sobota, 18 sierpnia 2012

Siberian Snow D.S. & Durga


Ten zapach nie miał prawa mi się spodobać.
Jaśmin i mięta. Dwa składniki, którymi można mnie egzorcyzmować. Po globalnym użyciu Siberian Snow ewidentnie powinnam skurczyć się i zczernieć. Tymczasem nie tylko mam się dobrze, ale wręcz jestem tym eksperymentem ukontentowana. :)

 

Od pierwszej chwili nie mam wątpliwości: to nie są perfumy kwiatowe. To ambra. Przybrana niejednoznacznym akordem kwiatowym złożonym nie tylko z jaśminu. Wystudzona oczyszczonym ze spożywczych skojarzeń, rozbielonym akcentem miętowym i dopełniona akordem drzewnym ewoluującym od wyraźnie iglastego cedru w kierunku kremowego sandałowca. Ambra niezwykła, lecz wyrazista.

Skąd skojarzenie ambry z Syberią, nie pytajcie. Nie mnie w każdym razie. Wedle mojej wiedzy chłodne wody oblewające Syberię nie należą do ulubionych akwenów kaszalotów (w odróżnieniu od narwali czy wielorybów grenlandzkich). Ale czepiać się nie będę, podobnie jak nie czepiałam się rosyjskich kaszalotów w Ambre Russe

Dzisiejsza opowieść, zgodnie z zamysłem twórców zapachu, będzie syberyjska. Nie obowiązkowo. Ale miejscem akcji mogłaby być Syberia.





Im bardziej pada śnieg
Bim - bom *


Nazwa i nuty zapowiadają kompozycję jasną i chłodną, lśniącą bielą jaśminowych płatków zmrożonych miętą, być może rozgrzaną wiąchą płonących szczap w bazie. Tymczasem śnieg w Siberian Snow jest niedotkliwy. I nawet jeśli jest w kompozycji biel, to jest to biel łagodna dla oczu. I nosów.

Bo w Siberian Snow nie bardzo pada śnieg, bim - bom. :)


Wyobraźcie sobie prawdziwą sannę. Imaginujcie sobie:
Straszny dla domu łoskot, z którym zwykle jadą
Sanie ogromne, liczne - tak zwaną szlichtadą
Z napaścią, która domy półsenne odurza **

Pierwsze kwadranse z Siberian Snow są jak szlichtada. Nie jakiś tam zwykły współczesny kulig, lecz właśnie wielka wyprawa wygodnymi saniami zaprzężonymi w parujące konie. Okutani w grube, puszyste futra siedzimy wygodnie w obszernym koszu sań, wdychając zapach skór i futer, końskiego potu i iglastego lasu. Nie czujemy zimna. Delikatnie i z rzadka muskające nasze policzki gwiadki śniegu zdają się ledwie chłodne i ich dotyk jest wcale przyjemny.

Zapada zmierzch. W gasnącym świetle dnia przykrywający świat śnieg staje się błękitny, smukłe cienie przydrożnych sosen zdają się sięgać po pędzące przecinką, wypełnione roześmianymi ludźmi sanie.


Po kwadransie, może dwóch kwadransach szalonej jazdy sanie zwalniają. To serce Siberian snow: moment wyciszenia, pierwsza zapowiedź spokojnej, ciepłej bazy.

Sanie powoli wjeżdżają na rozświetloną migotliwym światłem wielu pochodni polanę. Rozbawiani uczestnicy kuligu pozostają w saniach i gawędząc oczekują, aż służba poda gorący, aromatyczny, subtelnie kwiatowy grog.
Wywołane szalonym pędem podniecenie powoli opada, gwar cichnie, milkną śmiechy.

 


Na polanie spędzamy godzinę, może nieco więcej. Kompozycja wycisza się, łagodnieje, wygrzewa. Kiedy ruszamy w dalszą drogę, policzki mamy rozgrzane grogiem, w nozdrzach wciąż czujemy jego kwiatowy aromat, a przy boku, tuż obok czujemy drugie, rozgrzane sanną i gorącym napojem ciało.

Ostra i nieco zwierzęca w otwarciu ambra sukcesywnie łagodnieje, "zaokrągla się". Na tym etapie jej zapach jest delikatnie zmysłowy, ciepły, czuły nieomal. Eteryczny aromat iglastego cedru niepostrzeżenie przemienia się z kremowy zapach sandałowca, o chłodnych akcentach miętowych nie pamiętamy już dawno.

Baza Siberian Snow jest ciepła i nieostra jak wspomnienie. I skoro już cytuję klasyków, to i wspomnieniem posłużę się zaczerpniętym z literatury:
...Ta sanna do Mitrunów, podczas której on ją całował! ***



Data powstania: 2011

Nuty zapachowe:
jaśmin, mięta, orientalny bursztyn (ambra?), sandałowiec, kadzidło

Trwałość:
Różna. Czasem są to cztery godziny, czasem sześć. Ogólnie mogłaby być lepsza. Ale to dotyczy większości zapachów D.S & Durga.



* "Chatka Puchatka" Alan Alexander Milne
** "Pan Tadeusz" Juliusz Słowacki
*** Henryk Sienkiewicz "Potop"

Źródła ilustracji:
  • Na pierwszym zdjęciu Daniel Olbrychski jako Kmicic w "Potopie" Jerzego Hoffmana. Miał być Azja Tuhajbejowicz, ale nie znalazłam odpowiedniego ujęcia. 
  • Zdjęcie zimowego lasu w ambrowej tonacji ze strony: www.desktopwallpaperhd.com.
  • Ilustracja trzecia: Juliusz Kossak "Kmicic z Oleńką na kuligu" - szkic z 1885 roku.
  • Zdjęcie kuligu z pochodniami pochodzi ze strony WolneDni.pl, z oferty kwater prywatnych w pensjonacie Hajduczek w Krynicy.
  • Ostatnia fotografia ponownie z "Potopu" Jerzego Hoffmana. I ponownie Kmicic z Oleńką na kuligu. :)

31 komentarzy:

  1. Sabb , czy na pewno jesteś pewna tego co napisałaś w przypisie ** ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tymczasem nadchodziła ta okropna zima —
      Twarda, groźna, iskrząca się komet oczyma,
      Którą w Litwie przeczuwał wcześnie naród cały;
      Niebo bladło, szron iskrzył, gwiazdy czerwieniały,
      Miesięczne tęcze całe stawały w kolorach,
      Mroźne kameleony przy chatach, oborach."

      Tak... Tego nie napisał Adaś... W jego "Panu Tadeuszu" nie ma zimy. Sławetny rok 1812 jest rokiem nadziei, choć wiemy jak zakończyła się rosyjska kampania Napoleona. Chylę moje zielone wysokie czoło, Sabbath.

      Zielony Drań (TM)

      Usuń
    2. Brawo. Owszem, "Pan Tadeusz" Mickiewicza to nie jedyny znany nam "Pan Tadeusz". Choć poemat Słowackiego zachował się jedynie we fragmentach.

      Usuń
  2. wow, w sumie nigdy nie jechałam takim kuligiem z prawdziwego zdarzenia choć na rodzinnej syberii północy Polski nieraz były dogodne warunki zapuścić się w puszczę przez takie śniegi. Właśnie wpisałam sobie na listę rzeczy do zrobienia. Trzeba się będzie kiedyś do tego tak zabrać żeby mieć wygodnie, stylowo nie umrzeć z zimna i nudów po drodze . Co oznacza że trzeba jechać ze znajomymi i sporym zapasem alkoholu i wtedy wszystko powinno się udać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też takim nie jechałam. Kiedyś na koloniach zaproponowano nam kulig na dużych saniach, lecz po pierwsze okazały si e one wozem z domontowanymi płozami, po drugie zaś, przed nami w wozie tym wożono gnój. Trauma. :/

      Usuń
  3. Tak jechać w wozie po gnojówce to się może odbić traumą. Cały problem w tym, że mało kto i gdzie ma takie sanie w których można by się wylegiwać pod kocami, skórami czy czym kto woli. Widzę jak czasem jeżdżą takie kuligi w saniach ludzie siedzą sztywno jak sardynki bo wiadomo chodzi o ty żeby jak najwięcej ich tam zmieścić. Nie pisałabym się na takie atrakcje. Pamiętam kiedyś jeszcze jak mieliśmy koniki polskie były u nas sanie przez krótko, takie prawdziwe, drewniane z różnokolorowego drewna, ładnie wykończone jak na dziecięce standardy były piękne. Nie pamiętam czemu zniknęły. Czy były zepsute czy tata je sprzedał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh... Sanie prawdziwe. Wspomnienie jak z innego świata. Ja miałam wuja, który posiadał powóz i konie. Nie pozwolił go sprzedać, póki żył. A potem, dosłownie w ciągu kilku dni zniknął powóz i konie, i pokój myśliwski i atmosfera tego domu. Pisałam o tym w recenzji Mur. Takie wspomnienia pielęgnuje się jak kwiaty...

      Usuń
  4. Sabbath dziękuję za zabranie mnie w podróż do dzieciństwa :* właśnie tak pamiętam kuligi, które organizował mój dziadek z babcią :) do tej pory słyszę dźwięk janczarów :) alkoholu nie piłam bo byłam nieletnia ;)

    ciekawy zapach :) zapisany do poznania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wobec tego pozostaje mi zazdrościć Ci tych wspomnień. U mnie to wyobraźnia tylko. Nigdy nie jechałam TAKIM kuligiem. Ale może kiedyś...?

      Usuń
  5. Nigdy nie byłam na kuligu, no, może raz jechałam na zwykłych sankach przywiązanych do samochodu i w sumie skręciłam wtedy kostkę, więc super nie było (byłam dzieckiem).

    Wiesz co, trafiłaś idealnie z bimbombaniem. ;) Dzisiaj czytałam swemu trzyletniemu synkowi na dobranoc pierwszy rozdzial z Chatki Puchatka, bo wczoraj skończyliśmy już pierwszą ksiażkę (jaka szkoda, za szybko się kończą te ksiażki). Uwielbia słuchać o Kubusiu i jego przyjaciołach. :)
    Bardzo lubię Twoje cytaty i odnośniki, jak człowiek coś zna, to się uśmiecha pod nosem.

    Jesli chodzi o perfumy, jak zwykle, chciałabym je sprawdzić i wybrać sie wtedy na taki prawdziwy, szaleńczy kulig. Powiem szczerze, ze jednak chciałabym poczuć lodowatą wodę i ostra zimę, taką mroźną, sinoniebieską i biała zarazem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój synek też lubił słuchać o Kubusiu. Teraz jest na to nieco za duży. Choć podobno z Kubusia nigdy się nie wyrasta. Jak z "Alicji w krainie czarów", z której z kolei ja nigdy nie wyrosłam.
      Cieszę się, że trafiłam z bimbombaniem i cieszę się, ze się uśmiechasz. Czasem tak właśnie myślę: że piszę dla ludzi, którzy łapią skojarzenia, którym chce się myśleć w więcej, niż jednej płaszczyźnie. I różne rzeczy ludzie wyłapują, różne sobie wybierają do tego uśmiechu, u którym piszesz. To daje mi takie poczucie wspólnoty z wami. W końcu czytamy tego samego Kubusia, mamy te same skojarzenia i to samo wywołuje nasz uśmiech. :)

      Usuń
  6. "Wilcze zęby, oczy siwe,
    Groźnie garść obuszkiem furczy,
    Gniew w zawody z wichru zrywem,
    Dzika radość - lot jaskółczy"
    /Jacek Kaczmarski "Pan Kmicic"/

    Kulig w lecie? Sanna bez śniegu? Kaszalot u brzegów Syberii? I samo słowo "Syberia" które z okrutnym mrozem czy miejscem zsyłek raczej nieprzyjemnie się kojarzą. A tutaj? Wot, siurpryza! Takie rzeczy tylko u Sabbath:)

    Świetna recenzja, bardzo klimatyczna...

    O śniegu i mrozie lubię sobie poczytać właśnie latem, gdy oddech w powietrzu nie zamarza:)

    Serdecznie pozdrawiam

    Zielony Drań (TM)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytać to ja mogę i zimą. Byle w cieple i bez perspektywy wyłażenia na mróz. :)

      Usuń
  7. Genialna recenzja:) Te wplecione fragmenty tekstu literackiego i zdjęcia tworzą niesamowity klimat. Wg mnie to jedna z najlepszych Twoich recenzji.
    PS. Dziękuję za uwzględnienie mojej prośby/sugestii dot. zamieszczania informacji o godzinowej trwałości zapachu:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Majkelu.
      A za dobre i pożyteczne sugestie jestem zawsze wdzięczna. :)

      Usuń
  8. Czytam, czytam i nie wierzę. Na pewno testowałyśmy te same perfumy? ;) U mnie nie ma nawet marnego płateczka śniegu!
    A taki prawdziwy kulig bardzo by się przydał... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm. Czy ja nie piałam, że nie bardzo pada śnieg? I że "Delikatnie i z rzadka muskające nasze policzki gwiadki śniegu zdają się ledwie chłodne i ich dotyk jest wcale przyjemny."?
      Ale przywykłam już, że my mówimy innymi językami. ;)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ups! To zdanie musiało umknąć mojej uwadze. A przecież stoi jak wół! :) Niemniej jednak wciąż uważam, że do kuligu jednak śnieg jest niezbędny. ;) A do utrzymania śniegu zimno. Siberian Snow na mnie nie jest zimne wcale.
      Mówimy innymi językami, prawda. Ja na przykład niemieckiego ni w ząb. ;] (To znaczy, trochę czytam, jeżeli zdołam opanować atak paniki na widok siedmiopiętrowych słów. ;)

      Usuń
    4. Hihi! Pisałam też, że nie czujemy zimna, a wśród tego, co czujemy nie było śniegu. No i czy do utrzymania śniegu musi być zimno? A wnętrze igloo? :)))
      Ale co tam. Zapach zacny i to się liczy.

      Usuń
  9. Najpierw pomyślałam, że jak Syberia, to natychmiast przeczytam, bo zawsze i niezmienie ciągnie mnie do Azji. Syberia? Wieczna zmarzlina jest bardzo dziwnym zjawiskiem. Na zewnątrz 40C, a z tunelu wiodącego do kopalni wyzierają olbrzymie sople, niczym stalaktyty i stalagmity. Zieje mrozem. Taka zupełna odwrotność wulkanu w środku zimy.
    A czytając, że ambra, pomyślałam, że Syberian Snow może się okazać odwrotnością, a raczej zimowym odpowiednikiem L'Air du Desert Marocain. Tam także dominuje ambra. Niesłodka, niespożywcza, przestrzenna ale gorąca, tnąca przestrzeń niczym wiatr nad Saharą.
    Obstawiam, że to będzie kolejny znakomity niszowy "świeżak". Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest coś w tym skojarzeniu z L'Air du Desert Marocain. Tyle, że jednak perfumy D.S. & Durga mocą ustępują Tauerom. A szkoda. szkoda wielka, bo Tauery nie bardzo do mnie przemawiają, a Durgi owszem. Bowmakers nawet już kupiłam... Ale na liście marzeń znów dwie flaszki. :)

      Usuń
  10. W swoim wcale niekrótkim życiu na kuligu nie byłam. Nigdy. A chciałabym :)
    Zestawienie mięty z jaśminem kojarzę ze świeczek Yankee Kandle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zestawianiem mięty z jaśminem można mnie straszyć. Pewnie dlatego tych świec nie zarejestrowałam. :)
      A kulig... Na TAKI też miałabym ochotę.

      Usuń
  11. Moim zdaniem kompozycja zimna za cholerę nie czuje tam ani sekundy ciepła.
    hmm stereotypowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, przepraszam, ze tak późno odpowiadam - nie doczytałam.
      A odpowiem, ze nie zamierzam się kłócić. Na mnie jest ciepła. :)))

      Usuń
  12. Olbrychski jako Kmicic - miekko w kolanach. Tylko dlaczego Olenke w Potopie gral Max Von Sydow? (to z recenzji J. Glowackiego o Potopie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Oleńka filmowa robi wrażenie wypranej w zbyt mocno stężonym wybielaczu. Charakterologicznie też. :/

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...