Sabbath of Senses

zmysłowe opowieści o perfumach

Beaufort London Pyroclasm

Dziś wciągam na maszt perfumy, które po raz kolejny hakują system.
Najpierw Crabtree przyzwyczaił nas do ognia, dymu i wytaplanych w smole nut zwierzęcych. Potem, kiedy wydawało nam się, że znamy jego estetykę, kopnął stołek i zrzucił nas z wyżyn naszego przekonania, że wiemy, czego się spodziewać. Chlustnął nam w twarz Fathomem V i patrzył jak świat łapie oddech.

Łapaliśmy! Usiłując poukładać sobie w głowie estetykę Beaufort London bredziliśmy coś o marynistycznych inspiracjach i „pewnej konsekwencji”.

I kiedy już… już złapaliśmy oddech i prawie równowagę… wchodzi ON.

Czytaj więcej »

Le Labo Vetiver 46

. Czemu oni mi to robią? Przy pierwszych testach Oud 27 pomyślałam: – Le Labo? Super. Kolejna firma, której zapachy mnie nie ruszają. Tymczasem nie

Czytaj więcej »

Armani Privé Cèdre Olympe

. Alleluja, oto w polskich Douglasach pojawił się nowy Prywaciarz Armani! Oczywiście nie mogłam powstrzymać się przed przetestowaniem zapachu, który ma rodzeństwo pod tytułem Bois

Czytaj więcej »

Olivier Durbano Turquoise

. Olivier Durbano lubi kadzidła. Możemy je odnaleźć każdym z jego zapachów, przynajmniej w ilości śladowej. Było już kadzidło nieruchome i obojętne, było kadzidło omnipotentne,

Czytaj więcej »