Nissaba Berbera

Prawie nie wierzę, ale oto nadszedł ten dzień, że recenzuję perfumy, które zadebiutowały w TYM roku.
Może to znaczyć, że trochę się odkopałam z zaległości, a może wcale nie…

Marka Nissaba niedawno zadebiutowała w Quality, ale szczerze – zwróciła moją uwagę już wcześniej. Mam bowiem wielką słabość do ludzi starających się łączyć swoją twórczość z ideą. W przypadku twórców Nissaby jest to wspieranie lokalnych społeczności utrzymujących się z uprawy roślin służących do pozyskiwania esencji zapachowych.

Że niby cel niewielki? No, marka tez na razie niewielka, ale przekonuje mnie do nich to, że działają lokalnie, wybierają cele związane z własną działalnością starając się tworząc coś pięknego robić coś dobrego. Jest to podejście bardzo mi bliskie.

Podoba mi się w tej marce wszystko. Ekologia połączona z humanizmem. Bo przecież nie sposób dbać o świat nie dbając o ludzi. Ludzie to też świat.
Podoba mi się ich poczet perfumiarzy.
Podoba mi się oprawa ich perfum czyli flakony i nasadki.
I kompozycje… też mi się bardzo podobają.

Przygodę z Nissabą zaczynam od końca, czyli od najnowszej ich premiery. Dlaczego?

Bo nazywa się Berbera.
Miałam okazję zwiedzać jaskinie Berberów, odwiedzić ich niesamowite domy, jeść z nimi posiłki. Miałam też okazję doić ich kozy i karmić mlekiem młode, wielbłądy o mięciutkich pysiach. Nie mogłam się oprzeć perfumom o tej nazwie!

Dopiero kiedy dotarła do mnie próbka i zaczęłam czytać o tym zapachu okazało się, że moje skojarzenia kompletnie minęły się z opowieścią, wokół której utkano perfumy. Że zupełnie nie o tych osmańskich Berberów chodzi, tylko o miasto Berbera będące głównym portem Somalilandu w Somalii. Tam mnie jeszcze nie było, ale dzięki kompozycji Coralie Spicher i Fabrice Pellegrina czuję się bardzo zachęcona do podróży. 🙂

Pamiętam, jak wiele, wiele lat temu na rynku pojawiły się pierwsze kadzidlane kompozycje.
L’Eau Trois Diptyque w 1975 roku była szokiem i ostatecznie spadła z konika To znaczy została wycofana i przywrócona do oferty po latach. Jeśli mam być całkiem uczciwa, to akurat premiery L’Eau Trois nie pamiętam z przyczyn obiektywnych, ale pamiętam wycofanie i moją rozpacz. Pamiętam za to Nabucco z 1997 roku i urokliwą Messe de Minuit Etro, która w roku 2000 wywoływała wielkie kontrowersje swoją dosłownością.

Od tego czasu w kadzidłach „wszystko już było”. Nuta rychło stała się popularna i na przełomie pierwszej i drugiej dekady XX wieku mieliśmy szaloną modę na kadzenie. Dlatego trudno dziś odkryć kadzidlaną Amerykę czy wymyślić kadzidlany proch. Ale wciąż można stworzyć perfumy piękne.

Otwarcie Berbery to klasyka. Eteryczny i gorzki zapach pieprzu czarnego jak czarny pieprz, złożony z, też chłodnym, błękitnym aromatem olibanum. Olibanum najpierw milczy, przywalone szorstkimi kuleczkami, lecz po kilku dosłownie oddechach zaczyna spod nich wypełzać wonią słodką jak soprany w Lacrimosie Mozarta.

Kilka kolejnych oddechów i w błękitną czerń wsącza się bladozielone elemi. Elemi jako jedyna roślina wśród wszystkich roślin tworzących Berberę pachnie… roślinnie. Pozostałe nuty upozowane zostały tak, by brzmieć jak skała, blady marmur, słup światła, blask księżyca. Tak, by namalować monochromatyczny, odrealniony obraz wybrzeża, na którym kwitną tylko róże pustyni.

Zapach jest surowy i szlachetny zarazem. Wyniosły jak strzeliste ostańce w otwarciu, miękki jak ciepły popiół w bazie.
Gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami jak stadko owiec snują się kłębki żywic ciepłych i animalnych. Jak owieczki albo małe kózki. Takie grubiutkie, łagodne. I tylko troszkę rogate.

Wyobrażam sobie, że znajdą się ludzie, którzy powiedzą, że na tym pustynnym wybrzeżu Somalilandu za mało się dzieje. Że nie kwitną kwiaty, ptaki nie śpiewają miłosnych pieśni, silni młodzieńcy nie tupią bosymi stopami, a pucułowate dziewczęta nie kołyszą biodrami. I to prawda. Nie tupią, nie kołyszą, nie śpiewają.

Cisza dzwoni w uszach.
Mrok kładzie się na twarzach i przykleja do pleców.
Jasne smugi dymu wspinają się po nagich skałach ku niebu.
Spokojne oddechy czuwających ludzi wstępują w niebo wraz z dymem kadzideł.
Owieczki zbiły się w ciepłe, pachnące stadko.
Gwiazdy na niebie nikogo nie obchodzą.

 

Data premiery: 2024
Kompozytorzy: Coralie Spicher i Fabrice Pellegrin
Projekcja: dobra, ale przystająca do dzikości tych perfum. Nie tańczy i nie tworzy żadnych kit ani wachlarzy. Pełza.
Trwałość: dobra

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: elemi, czarny pieprz, gałka muszkatołowa
Nuty serca: olibanum, mirra
Nuty bazy: kadzidło, opoponaks

Nuty zapachowe według miejsca pochodzenia:
Składniki z Somalilandu: kadzidło frankońskie (olibanum) w formie ekstraktu CO2, molekularnego destylatu i dymnego ekstraktu pirogenizowanego (Vulcain)

Składniki z Somalii: ekstrakty CO2 mirry i opoponaksu

Pozostałe składniki: elemi, czarny pieprz, różowy pieprz, gałka muszkatołowa, irys, piżma, ambrowe nuty drzewne, ambroksan, certyfikowany organiczny francuski alkohol z pszenicy

 

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy