Niesamowitość w dwóch odcieniach - Sandałowiec i Kadzidło z serii Purely Orient Ajmal


SANTAL



Sandałowiec to pasożyt. Czyli prawie zwierzę. I ten od Ajmal tak właśnie pachnie.

Animalna, wyrazista kompozycja o pioruńskiej mocy bazuje na duecie oud - sandałowic. Ten czerwony, ciężki, barwny. O parametrach wspaniale podkręconych szafranem - równie czerwonym, równie pikantnym, równie nasyconym barwą. Ale... spróbujmy zacząć tę opowieść od początku.

Akord głowy Santal to gałka muszkatołowa, imbir i szafran. Ale to wcale nie te wyraziste nuty skupiają na sobie uwagę w pierwszej chwili po aplikacji. Pierwszy jest oud. Cała seria Purely Orient ma jednego, niepodzielnego władcę i jest to oud. I mogłabym próbować symulować jakąś opozycję, ale wcale nie chcę.
W tym przypadku jestem zatwardziałą rojalistką.

Oud wkracza na scenę jako władca mroczny, dziki, zwierzęcy nieomal. W szafranowym płaszczu ciężkim jak brokat, z berłem z gałki. W niepokojącym blasku oleożywic lśniących jak lakierowana skóra.

Poza balsamem gurjun wyraźnie brzmi tu niejednoznaczny aromat balsamu kopaiba i to ten niesamowity duet daje kompozycji indywidualny charakter. Bo choć to sandałowiec jest tu władcą tytularnym, a oud silną ręką dzierży armię; to oleożywice odpowiadają za propagandę. A oficjalna linia partii recenzji jest taka, że Santal łączy tradycję i nowoczesność. Pomimo, iż jest to blend składników głównie naturalnych; pomimo iż barsamy gurjun czy kopaiba nie zostały przez perfumerię odkryte w ostatnich latach, dekadach czy nawet wiekach - kompozycja poskładana została tak, by brzmiała współcześnie i zadziornie. I ani łagodniejący z godziny na godzinę sandałowiec, ani pojawiająca się w bazie puszysta, sezamowa ambra, ani komfortowa podściółka z wanilii i paczuli dająca zapachowi miękkie lądowanie na skórze nie zmieniają ogólnego wrażania obcowania z perfumami dla ludzi nie lękających się ekstrawagancji.


Data premiery: 2019
Projekcja i trwałość:
* Opowieść o projekcji i trwałości:
Wybierałam się na spacer. To taki eufemizm, bo naprawdę to była akurat środa i raid hour (kto wie, ten wie). Wzięłam próbkę i nasisnęłam atomizer raz (jedem raz) kierując mgiełkę zapachu w zgięcie łokcia. Tak, jak lubię.
Spacerując przytrzymałam sobie puszkę energetyka w tym właśnie zgięciu łokcia. A potem wzięłam puszkę do ręki. I dłoń pachniała mi przez jakieś... 8 godzin. pomimo mycia. Tak wyraźnie, że każdy ruch ręką przypominał mi o tym, że nie powinnam chcieć flaszki.
No mówię Wam - straszna rzecz! ;)

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: gałka muszkatołowa, imbir, szafran
Nuty serca: sandałowiec, cedr, balsam gurjun

Nuty bazy: biała ambra, piżmo, oud (aoud, drewno aloesowe)



INCENSE

 

Incense zaczyna swoją opowieść od zupełnie innego tomu. Od udawania perfum europejskich.

Pierwszy akord brzmi gdzieś na pograniczu szypru i szykownej zieloności. Trochę jak przesławna i przedobra Dziewiętnastka od Chanel, a trochę jak (nazbyt) klasyczne kolońskie kompozycje dla panów. Europejskie. Oczywiście.

I nie bardzo wiadomo, co z tą europejskością Incense począć. Nawet kiedy pojawia się zielony fiołek i ślad róży - są to listki i płatki ostre jak brzytwa i wcale nieorientalne. I nawet kiedy pojawia się kadzidło, to wciąż jest to kadzidło zielone i ledwo tknięte żarem. Ledwo i dawno, bo poszarzałe od temperatury listki gorzkiej pomarańczy i płatki gorzkiej róży dawno już wystygły i przemieniły się w chłodne, kruche wstążeczki.


Najpiękniejszą nutą kadzidlanej kompozycji orientalnej kolekcji od Ajmal jest mech. Mech szary jak popiół kadzidła, kruchy jak gdyby został liofilozowany; chrupki jak śnieg. Mech, który stanowi z jednej strony wstęp do przemiany zapachu, lecz z drugiej strony - kiedy już Incense ewoluuje, nabierze krągłości i masy - staje się klamrą spinającą opowieść. Wspomnieniem otwarcia, echem podróży do chłodnej Europy, szorstkim haftem na miękkiej tkaninie.
Bo baza Incense jest orientalna. Baza uzasadnia umieszczenie tej kompozycji w serii pod tytułem Purely Orient. Baza sprawia, że to zielone, mszyste kadzidło staje się rzetelnym, niebanalnym i "wygodnym" uniseksem.

Złożenie goryczy zielonego - bergamotowo - cypriolowego otwarcia z zamszową, łagodną bazą daje kompozycji wielowymiarowość. Akord serdeczny upleciony misternie jak wieniec z nadpalonych liści i kwiatów plus bladozielone, mszyste kadzidło tworzą czystą "niesamowitość". A razem... razem daje to pełne brzmienie perfum zawieszonych między Europą, a orientem; między komfortem, a ascezą.

Incense to kompozycja dziwna jak zimna, gazowana kawa. Bez cukru. Pod warunkiem, że zimna, gazowana kawa bez cukru po trzecim łyku okazuje się smaczna. Bo jeśli nie jest smaczna, to nie jest jak Incense.


Data premiery: 2019
Trwałość:
Naście godzin. Bez ostentacji i bez olfaktorycznego krzyku, ale brzmienia Incense przeoczyć nie sposób

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: gorzka pomarańcza, kadzidło
Nuty serca: róża, fiołek, drewno gwajakowe, cypriol
Nuty bazy: bursztyn, skóra, mech, oud (agar)



Poprzednie recenzje serii Purely Orient Ajmal:
Cashmere Wood
Musc
Tonka
Vetiver

Kolejne wkrótce i uwierzcie mi: jest na co czekać! 💖💖💖


Komentarze

  1. "zimna, gazowana kawa. Bez cukru" - poproszę, bez wanilii i innych takich ;-)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty