Naga Madonna czyli Truth or Dare Naked

 


Madonna zapowiada nowe perfumy. O Madame X (zbieżność z tytułem ostatniego albumu Madonny zapewne nieprzypadkowa) niewiele jeszcze nie wiadomo - poza tym, że są "mocne w otwarciu, ale z czasem stają się przyjemne". Ja za to wiem, że z nieodgadnionych powodów nie rozprawiłam się jeszcze z drugą trumienką Madonny czyli perfumami Truth or Dare Naked. Co jest tym dziwniejsze, że przecież mam flakon. Własny.

Klasycznie kwiatowe, eleganckie Truth or Dare recenzowałam tuż po premierze - osiem lat temu. Miałam wtedy taki plan, żeby raz w miesiącu wrzucać na bloga recenzję czegoś z grubsza normalnego. Cóż za rewolucyjny pomysł! :)


Truth or Dere Naked debiutowały na rynku w tym samym roku, co Truth or Dare. Tylko jesienią. Nos ten sam, kształt flakonu ten sam, korek ten sam, a w środku... perfumy także dość klasyczne - i to wcale nie w tym oczywistym, popowo nowoczesnym stylu, jakiego oczekujemy po perfumach promowanych buziami gwiazd pop. 

Żadnej waty cukrowej, żadnych karmelków, różowych kwiatków i waniliowych pseudozmysłowych lepów na młodych chłopców. Zamiast tego rzetelny unisex bez kłaniania się którejkolwiek z płci bardziej.

Pani Madonno, pani mnie imponuje od dawna, ale tym razem... no tym razem też. 😁


Truth or Dare naked od pierwszej chwili NIE pachną jak perfumy celebrytów. Nie pachną też jak perfumy niszowe oraz nie pachną nawet jak perfumy jakiegoś tam domu mody, co to robi miliony takich samych flaszek rocznie. Kompozycja Stephena Nilsena wymyka się tym prostym klasyfikacjom balansując pomiędzy bardzo stonowanym ukłonem w stronę miłośników wintydżowych lat '90, a nowoczesną, nienatrętną zmysłowością pseudoniszy w stylu Toma Forda. I powiem szczerze, że gdyby ta flaszka miała etykietkę Forda, nikt by nie zauważył podmianki.

Wcale nie dlatego, że ToD Naked pachną bardzo drogo i ekskluzywnie, lecz dlatego, że znaczna część perfum Forda też wcale tak nie pachnie. No, może do - stanowiącego bazę "gołej Madonny" piżma miał Ford lepszą rękę, ale ponieważ dobra i warta szacunku piżmowa seria Forda zeszła z rynku wkrótce po premierze, nie będę się tym piżmem zadręczać. W ToD nie zostało ono wygrane genialnie, ale wystarczająco dobrze.


 

Tym bardziej, że to nie piżmo jest głównym składnikiem i główną zaletą tych perfum. Jest nią bardzo ładnie, wielowymiarowo zagrany benzoes - w sam raz eteryczny, w sam raz żywiczny i ładnie podbity nie tylko - wymienionym w nutach - kakao, ale też mirrą i kaszmeranem.

Szczyt zapachowego spektrum akordu żywicznego podbity został akcentem przyprawowym i nie zdziwiłabym się, gdyby był to imbir.
Serduszko natomiast zaokrąglił Nilsen różowo niewinnym akcentem kwiatowym. Miękkim, waniliowym, lekko cytrusowym. Brzmiącym jak namalowany bladym różem kwiat pomarańczy. Właśnie namalowany - akwarelą na cienkim, gładkim papierze.


Rozwój sygnowanych imieniem jednej z największych gwiazd w historii muzyki pop perfum jest dokładnie taki, jakiego oczekujemy czytając nuty.

Prominentny, lekko zaróżowiony nutką kwiatową akord żywiczny ogrzewa się, wypełnia i wygładza. Pięknie tłuściutkie nuty kakao i sandałowca dają kompozycji przyjemną miękkość. Generyczność nuty piżmowej sprawia, że - na tle żywic - prawie jej nie zauważamy. Ale syntetyczny muskonek czai się w tle i daje zapachowi szczyptę (pseudo)animalnego szyku. Sczyptunię. Szczyptunieczkę. Przysypaną kakaukiem.

Ten drobny, ostry akcencik przypomina nam, że to Madonna. Znana z upodobania do kompozycji retro i niełatwych. Lubię myśl, że mogła ona faktycznie mieć choć niewielki udział w tworzeniu koncepcji perfum i może w wyborze próbki wdrożonej do produkcji. Jak Chanel w przypadku perfum Chanel No.5. W końcu tak to powinno wyglądać w idealnym świecie - jak wypuszczasz swoje perfumy to choć troszkę masz wpływ na to, jak pachną. Tak?


Data premiery: 2012
Kompozytor: Stephen Nilsen (Givaudan)
Trwałość: powyżej 10 godzin. Oczywiście projekcja gasnąca, ale wysoka zawartość żywic i syntetyczne piżmo przyklejają ToD naked do skóry bardzo skutecznie.

Nuty zapachowe:
Nuty glowy: wiciokrzew, kwiat brzoskwini, neroli
Nuty serca: orchidea waniliowa, kakao, konwalia
Nuty bazy: cedr z Teksasu, benzoes z laosu, oud, sandałowiec z Australii

Komentarze

  1. Mnie niestety zaczęły podjeżdżać obierkami z jabłka. Nie mogłam się już pozbyć tego skojarzenia i oddałam siostrze. Ale chyba też ich nie chciała i zostawiła w domu rodziców, jak tam będę to sprawdzę, czy dalej czuję obierki - oby nie.
    Za to tuberozowa Madonna w duchu Fracas jest wspaniała (tuberoza to mój ukochany kwiat w perfumach tak saml jak róża)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie obierki z jabłek zupełnie by mi nie przeszkadzały, ale i tak na wszelki wypadek nie sięgnę teraz po te perfumy. Żeby nie popsuć. ;)
      Madonnę w duchu Fracas szanuję, ale tuberoza to zdecydowanie nie jest mój kwiat, więc... no szanuję z daleka. ;)

      Usuń
  2. To chyba moje największe "oczekiwania vs rzeczywistość", jakie mnie w perfumach spotkały. Na mnie to było nietrwałe chemiczne winogronko, ot taki napój winogronowy Hellena. Biała trumna wybrzmiewała na mnie przyjemniej, ale koniec końców puściłam obydwie flaszeczki dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo... winogronka bym się nie spodziewała.
      No, prawdą powtarzaną tysiąckrotnie jest, że piękno jest w oku patrzącego i co nos, to wrażenie.
      Ale napiszę, ze u mnie historia oczekiwań była dokładnie odwrotna. Nie oczekiwałam niczego. Bo to tanioszka, a i Madonnę te naście lat temu jednak postrzegałam bardziej przez pryzmat muzyki - muzyki, która definitywnie nie jest moja. Oczekiwałam więc naprawdę byle czego. A wręcz niczego.
      Tymczasem obie te kompozycje są - w moim odczuciu, oczywiście - nietypowe, jak na celebryckie perfumy. I za to je cenię.
      Ale też rozumiem, że można nie cenić. :)

      Usuń
  3. O dziwo i faceci lubią ten zapach. Nie wiem może dlatego, że Madonna na szyi? Tak, tak, brzmi kusząco i nobilitująco żeby pójść z Madonną do biura. Zapach nad wyraz udany. Tak jak opisałaś - nie da się go do końca określić. Pachnidło nie rzuca na kolana, ale wszak oto chodzi. Jest intrygujące i uzależnia - odważnym golaskom dodaje większego animuszu, bo pani Madonna czuwa. ☝

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest rzetelny unisex - i po rozmowie z Tobą dodałam to zdanie do recenzji. <3
      Natomiast sama perspektywa chodzenia z Madonną jest wspaniała. Poproszę!

      Usuń
  4. Zachęcające. Madonnę uważam za ikonę popkultury i szanuję wielce. Ciekawe, czy by mi się spodobał ten zapach. Nie wykluczam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie wykluczam, bo wanilii ni ma. ;)

      Usuń
    2. To, że nie ma wanilii to świadczy wyłącznie o tym, że nie ucieknę z krzykiem (i ciężką migreną!) :-P. A, no i jest zasadnicza różnica między podoba mi się ogólnie i podoba mi się na mnie. To drugie niezwykle rzadko się zdarza.

      Usuń
    3. W sumie rozumiem, bo mnie się na kimś podoba prawie wszystko, a na mnie wcale nie. :D

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty