Szatańskie projekty - Terror & Magnificence BeauFort London

 
Jest coś magnetycznego w strasznych nazwach i strasznych historiach!

Upiorne tytuły, mrożące krew w żyłach opowieści i kiczowate czaszki na flakonach przyciągają ludzi jak magnes. Nawet jeśli za mroczną opowieścią czai się przeciętność, jak w serii Ed Hardy Skulls & Roses czy słodkość, jak w przypadku Black Phantom Memento Mori od Kiliana, to i tak pewna pula klientów sięgnie właśnie po te flakony.


Leo Crabtree z Prodigy w skandaliczny marketing umie jak nikt inny na świecie. Że niby są mroczniej i bardziej dwuznacznie promowane marki na świecie? Że Etat Libre czy Tom Ford? Owszem, są bardziej wulgarne. Rzecz w tym, że perfumy mrocznie promowane przez Leo faktycznie są mroczne.

I jest pewna przewrotność w tym, że serię nazwaną Kolekcją Upiorów (Revenants Collection) rozpoczął Crabtree najłatwiejszym i najmniej mrocznym zapachem w całym dorobku marki. Na szczęście po Żelaznym Księciu z ciastoliny na pokład, z iście upiornym wdziękiem, weszły Ruja i Porubstwo. 💘💘💘

Dziś trzecia opowieść serii: Groza i Wspaniałość czyli perfumy z teorią spiskową w tle.


Jaką teorią spiskową? Ano trochę głupią. Ale i tak Wam opowiem. 😁

Otóż bohaterem Strasznej i Wspaniałej historii opowiadanej tym zapachem jest Nicholas Hawksmoor - jeden z wybitnych architektów, który (wraz z Christopherem Wrenem, Robertem Hooke i Jamesem Gibbsem) wywarł znaczący wpływ na współczesną panoramę Londynu projektując wiele efektownych budynków po Wielkim Pożarze w 1666 roku. I jeśli wydaje Wam się, że w pracy architekta nie występują czynniki, które usprawiedliwiałyby nazwę perfum... to ja się z Wami w sumie zgadzam, ale teorie spiskowe rządzą się własnymi prawami.

A wedle teorii zwącej Hawksmoora "architektem diabła" upychał on w swoich projektach strasznie szatańskie, okultystyczne elementy strasznie szatańskiej okultystycznej architektury. Na przykład TRÓJKĄTY. 😲 I parzyste filary. Symetrycznie! 😲 I kolebkowe łuki. Pod TRÓJKĄTAMI. Oraz... zgadliście: między parzystymi filarami. No same straszne rzeczy!


Twórcy spiskowej teorii szatańskich trójkątów już za życia Hawksmoora szeptali, że był on wolnomularzem czyli masonem czyli członkiem loży sztuki królewskiej "pieczętującej się" symbolicznym cyrklem albo, jeszcze bardziej symbolicznym, trójkątem i hołdującej ideałowi łączenia ponad podziałami - szczególnie religijnymi. Bardzo szatańskie. 👍

Powiedzmy wprost: projekty Hawksmoora rzeczywiście są niebanalne i noszą pewne cechy kulturowej obcości - są to jednak elementy zaczerpnięte z architektury starożytnej. I analitycy stylu "architekta diabła" wskazują tu inspiracje sztuką egipską (piramida!) i grecką. Co po prostu widać. O ile wizji nie przesłoni człowiekowi szatan. Bo Książę Ciemności, jak wiadomo, strasznie jara się trójkątami. 👿👿👿


Przechodząc do meritum:



Otwarcie Terror & Magnificence nie jest ani straszne, ani wspaniałe. Nuta dymna niby robi robotę, ale to już było tyle razy... że człowiek jakoś zupełnie nie czuje się sterroryzowany ani olśniony. Ot, fajnie wytrawna nuta dymna. Z tym atrakcyjnie smolistym, technicznym tonem, który "załatwia" jednocześnie szczyt spektrum zapachowego i najniższe tony tegoż spektrum.
Birch Tar z Hexapusa dokładnie tak pachnie - i piszę, że z Hexapusa, bo smoła brzozowa smole brzozowej nierówna. Smoła od Steele jest słodsza i bardziej eteryczna, a smoła robiona własnoręcznie na eventach reko typu Dymarki to jest w ogóle przeżycie i pachnie całym bukietem niesamowitości - sadzą na dłoniach, popiołem ogniska, prażonym kamieniem, słodyczą i eterycznością przypominającą ekulaliptus. I to nie jest ta smoła w Terror & Magnificence.

Eteryczną czerń akordu dymnego przełamuje pikantna zieloność, którą piramida nut identyfikuje jako papirus, ale nie przywiązujcie się do piramid w tej kompozycji. Hihi, taki architektoniczny żarcik. Przprszm.


Z czasem akord dymny migruje w kierunku akcentów pieprzno tytoniowych i jest to kierunek atrakcyjny. W każdym razie nie mniej atrakcyjny, niż wyziewowe, dymne otwarcie. Szczególnie, że udało się Pii Long posmarować tę dymność nutą irysowego masła - tłustą jak sadza, aksamitną jak sadza i  czarną jak sadza.

I to właściwie tyle by było.
Wraz z upływem kolejnych godzin zapach powoli przepełza od dymności technicznej i dosłownej, w dymność kulturalnie upozowaną, kadzidlaną, lekko słodką. Z brzmiącą wciąż na skraju świadomości nutą czarnego pieprzu gorzkniejącą z czasem jak czarny pieprz w wysokiej temperaturze.

W ogóle Terror & Magnificence nie grzeszą ani wspaniałą mocą, ani mocną wspaniałością. W ogóle niczym nie grzeszą - a powinny! Są linearne, monochromatyczne i - w całej tej dymnej dymności - dość płaskie. Ani szczególnie piękne, ani szczególnie brzydkie.

Bez pointy. Jak ta recenzja.



Data premiery:  2019
Kompozytorka: Pia Long
Trwałość: koło 10 godzin, ale esencja smoły brzozowej bez pompowania się tak trzyma, więc w sumie żadne to osiągnięcie

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: smoła brzozowa, szafran, pieprz
Nuty serca: kadzidło, tytoń, papirus
Nuty bazy:  mirra, benzoes, labdanum, weitwer z Haiti, kamień

Komentarze

  1. dziś będę dzielić się wspomnieniem!
    w dzień premiery urwałom się, trochę cudem, wcześniej z pracy, niemal na skrzydłach pobiegłom do perfumerii, obsługa nawet nie pytała, po co przyszłom, z tym, że miły pan, psikając na bloter, miał dosyć osobliwą minę... i podejrzewam, że ta, którą zrobiłom ja, była lustrzanym odbiciem jego miny.
    - I to... już? - spytałom z wahaniem, zaciągając się jeszcze raz.
    - Już - potwierdził z głębokim westchnieniem.
    Wzięłom je na nadgarstek. Próbkę też wzięłom, z nieco rozpaczliwą nadzieją, że może jednak pojawi się sklepienie i runie mi na głowę.
    I co? :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo rany! To jest dokładnie to, co czuję.
      Brak pointy. I już.
      To jest najlepsze podsumowanie tych perfum, jakie można było napisać. Nosiłabym bez niechęci, ale... po co?

      Usuń
    2. Dlatego kocham formę komunikacji, jaką jest blog. Bo ten komentarz sprawia, ze ta recenzja staje się o pięć klas lepsza.
      <3 <3 <3

      Usuń
    3. zakładam, że kiedy chce się pachnieć dymem wychodząc do ludzi nieotrzaskanych z pachnięciem dymem, ale umówmy się, od Beauforta nie oczekujemy zapachów ładnych i do ludzi... GDZIE JEST MOJE SKLEPIENIE!!!
      a najsmutniejsze, że to wcale nie jest zły zapach, tylko, no :c nawet pomijając fakt, że gargantuiczne rozczarowanie przysłania mi jakiekolwiek resztki obiektywnego spojrzenia, jakie mogę spróbować z siebie wykrzesać.

      Usuń
    4. komentarz ziejący zawiedzionym oburzeniem? XD

      Usuń
    5. Dla mnie to raczej anegdotyczne porównanie oczekiwań do realiów.
      I jasne, to nie są złe perfumy. Ale BeauFort to jest marka, która przyzwyczaiła nas do zapachów, o których można powiedzieć wiele rzeczy, ale nie to, że nie są złe. Bo one właśnie są dla niektórych okrutnie ze, a dla innych przeokrutnie dobre.

      Usuń
  2. O, ciekawe, to że bez pointy też mi się czasem podoba. Każdy sobie mógłby dopowiedzieć ;-) bez narzuconego kierunku. Niuchałbym!

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i bez pointy ale za to z rechotem - moim rechotem oczywiście, za sprawą Twojego wstępu do recenzji :)) Wiem, że już to pisałam ale UWIELBIAM TWÓJ STYL! Jak to mówią - zrobiłaś mój dzień ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę. Dziś tym bardziej mnie cieszy, że się uśmiechnęłaś. <3

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty