Sabbath of Senses

zmysłowe opowieści o perfumach

Beaufort London Pyroclasm

Dziś wciągam na maszt perfumy, które po raz kolejny hakują system.
Najpierw Crabtree przyzwyczaił nas do ognia, dymu i wytaplanych w smole nut zwierzęcych. Potem, kiedy wydawało nam się, że znamy jego estetykę, kopnął stołek i zrzucił nas z wyżyn naszego przekonania, że wiemy, czego się spodziewać. Chlustnął nam w twarz Fathomem V i patrzył jak świat łapie oddech.

Łapaliśmy! Usiłując poukładać sobie w głowie estetykę Beaufort London bredziliśmy coś o marynistycznych inspiracjach i „pewnej konsekwencji”.

I kiedy już… już złapaliśmy oddech i prawie równowagę… wchodzi ON.

Czytaj więcej »

Vero Profumo Onda

. Ciemny salon, drewniane, wiecznie zamknięte okiennice, ciężkie zasłony, skórzane fotele i śniady, bardzo szczupły mężczyzna o czarnych, związanych cienką aksamitką włosach pogrzebany za życia

Czytaj więcej »

Satellite Padparadscha

. Na Piotrusia z popielnika… Otwarcie jest takie: 😉 Na Piotrusia z popielnika iskiereczka mruga. I rzecze: – Nie pieprz Pietrze Padpy pieprzem, bo przepieprzysz

Czytaj więcej »

Heeley Cedre Blanc

Cykl obuwniczy trwa. 😉 Po sandałach kolej na drewniaki różne. Cedre Blanc początkowo wcale nie jest Cedre i zupełnie nie jest Blanc. W nutach znajdujemy

Czytaj więcej »

Santalum Profvmvm (Profumum Roma)

Sandałowiec różne miewa oblicza. Bywa oleiście leniwy, bywa słodkawy, bywa nieomal goździkowo intensywny. Czasem w zapachach tworzy tylko bazę, wypełniacz przestrzeni, a czasem zdarza się

Czytaj więcej »