Birkholz Mystic Haze

Pisałam ostatnio, że każda właściwie marka ma obecnie w ofercie perfumy w typie Black Afgano.

Bez budowania napięcia i bez wstępów: oto jest ta właśnie pozycja w portfolio manufaktury Birkholz.
DNA Black Afgano, moc pierwszych edycji Black Afgano, klimat Blak Afgano.

W wykazie nut sprytnie zastąpiono haszysz konopiami, ale to nie są żadne zielone konopie, żadna trawka, żadna Marysia. To haszysz, i to wcale nie ten prawdziwy, tylko niesamowicie nośny, metaforyczny koncept haszyszu stworzony przez Alessandro Gualtieriego w 2009 roku. Najważniejsze jest jednak to, że tę ograną historię opowiada nam Philip Birhkolz naprawdę dobrze.

W otwarciu różni się Mystic Haze od Black Afgano głównie wyraźnym uderzeniem nut przyprawowych. Gorzkich i ciemnych, przesuwających kakaową część spektrum zapachowego blackafganowej bazy od ciemnej czekolady w stronę kawy. Gdybym miała odhaczać zalety i wady kompozycji, ten aspekt zaliczyłabym do zalet – nie tylko bowiem daje pracy Birkholza rys oryginalności, lecz także pachnie po prostu dobrze.
Kolejna różnica to gęstość zapachu. Black Afgano są śmietankowe, kremowe. Mystic Haze mają gęstość miodu. Skórzasta lepkość labdanum dociąża zapach i wysysa z niego światło. I po raz wtóry: zaliczam ten zabieg do zalet z obu wymienionych wyżej powodów.

W pierwszej godzinie Mystic Haze są gorzkie, gęste, ciężkie – w najlepszym perfumeryjnym ujęciu.
Nie ma w nich śladu zieloności konopi, żadnej wanilii i ani krztyny pomarańczy. I bardzo dobrze, bo pomarańczy absolutnie bym sobie tu nie życzyła. Pralinek też nie ma – akurat pralinki mogłyby w tym kontekście brzmieć dobrze, ale ich brak także kompozycji nie szkodzi. Pozwala jej zachować charakter nieco bardziej nieokrzesanego Black Afgano w nieco bardziej bojowym nastroju. Paradoksalnie – tę zmianę także zaliczam do pozytywów. Bo ileż jeszcze potrzeba nam zmysłowo leniwych wariacji na ten temat? Perfumy w trybie zadaniowym to nie muszą być hesperydy czy zapachy wodne.

Problemy z Mystic Haze zaczynają się w drugiej – trzeciej godzinie po aplikacji.

Zapach jest nadal piękny, choć jego charakter się zmienia. Z wkurzonego Afgana wychodzi akcent skórzany – intrygująco szorstki i subtelnie dymny. Wracają nuty przyprawowe i brzmi to wszystko bardzo dobrze. Tylko słabo. I to jest moje podstawowe zastrzeżenie wobec tych perfum: nie trzymają się mojej skóry.

Celowo ujęłam sprawę personalnie, podkreślając osobistość odczuć. Nie tylko dlatego, że to osobista recenzja, ale także dlatego, że moje odczucia w tym przypadku nie zawsze pokrywają się z opiniami wyrażanymi przez innych recenzentów. Spotkałam się z opiniami, że trwałość Mystic Haze jest bardzo dobra i chcę to szczególnie podkreślić, bo szkoda byłoby zniechęcać Was do testów.

Mystic Haze należy do Collection Noire czyli kolekcji o najwyższym stężeniu ekstraktów oraz najwyższej cenie ze wszystkich kolekcji perfum berlińskiej manufaktury. I chociażby z racji ceny (w Polsce prawie dwa tysiące złotych) oczekujemy od perfum trwałości. Ale czy takie myślenie ma jeszcze sens?

Podczas testów perfum Birkholz przyszła mi do głowy teoria ogólna, zgodnie z którą nowoczesne perfumy stają się coraz bardziej takie, jak nowoczesne życie: szybkie. I może są to zabiegi celowe.

Współczesny człowiek dzieli swoje życie na krótsze interwały czasowe, niż człowiek żyjący lat temu sto. I są to interwały bardzo różne. Rano idziemy na siłownię albo jogę i zapach ma nas motywować do wysiłku; ale znikać wraz z prysznicem. W pracy oczekuje się od nas maksymalnego skupienia i często umiarkowania zapachowego. Po to, by nie przeszkadzać w skupieniu innym. Po pracy stajemy się innymi ludźmi i inne mamy oczekiwania wobec perfum. Jeśli planujemy aktywności wieczorowe, to także dostosowujemy do nich zapach. I bez względu na to, czy jest to sport, czy kino i randka, czy restauracja czy klub nocny – nasze perfumy mają zejść ze sceny przed snem. Bo wielu z nas ceni bezzapachowość senną. A nawet ci z nas, którzy lubią pachnieć do snu – wybierają do łóżka zapachy inne, niż na imprezę czy trening. Więc może o to chodzi? Żeby perfumy pachniały wyraziście, intensywnie i… dały się łatwo zastąpić innymi perfumami. Żeby oddzielać aktywności dzienne (i nocne) kolejnymi kompozycjami łatwymi do zmiany jak muzyka ze smartfona.

Mystic Haze to mocne uderzenie. Perfumy intensywne, upojne i ciężkie. Ale łatwe w obsłudze – właśnie ze względu na krótką fazę mocy i łagodny schyłek. Ta łagodna, przyjemna i nieskupiająca uwagi baza to jest charakterystyczna cecha perfum Birkholz – ale nie tylko. Marki adresujące swoją ofertę do nowoczesnego człowieka żyjącego szybkim życiem – a często żyjącego kilkoma życiami jednocześnie – marki takie tworzą kompozycje eksplodujące feerią doznań i równie szybko gasnące. Po to, żeby ustąpić miejsca kolejnej fazie dnia i nocy, kolejnym aktywnościom i kolejnym doznaniom.

Bardzo jestem ciekawa, co myślicie o tej teorii. Czy rozważaliście celowość skrócenia czasu trwania perfum na skórze właśnie przez wzgląd na rosnące tempo życia i wynikające z niego wyzwania? Czy doeniacie wygodę takiego zabiegu?

Data premiery: 2021
Kompozytor: Philip Birkholz
Projekcja: początkowo potężna
Trwałość: krótka chyba nieprzypadkowo, ale wyjaśniam to zjawisko w treści recenzji

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: kanabis (konopie indyjskie), kardamon, pomarańcza
Nuty serca: wanilia, labdanum, pralina
Nuty bazy: piżmo, cedr, sandałowiec

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Korrigan Lubin

Lubicie whisky? Mnie wydawało się niegdyś, że nie lubię. Jak większość z nas, poznawanie tego trunku zaczynałam od Johnny Walkera. Próby spożycia czerwonego Jasia Wędrowniczka

Czytaj więcej »

Nissaba Chaco

Cytrusowo zielone perfumy pachnące Nieprzeniknionym Lasem?
Chaco marki Nissaba to porcja orzeźwienia, której trudno będzie się oprzeć w te upalne, słoneczne dni.

Czytaj więcej »