Black Orchid by Tom Ford

Czarna Ohydea…?

Ależ rozczarowanie!

Po pierwsze: nie wiadomo dlaczego spodziewałam się cudu Takiego prawdziwego, przed którym gną się człowiekowi kolana.

Jednak jestem podatna na marketingowe sztuczki…

Po drugie: zapach ma otwarcie bezsprzecznie godne zachwytu: intrygujące, tajemnicze, mroczne.

Stworzone dla prawdziwej femme fatale w najbardziej oszałamiającej wersji: sexy, zmysłowe, uwodzicielskie.

Fajerwerk seksapilu: nuty przyprawowe połączone z akordem truflowym – nie w wersji grzybowej jednak, lecz w wersji ekskluzywnych, wytrawnych, gorzkawych nawet pralin z akcentem arakowo-koniakowym.

Owoce w otwarciu pierwszego zapachu Toma Forda zostały bezwstydnie rozdarte, ich miękkie wnętrze wywleczono na widok publiczny, obnażono jak ciało ludzkie na erotycznych, czarno-białych fotografiach.

W tym mrocznym przepychu rozbłyskuje czasem świeża, czysta porzeczka. Nie czarny kwasioł, jak podano w nutach, lecz zwarte, świetliste grono molestowanej przez natrętne promienie słoneczne porzeczki czerwonej. Dziwne jest to, że porzeczka ta nie pojawia mi się przy każdej aplikacji, a tylko czasami…

Tyle zachwytów.

Potem całe to niezwykłe bogactwo powoli, niespiesznie zaczyna zapadać się, tęchnąć, jak na filmikach typu „Rotting Fruits”.

Pojawiają się jakieś przywiędłe nuty grzybne, zapachy kwiatowe nasuwające skojarzenia z długo niezmienianą wodą z wazonu, nuty zwierzęce zdradzające obecność dużej ilości piżma i do tego… czekolada jakoś nie na miejscu w tej kompozycji.

I zakończę w tym miejscu, bo trochę żal pisać dalej…

Jestem w stanie wybaczyć kiepskie otwarcie zapachowi, który potem pięknie się rozwija, dojrzewa i nabiera głębi (albo przestrzeni). Nie potrafię jednak zaakceptować faktu, że coś, co zdawało się piękne, olśniewające wprost, tak brzydko i bez polotu na mnie więdnie.

Data powstania: 2006

Twórca: Tom Ford

Nuty zapachowe:

nuta głowy: trufle, ylang-ylang, bergamotka, czarna porzeczka

nuta serca: orchidea, nuty owocowe, drewno lotosu

nuta bazy: ciemna czekolada, kadzidło, paczula, sandałowiec, wanilia, wetiwer

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

8 komentarzy o “Black Orchid by Tom Ford”

  1. Odbior poszczegolnych faz zapachu mam troche inny, ale calosciowo nie moge sie z Toba nie zgodzic. Tez mnie zupelnie nie bierze i faktycznie lepiej sie milo zaskoczyc, niz fatalnie rozczarowac :))

    A reklamy pikne, trzeba przyznac…

  2. Ech… Po latach udało mi się powąchać go na innej, niż moja skórze i rozwijał się lepiej. Z męską chemią to w ogóle może być cudo.

  3. Czarna orchidea – to zapach, w którym się zakochałem. Słodkie nuty, akordy ciepłego mleka bardzo szybko ustępują, pozostawiając wanilie i orchidee uwikłaną w przyprawy i trufle. Dla nie jest to jeden z tych zapachów, który zawsze będzie stał na półce. Dodatkowo ostatnio orchidee przełamuje dwoma zapachami forda – szarym wetiwerem (chociaż samego zapachu nie mogę nosić – jak każdy wetiwer jest dla mnie zbyt kolonialny, żrący, drażniący) oraz toskańską skórą z linii private

    1. Oba wymienione przez ciebie zapachy Forda podobają mi się, ale żaden nie zachwyca. Są eleganckie, akuratne, relatywnie zachowawcze. Jak to Ford. Tom Ford nie adresuje swych produktów do ekstremistów szukających nowych odkryć. 🙂
      Black Orchid się na mnie układa tak sobie. Znam ludzi, na których pachnie piękniej.

  4. Zapach dobry, ale po 4 godzinach z mojej skóry znika. Trwałość to pojęcie, którego Tom Ford nie zna.

  5. Jeden z moich ulubionych zapachów pana Toma F., ale wielka szkoda, bo na mnie pachnie pięknie, mocno, ale po 5 godzinach znika. Ale na skórze mojego dobrego znajomego chłopaka jest o wiele dłużej i seksowniej.

    Ale dlaczego wycofano najlepsze perfumy w jego karierze, czyli Sahara Noir??? O_O

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Chene Serge Lutens

. Dziś bez wstępów i dziwnie. A co mi tam. 🙂 Wieczór pod rozłupanym dębem Wyobraźcie sobie dąb: drzewo potężne, ale nie zmurszałe, o smukłym

Czytaj więcej »