. Trzy flakoniki, które z różnych powodów, urzekły mnie, zapadły w pamięć.


III
Le Boise
Ginestet


niedziela, 25 września 2011

Idole de Lubin edp


To jedna z najbardziej wyczekiwanych niszowych premier tego tysiąclecia.
Remake genialnego, rumowego Idole stworzonego dla Lubin przez wirtuoza pipety: Olivię Giacobetti.


Pierwsza wersja Idole błyskawicznie stała się kultowa. Wielkie słowo, ale doprawdy w latach 2007-2009 "Idol z Lublina" był dyżurnym tematem na perfumeryjnych forach i mocną pozycją w wątkach dotyczących perfumeryjnych marzeń.

Nie ma się czemu dziwić: kompozycja jest wyrazista, efektowna i zarazem absolutnie genialnie poskładana. Bez kantów, bez dysharmonii, bez fałszu. Po prostu nie sposób jej nie podziwiać, a trudno nie uwielbiać. Sama przyznaję się, że uległam urokowi wstawionego pirata i od razu, po pierwszym teście nabyłam flakon.
Dlaczegóż więc nie ma Idole w moich zbiorach obecnie? Ano dlatego, zę wersja edt nie chciała się na mojej skórze trzymać dłużej, niż godzinę, półtorej. Mocniejsza wersja fenomenalnej kompozycji Giacobetti chodziła mi po głowie od lat.

I oto jest! Na koniec roku Lubin zapowiedział premierę nowego, silniej skoncentrowanego Idole!


Wiadomość ta pewnie niewiele osób zaskoczy - na forach i blogach trąbi się o tym od dawna. Może jednak będzie jakąś niespodzianką fakt, że recenzję nowego Idole mogę Wam zaprezentować już dziś.


Jo ho ho!
I butelka rumu!

 
Od pierwszej chwili dostrzegamy rodzinne podobieństwo: młodszy brat idolowego marynarza twarz ma równie urodziwą, tak samo uczernione powieki, a na splecionych w długie warkoczyki włosach fantazyjny kapelusz. Nie są jednak bliźniakami.
Różnią się tak, jak mężczyzna różni się od chłopca.

sobota, 24 września 2011

Dodatkowe nagrody w rozdaniu COMME des GARCONS


Jako, że zainteresowanie rozdaniem w którym zdobyć można wymarzony flakon perfum Comme des Garcons ufundowany dla czytelników Sabbath of Senses przez Perfumerię Niszową Lu'Lua jest bardzo duże, dorzucamy do puli dwie nagrody pocieszenia.

 

Nagrody pocieszenia to zestawy 
pięciu dowolnie z oferty Lu'Lui wybranych próbek 
zapachów Comme des Garcons.  

Nagrody odebrać będzie można osobiście w perfumerii przy ulicy Józefa 22 w Krakowie lub otrzymać pocztą.  Dotyczy to, oczywiście, także flakonu.

Przypominam, ze zgłaszać się można do wtorku, do godziny 23:59. Wszystkie zgłoszenia z datą wtorkową biorą udział w losowaniu. Oczywiście o ile uczestnicy spełniają pozostałe warunki zabawy.

Więcej wiadomości w poście głównym rozdania: KLIK

 Zapraszam!

 ***

Przy okazji ściskam weekendowo i obiecuję w ten weekend hit recenzyjny. Sama już przebieram kopytkami z niecierpliwości, ale nie zmieszczę, póki nie wykonam kolejnych testów. :)))

piątek, 23 września 2011

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu


W odniesieniu do perfum cytat ten nabiera dodatkowego znaczenia. 
Perfumiarstwo to sztuka nie dla zmysłu wzroku przeznaczona. Widzialna część produktu - flakon jest tylko opakowaniem, ramą dla właściwego dzieła.

Jednakże jakoś tak się składa, że od zawsze chyba perfumy próbowaliśmy (my - ludzie) oprawiać w ramy piękne, stanowiące konsekwentne uzupełnienie zawartości.

Na Wasze specjalne życzenie, super post flakonikowy. Wielka Trójca, czyli najpiękniejsze flakony, jakie napotkałam na perfumeryjnych półkach. Dzieła sztuki designu, które dalece wykraczają poza pojęcie "opakowania".
Całkiem nieprzypadkowo są to trzy zapachy selektywne, dostępne niegdyś w sieciówkach typu Sephora czy Douglas. Tym razem mają to być kształty znajome, oswojone, a jednak wciąż zadziwiające. Swoistym signum temporis jest fakt, że do dnia dzisiejszego ostało się w produkcji tylko jedno z tych małych arcydzieł.

Wiem, że to nie do końca to, czego oczekiwaliście, ale zdjęcia samodzielne będą jak tylko się ogarnę z obowiązkami. 


III
Le Baiser du Dragon 
Cartier

 


Pardon... Dziś będą tylko zdjęcia :)


Tym razem post obrazkowy. Tego jeszcze nie było!


O tym, ze flakony Nasomatto są urodziwe wszyscy wiedzą. Ze zwieńczonym czarnym, chropawym korkiem Black Afgano żaden chyba inny ich flakon się nie może równać, ale moim zdaniem urozmaicony fantazyjnymi pęknięciami mahoniowy korek Pardon niewiele mu ustępuje. 

Moim skromnym zdaniem, zdjęcia dostępne w sieci nie oddają jego urody, pokusiłam się więc o obfotografowanie mojej nagrody - niespodzianki. Oto skutki tej prowizorycznej, amatorskiej sesji zdjęciowej:

Nagroda:



środa, 21 września 2011

Citrine - Parfums de Pierres Poémes Olivier Durbano


Olivier Durbano to czarodziej. Sygnowane jego nazwiskiem dzieła mają moc. Poruszają wyobraźnię. Mówią do nas.

 

Durbano nie jest właściwie perfumiarzem, tylko jubilerem. Jego biżuteria jest apoteozą piękna kamienia. Nie więzi go w prostej geometrii, nie przerabia na ludzką modłę, lecz jedynie uwydatnia to, czym jest w istocie.

W efekcie powstają twory niezwykłe i niepowtarzalne. Niepokojąco nierytmiczne, fascynująco nieoswojone.
I dodatkowo frustrująco nienoszalne.

Naszyjniki Durbano, które miałam okazję podziwiać są po prostu za duże, by w normalnym życiu unieść ich ciężar. Dosłownie i w przenośni. Kreacje francuskiego jubilera zdecydowanie nie są adresowane do przeciętnych ludzi.

 

Podobnie jest z zapachami: omnipotentne kadzidła, pogańskie obrzędy, dzikie krajobrazy... Nawet w kompozycji opartej na nutach owocowych soczyste winogrona i maliny skwierczą w płomieniach.
To nie są zapchy dla ludzi zagubionych, nieświadomych siebie. Oswajanie kamiennego poematu jest próbą, która stawia przed nami pytanie o to, jaki metaforyczny kamień stanowi metaforyczny balast utrzymujący naszą metaforyczną duszę w niemetaforycznym ciele. Czy jest to wzniosły, chłodny kryształ górski, brzydki lecz ciepły i pełen niespodzianek turmalin, uwodzicielski i niewinny zarazem ametyst, wsłuchany w naturę turkus, zmysłowy, nieustająco rozkochany różowy kwarc czy wreszcie pogodny, promienny cytryn.

Ja już wybrałam (choć w moc kamieni nie wierzę, a ich symbolikę traktuję wyłącznie jak ciekawostkę obyczajową). A Wy? :)

 

Citrine opowiada o tym, że nawet najbardziej romantyczny i uduchowiony człowiek czasem po prostu się uśmiecha. Bez goryczy, bez poważnej refleksji nad losem swoim i wszechświata, bez troski o rzeczy wielkie.
Ostatnim zapachem z genialnej serii Parfums de Pierres Poémes Durbano uśmiecha się do świata. I jest to uśmiech niezwykły. Pamiętajmy - to jednak wciąż Durbano...

wtorek, 20 września 2011

Taste of Fragrance: limitowane, "smakowite" Muglery

Nieszczególnie interesują mnie limitowane flakoniki czy dodawane do perfum limitowane gadgety. Ale limitowane zapachy... I to takich klasyków jak Angel, Alien, Womanity i A*Men?
O! te interesują mnie jak najbardziej.

Thierry Mugler zapowiada pojawienie się czterech nader smakowitych (sic!) kompozycji bazujących na klasykach tej marki. Tym razem jest to ukłon w stronę perfum z grupy zwanej gourmand, czyli zawierających nuty spożywcze. Jak gdyby Angel czy Womanity nie były wystarczająco spożywcze i bez poprawek. :)


Seria Gout de Parfum składa się czterech kompozycji zapachowych pomyślanych jako muglerowskie klasyki wzbogacone o nuty spożywcze. 


Perfumy COMME des GARCONS do wygrania!


Czekaliście? :)

Wyniki naszej szybkiej ankiety są widoczne na prawej belce i pozostaną tam do końca rozpoczynającego się dziś rozdania.
Przekazałam Wasze życzenia Pani Magdalenie, która kontaktuje się ze mną w imieniu Perfumerii Lu'lua i dziś już mogę Was, z prawdziwą przyjemnością, poinformować, że asortyment Lu'lui poszerzony zostanie wkrótce o najczęściej powtarzające się w komentarzach zapachy: Wonderwood i kompletną serię Red, oraz w bonusie o Comme des Garcons 2.

A to nie koniec dobrych wieści! Bo teraz przechodzimy do meritum.

 

Oficjalnie otwieram kolejne wspólne rozdanie Perfumerii Lu'lua i Sabbath of Senses. Tym razem do wybrańca losu powędruje nowiutki, świeży flakon perfum Comme des Garcons. 

 W plebiscycie zwyciężył Zagorsk, jednak Pani Magdalena zaskoczyła mnie deklarując, że co prawda to właśnie Zagorsk odłożyła na bok dla wybrańca Fortuny, który wygra w losowaniu, jednak  dopuszcza możliwość wymiany flakonu na inny, jeśli zwycięzca o jakimś innym marzy. Do wyboru będą nie tylko zapachy dostępne w tej chwili, lecz także (jeśli zwycięzca losowania zgodzi się wykazać odrobinę cierpliwości) perfumy, które wejdą do oferty w kolejnej dostawie.

I tak oto mogę ogłosić, że przedmiotem rozdania jest
flakon perfum Comme des Garcons 
i nie musi to być koniecznie Zagorsk. :)

piątek, 16 września 2011

Klątwa?!


Wykrakałam!

Oto faktem stała się kolejna reformulacja Chanel No.5
Tym razem nie jest to żadna "wersja" tylko mieszanie w Piątce "właściwej". 

Podobno pierwsza reformulacja miała miejsce 10 lat temu i była ukłonem w stronę delikatnych nosów odbiorców. Powiadano, ze po niej Piątka straciła charakter.
Zbyt krótko siedzę w temacie, by to pamiętać, tym razem jednak z pewnością zanotuję zmianę.

Wedle ocen osób, które miały okazję testować "poprawioną" Chanel No.5 zapach jest cieniem samego siebie. Zarówno pod względem charakteru, jak i mocy (dwie godziny!).

Specjaliści z Chanel namieszali też w No.19 wzmacniając nutę irysową i rezygnując z charakterystycznej drzewno - mszystej podściółki czyniącej Dziewiętnastkę moim ulubionym zapachem z selektywnej oferty tej firmy.


Nie będzie obrazka. Żałoba.

Chanel No.5 Eau Premiere - perfumy w kontekście

Kontynuując rozpoczęty we wtorek wątek, dziś wścibiam nos w Premierowy remake legendarnego Chanel No.5.

 

Dawno temu, w podsumowaniu perfumeryjnego roku 2008 pisałam, że Eau Premiere uważam za zapach udany. I nie zamierzam się z tego wycofywać. Choć oczywiście nieuniknione jest postawianie pytania o sens tworzenia perfum piątkopodobnych, skoro Piątka jest takim oszałamiającym sukcesem i skoro nadal świetnie się sprzedaje. 
W pewnym stopniu odpowiedzią na to pytanie jest otwierający tę mini serię wpis biadolący z perskim okiem traktujący o tym, jak zwiększa się wpływ marketingowców i analityków rynku na ofertę domów perfumeryjnych, oraz o tym, jak zmienia się ów rynek w sytuacji, kiedy lwią część obrotu stanowią wpływy pochodzące z portfeli niewyrobionych zapachowo klientów.

W tym kontekście oczywiste jest, że sukces sukcesem, ale podkolorować ikony nie zaszkodzi. Dzięki temu nie zmniejszając wpływów z klasycznej Piątki, można zarobić drugi raz na tej samej, wypromowanej już marce. 
Same korzyści.

Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, że wypuści się na rynek miernotę i zafajda dobrze pozycjonowaną nazwę, jak to się przydarzyło Calvinowi Kleinowi z Secret Obsession na przykład. Chanel ma jednak pewną istotną przewagę nad konkurencją. Ta super broń nazywa się Jacques Polge.

środa, 14 września 2011

Nagroda niespodzianka


Może nie wypada się chwalić, ale muszę. Inaczej się uduszę. :)

 

Quality Missala - perfumeria niszowa mająca w swojej ofercie, między innymi, zapachy Nasomatto przyznała mi nagrodę.
Nie, nie było żadnego konkursu. Otrzymałam tylko informację, że urzekła ich recenzja Pardon i postanowili sprawić mi "małą niespodziankę". 

Zobaczcie sami: KLIK


Prawdę mówiąc, ciągle nie jestem pewna, czy nie mam omamów i czy dobrze rozumiem to co widzę. Albo co wydaje mi się, że widzę. :)

Wiele jednak wskazuje na to, że Pan P. rzeczywiście zostanie u mnie na noc. I to niejedną... 
Czy muszę pisać, jak ogromnie się cieszę?!


* Dla jasności zaznaczam, ze recenzja nie była zamówiona, że jest uczciwa (jak wszystkie na tym blogu), że żaden ze współwłaścicieli ani pracowników perfumerii nigdy nie wywierał na mnie żadnych nacisków ani nie czynił sugestii mogących wpłynąć na treść, czy nawet w ogóle obecność recenzji produktów dostępnych w Quality Missala na Sabbath of Senses. 

Ale to chyba oczywiste? :)

Chanel No.5 z (szerokiej) perspektywy perfumeryjnego ekscentryka


Legenda mówi, że skład Piątki jest częściowo wynikiem przypadku.
Pochodzący z Rosji Ernest Beaux, były żołnierz Białej Armii walczący z Bolszewikami w obronie upadającego caratu, przyjaciel znanego na europejskich salonach z rozrywkowego stylu życia arcyksięcia Dymitrija Pawłowicza został przedstawiony wielkiej Coco (która sama w sobie jest postacią barwną i szalenie kontrowersyjną) podczas pobytu na Francuskiej Rivierze wiosną 1920 roku.

 

Dla planującej wprowadzenie na rynek własnych perfum Coco spotkanie byłego perfumiarza Romanowów było spełnieniem marzeń.
Dla Ernesta Beaux, od lat eksperymentującego z syntetykami w perfumach (czego rezultatem są między innymi stworzone dla Hougibant Quelque Fleurs) współpraca z dyktatorką lansującą nowoczesny, zrewolucjonizowany wizerunek kobiety stała się szansą na stworzenie kompozycji wyjątkowej, bezkompromisowej, wykorzystującej syntetyczne składniki w sposób, w jaki nie uczyniono tego nigdy wcześniej.

A jednak... Podobno aż tak rewolucyjnie być nie miało.

 

Kiedy późną wiosną 1921 roku Beaux zaprezentował Coco dziesięć, ponumerowanych od 1 do 5 i od 20 do 25 próbek zapachów, ta bez wahania wskazała zapach najbardziej nietypowy, najdziwniejszy.
Dopiero po przeprowadzonych przez Beaux testach okazało się, że próbka z numerem 5 prawdopodobnie została "zepsuta" przez jednego z laborantów, który komponując materiał do testów pomylił 100% ekstrakt aldehydów z 10% roztworem i w rezultacie tej pomyłki w próbce znalazło się dziesięciokrotnie więcej aldehydów, niż zakładał Beaux.
Tego było trzeba ekscentrycznej, wojowniczej Chanel! Niesamowity, ekspansywny aromat określiła ona jako "kobiece perfumy, które mają zapach kobiety".

Jak ten "zapach kobiety" odbiera kobieta 90 lat później?


wtorek, 13 września 2011

Poważne rozważania i perskie oko na torcie


Zadumałam się. Nad kondycją sztuki we współczesnym świecie. Nad tym, jak bardzo ulega ona komercjalizacji, jak skutecznie sprowadzana jest do roli produktu mającego zadowolić możliwie szerokie masy klientów. Tak - klientów, nie miłośników, nie koneserów, nawet nie odbiorców.

Moje wnioski nie są wcale odkrywcze: o tym, że upowszechnienie kultury prowadzi do komercjalizacji piszą kulturoznawcy od dziesiątków lat. Tego, że przeciętny człowiek głosując za pomocą portfela i karty kredytowej dotował będzie raczej sztuczkę, niż sztukę wybierając rzeczy łatwe i przyswajalne dla niewyrobionego oka, ucha czy nosa marketingowcy wiedzą od dawna. No właśnie... Marketingowcy! To oni wyznaczają trendy, tworzą mody, kreują ludzkie gusta i potrzeby.

 

Wracając do mojego grajdołka: najpopularniejsze niegdyś, przełomowe zapachy, takie jak Chanel No.5, Bandit Roberta Pigueta, Amazone Hermes, Opium Yvesa Saint Laurenta czy chociażby nagrodzony pierwszą w historii nagrodą FIFI Chanel No.19 współcześnie nie miałyby szansy na sukces. Są za trudne. Zbyt wymagające.
W tej chwili najlepiej sprzedającym się zapachem jest Justin Bieber Someday*. I o ile raduje mnie, że coraz więcej ludzi chce i może sobie pozwolić na to, by cieszyć się zapachem prawdziwych, oryginalnych perfum (muzyką na żywo lub odtwarzaną z dobrego nośnika, starannie wydaną książką, dobrą grafiką w przyzwoitej jakości), o tyle czasem nieśmiało, zażenowana swoim zarozumialstwem smucę się, że ludzie ci ostatecznie i tak wybiorą Biebera, Dodę i cycki.

poniedziałek, 12 września 2011

Aqua Universalis Forte Maison Francis Kurkdjian


Przyznaję, ze miałam zamiar dać sobie na jakiś czas spokój z dziełami Francisa Kurkdjiana. I nie chodzi o ostentacyjne fochy czy generalną niechęć do marki i jej nosa, lecz raczej o zakłopotanie, w jakie wprawia mnie fakt, że w zetknięciu z zapachami Kurkdjiana odczuwam pustkę. Jakieś mam wrażenie obcości, jak gdyby nie dla mnie składał on swoje utwory...

Skusiła mnie jednak próbka najnowszej kompozycji Kurkdjiana, która przybyła do mnie dosłownie dzień po ukazaniu się na SoS recenzji jej starszej siostry: Aqua Universalis.
W wywiadzie opublikowanym w brytyjskiej edycji Vouge'a perfumiarz zapowiada zapach bardziej męski, zdecydowany, obdarzony większą mocą i gęstością. Zapach opowiadający tę samą historię z użyciem wyraźniejszych nut i bardziej potężnego olfaktorycznego instrumentarium.

A że Aqua Universalis Forte wkrótce będzie dostępna również w Polsce, zdecydowałam się słów kilka jej poświęcić. 


Podstawową różnica między klasyczną Aqua Universalis w stężeniu edt, a jej mocniejszą wersją ma być zastąpienie sycylijskich cytrusów kalabryjską bergamotą o wyrazistym, ostrym aromacie. Wzmocnieniu miały ulec także pozostałe akordy, w tym akcenty słodkie i baza. Uznałam, że warto porównać obie Uniwersalne Wody, szczególnie że pierwsza zniechęciła mnie właśnie nadmierną łagodnością i nijakością.
Może Forte będzie bardziej "jakaś"?



 Jakaś woda

 

Od pierwszego wdechu czuję zarówno podobieństwa, jak i różnice. To niewątpliwie ta sama koncepcja zapachu, ta sama struktura, ten sam typ olfaktorycznie tworzonej przestrzeni. A jednak o ile wersja klasyczna jest łagodna, transparentna, wyczuwalna lecz niedostrzegalna, o tyle wzmocniona Uniwersalna Woda od pierwszej chwili żyje, musuje, lśni. 

niedziela, 11 września 2011

Azemour Les Orangers Parfum d'Empire


Marc-Antoine Corticchiato przyzwyczaił nas już to tego, że za każdą z jego kompozycji kryje się opowieść. Sztuczka marketingowa w dzisiejszych czasach powszechna, tu jednak realizowana z pomysłem, polotem, bez tanich chwytów, które każą marketingowcom firm selektywnych każdy zapach przedstawiać jako cudowny eliksir, po użyciu którego staniemy się najbardziej pociągającymi istotami na Drodze Mlecznej i w jej najbliższej okolicy.

 

Maluje nam więc korsykański perfumiarz swymi zapachami portrety postaci historycznych poświęcając własny "imperialny" zapach Aleksandrowi Macedońskiemu zwanemu Wielkim, Cesarzowi Francuzów Napoleonowi Bonaparte, a także jego uroczej małżonce Józefinie; postaci literackich jak bohaterka fantazji i powieści Pierre'a Loti - haremka Aziyade, z rozmachem kreśli szkice historycznych epok: Turcję za czasów Imperium Osmańskiego czy Rosję za panowania Romanowów; czy konkretne sceny, na przykład scenę polowania na tygrysa w epoce Wiktoriańskiej. Ba! Namalował nawet olfaktoryczny portret swojego ulubionego wierzchowca, o imieniu Equistrius!

Bardziej niż sam pomysł uczynienia konia muzą dla perfum zaskoczyła mnie koncepcja podczepienia pod tego konia dodatkowej ideologii i zadedykowanie końskiej kompozycji mieszkańcom starożytnego Rzymu. Czy tylko ja nie mogę opędzić się od skojarzenia, że w sumie dobrze się składa, iż Corticchiato nie może mianować swego ulubieńca senatorem? ^^

 

Wracając do tematu przewodniego.

Najnowsza propozycja Parfum d'Empire jest zaproszeniem w podróż sentymentalną.
Zapachem Azemour - Les Orangers wraca Corticchiato do krainy swego dzieciństwa, do Maroko. Opowiada nam o pomarańczowych gajach wokół pięknego, starego miasta Azemour, w którym spędził pierwsze lata swojego życia, o bogatej kulturze i wielowiekowej tradycji mieszającej się ze współczesnością i o tym, jak piękny jest świat odbity w naszych wspomnieniach.


sobota, 10 września 2011

Które perfumy Comme des Garcons chcielibyście zobaczyć jako nagrodę w rozdaniu Perfumerii Lu'lua i Sabbath of Senses?


Kochani, niniejszym chciałabym zapowiedzieć kolejną niespodziankę, którą zaplanowałyśmy dla Was wraz z Panią Magdaleną z perfumerii Lu'lua.



COMME des GARCONS
parfums

&

 


O tym, że Perfumeria Lu'lua świętuje włączenie do swojej oferty marki Comme des Garcons już wiecie. O tym, że dzięki temu mamy wszyscy możliwość zamawiania flakonów i próbek przez stronę internetową Lu'lui też wiecie. Nie wiecie jednak jeszcze, że Lu'lua postanowiła świętować ten sukces wspólnie z czytelnikami Sabbath of Senses.

Wpis ten jest zapowiedzią fenomenalnego rozdania, z którym ruszymy jeszcze w tym miesiącu. Do wygrania będzie nowiutki flakon perfum Comme des Garcons. 

Brzmi nieźle? To czytajcie dalej.

piątek, 9 września 2011

Pardon Nasomatto

Czekałam na Pana, Panie P.

Co prawda na samą schadzkę nieco się spóźniłam i spędził Pan smutne dwa dni w pewnym urzędzie, ale proszę przyznać, że i na mnie warto czekać. Bo teraz opowiem Panu historię. Spodoba się Panu. Głównie dlatego, że to Pan sam będzie jej bohaterem.
O tak, zauważyłam, że jest Pan Narcyzem. Nie, nie udało się Panu oszukać mnie szorstkim powitaniem i cynicznym uśmieszkiem. Uwielbia Pan być podziwiany. I ja dziś dam Panu tę satysfakcję.

 
Pierwsze wrażenie zrobił Pan na mnie wielkie, choć nie tego oczekiwałam po dandysie w cylindrze i z laseczką. Pachniał Pan gałązkami ziół, schnącymi łodyżkami rozmarynu i cierpkimi kwiatami piołunu. Czyżby pił Pan absynt przed spotkaniem z damą? Czy to przystoi gentlemanowi?

czwartek, 8 września 2011

Comme des Garcons poza Warszawą!


Wreszcie! Czekałyśmy z tą rewelacją do samego końca, żeby nie zapeszyć, żeby nie musieć odwoływać, gdyby coś poszło nie tak. Ale wszystko poszło jak z płatka i oto...
 
Perfumeria Niszowa Lu'lua od dziś włączyła do swej oferty zapachy Comme des Garcons.

 
 

Wiadomość jest rewelacyjna nie tylko dlatego, że zapachy Comme des Garcons są teraz, dzięki możliwości zamówienia ich przez stronę internetową Lu'lui, dostępne także dla osób mieszkających poza Warszawą, ale także dlatego, że wreszcie można zamawiać próbki. Tego jeszcze w Polsce nie było!


Wyniki losowania próbek Divine

Pora na obwieszczenie wyników losowania próbek, które przygotowała dla Was Perfumeria Niszowa Lu'lua.


Pierwszy zestaw, zgodnie z zasadami wędruje do Osoby o najlepszym refleksie i jest nią Luna. Brawo!


Pozostałe dwa zestawy wędrują do...

środa, 7 września 2011

Aqua Universalis Maison Francis Kurkdjian


Znacie powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego, to znaczy, że jest do niczego?

Aqua Universalis. Zapach, który, wedle zapewnień producenta, może być używany przez każdego, o każdej porze, w każdym miejscu. Kompozycja odpowiednia do aromatyzowania detergentów, odświeżaczy powietrza, płynów do płukania, świec i... ludzi.

Ktoś tu jeszcze został, czy wszyscy rzucili się kupować?



Proste przyjemności


Uczciwie muszę przyznać, że zapach jest ładny. Nieuciążliwy, lekki, kuszący urodą nieskomplikowaną i pogodną. 
Ma urok panienki, której nauka matematyki nie zaszkodziła na kobiecość (zgodnie z oceną rzeczywistości Janusza Korwina - Mikke) i która radę, by "tak pięknej urody nie kalać myśleniem" potraktuje jak komplement.


wtorek, 6 września 2011

Rose 31 Le Labo


Dziś podróż, którą zawdzięczam Piotrowi - pokrewnemu duchowi, który nader często obiera te same ścieżki olfaktorycznych wędrówek, co i ja. Zwykle wiele radości sprawia mi Jego zaufanie, fakt, że ma ochotę podążać za mną dróżkami, którymi chadzam; tym razem to ja pozwoliłam poprowadzić się Jego ścieżką.
Oto zapach, po który nie sięgnęłabym bez rekomendacji. Rose 31. Róża plus trzydzieści innych składników tworzących Dzieło, przed którym mogłabym klęknąć.



Wichry Namiętności


Od pierwszych nut nie miałam wątpliwości, że nie będzie to po prostu róża.

Pieprz, gałka muszkatołowa oraz... Jeszcze więcej pieprzu. W drugiej linii popieliste labdanum dodatkowo przyciemnione, dopalone czarnym kminem. Nad nimi jak wsparcie lotnicze rozpościera skrzydła podbite zimnymi goździkami olibanum. Rose 31 naciera na zmysły jak armia demonów. Przyznaję - sam ten akord skłoniłby mnie do kapitulacji.

Tym razem jednak na kapitulacji się nie skończy.
W tle pojawia się cudownie miękki, słodki gwajakowiec i pyszna, aksamitna róża. W zestawieniu z potężnym, ostrym szczytem kompozycji miękki, pełny, krągły akord drzewno - różany brzmi tak niesamowicie pięknie, że aż mnie ściska w dołku z przejęcia. Gdyby można było przełożyć na język perfum emocje: żądzę i miłość, gwałtowność i czułość - to brzmiałyby one tak właśnie.

Ale to wciąż nie koniec!

poniedziałek, 5 września 2011

Info w sprawie Sonoma Scent Studio

Wiem, że część z Was martwi się brakiem wieści dotyczących polskiej premiery zapachów Sonoma Scent Studio - autorskiego projektu Laurie Erickson. 
Spieszę z wyjaśnieniem, że chwilowy zastój wynika z przyczyn niezależnych zarówno od dystrybutora, jak i od samej kreatorki. 


Flakony Sonomy dotrą do Polski z pewnością, i to dotrą w nowych, ładniejszych pudełkach. Niestety, wystąpił problem z drukiem i gotowe już opakowania nie zostały zaakceptowane przez Laurie - mają przesunięty nadruk. Czekamy więc wszyscy na nowe.

Ale wieści potwierdzam, wkrótce bomba pójdzie w górę, Polska będzie jedynym europejskim krajem, w którym będzie można nabyć (stacjonarnie i wysyłkowo) zapachy tej marki.

 

* Zdjęcie: Nathan Branch (link w blogrollu)

niedziela, 4 września 2011

Lumiere Noire Pour Femme i Lumiere Noire Pour Homme Maison Francis Kurkdjian

Przejechałam się ostatnio po Francisie Kurkdjianie, pora się zrehabilitować, żeby na buca nie wyjść. :)

Dziś perfumy o nazwie, która wywołuje u mnie gęsią skórkę. Lumiere Noire - Czarne Światło. Nie muszę chyba tłumaczyć, że nie chodzi mi o ultrafiolet nazywany także światłem czarnym, lecz o fantastyczny koncept, który natychmiast zapładnia moją wyobraźnię: emiter ciemności.

 
Wyobraźmy sobie lampę, która po włączeniu zalewa otoczenie mrokiem tak, jak normalna lampa światłem.
Negatyw blasku. Machina, która za pomocą niesamowitego pola magnetycznego wyhamowuje fotony, pochłania ich energię, zmienia właściwości fizyczne. Urządzenie, które pochłania świat widzialny w zasięgu swego działania. Zasilany elektryczną energią substytut czarnej dziury...
Wyobraźmy sobie włączenie takiej żarówki, mrok wysączający się z zalanego jej czarnym światłem pomieszczenia jak czarne, gęste macki.

Ma moc taka wizja, czyż nie?


Czegóż się spodziewałam i jakichż doznań oczekiwałam nie napiszę. Katalina będzie wiedziała, ona ma, zdaje się, podobne odchyły. Pozostałym Czytelnikom daruję. :)))
W każdym razie rzeczywistość po raz kolejny minęła się z moimi wizjami i... Może to dobrze.

piątek, 2 września 2011

L'Homme de Coeur Divine

Przed końcem rozdania próbek Divine (do udziału w którym serdecznie zapraszam), na zachętę kolejna kompozycja, kolejna recenzja, kolejna porcja zachwytu.


Męski zapach irysem w roli głównej? Koncept tyleż ciekawy, co ryzykowny.

Pomysł, który przesunął Petranę Odin daleeeko w sferę uniseksu i położył lutensowskie Iris Silver Mist tu wydaje się działać. I co ciekawe: płeć Mężczyzny Serdecznego Divine raczej wątpliwości nie pozostawia. To mężczyzna. Zrównoważony, elegancki, skupiony... I przyznam od razu, że to nie irys mnie urzekł.



Mężczyzna Idealny

 

Gorzka bergamotka, żywiczne nuty cyprysu i jałowca, ślad niejednoznacznej, podprogowej słodyczy jałowcowych jagód, fantastycznie statyczna, nierozhasana eteryczność akordu ziołowego, wzbogacona wyczuwalną po chwili dopiero, charakterystyczną nutą arcydzięgla. Fantastyczne, wyraźnie męskie, pozbawione prostackiej dosłowności kompozycji kolońskich otwarcie!

Prawdziwą klasę pokazuje jednak Serdeczny Mężczyzna Divine dopiero, kiedy mięknie.
 

czwartek, 1 września 2011

Nasomatto Pardon już w Polsce!

Perfumeria Quality Missala właśnie obwieściła, że od jutrzejszego ranka na półkach pojawi się długo wyczekiwany nowy zapach Alessandro Gualitieriego: Pardon.


Reklamowany jako kompozycja łącząca głębię kultowego już Black Afgano z męskimi nutami Duro  Pardon budzi wielkie nadzieje.
Zapach zaliczany jest do rodziny kompozycji orientalnych, kosztuje 495 zł za 30 ml ekstraktu i dostępny jest także w sprzedaży wysyłkowej.

 ***

Przy okazji wspomnę o czymś, co cieszy znacznie mniej (czytaj: nie cieszy).
Niepostrzeżenie podrożał Black Afgano. Za kosztujący do niedawna 470 zł flakonik z korkiem z czarnego (malowanego na czarno) drewna obecnie zapłacić trzeba złotych 570. 
No cóż... Im większy popyt, tym wyższa cena. 

W każdym razie Black Afgano też jest. Można zamawiać na już.

* Zdjęcie Pardon ze strony sklepu Duftcontor z Oldenburga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...