Pierwsze polityczne perfumy – Feminista

Jestem feministką.

Stwierdzenie tak oczywiste, że samo werbalizowanie go wydaje się zbędne.
Teza, że kobiety i mężczyźni są równi już dawno przestała być kontrowersyjna – przynajmniej w społeczeństwach kierujących się racjonalizmem. Kwestie religijne pomijam – nie są one przedmiotem tego bloga.

Czemu więc feminizm jest?
Bo jestem kobietą i wolno mi wypowiadać się publicznie. Bez zgody i wsparcia mężczyzny, który sprawuje nade mną władzę pieczę.
Bo dzięki powszechnemu dostępowi do edukacji dysponuję intelektualnymi narzędziami pozwalającymi mi generować (mam nadzieję) wartościowe treści.
Bo mogę mieć własne opinie – w kwestiach ważnych i nieważnych. Jak perfumy na przykład.
I tak samo, jak ja szanuję gusta i decyzje mojego mężczyzny, tak on szanuje moje.

Poprzednie dwa artykuły poświęciłam związanym z perfumami działaniom marketingowym wspierającym Women’s Empowerment.
Pisałam o kampanii „Are you her type?” Guerlain i o przełomowej promocji Charlie by Revlon. I dziś wrócę do tego tematu, bo jest nośny i (wciąż) ważny.

Geza Schoen (właściwie Geza Schön) to fenomen. Punkowiec perfum, człowiek przemieniający wszystko, czego się dotknie w złoty sukces, jeden z najgenialniejszych marketingowców wszech czasów.

Zaczynał jako perfumiarz tworząc kilka zachowawczych słodziaków dla Ormonde Jayne i dwie słabe kompozycje dla FCUK. A potem zaczął robić to, co potrafi najlepiej: MYŚLEĆ.

W 2006 roku Geza Schoen wywrócił do góry brzuszkiem świat perfum grając na nosie wszystkim tradycjonalistom i snobom pogardliwie traktującym „całą te chemię” w perfumach.
Wprowadzając na rynek markę Escentric Molecules postawił na piedestale właśnie nowoczesną chemię – związki chemiczne stworzone w laboratorium. I zrobił to w najbardziej bezczelny możliwy sposób.

Molecule 01
to tanie jak barszcz ISO E Super rozcieńczone tanim jak barszcz spirytusem, zapakowane w najprostszą butelkę z atomizerem bez kołnierzyka i… sprzedawane za pół tysiaka z górką za sto mililitrów.

Możemy gardzić tak pojmowanym „perfumiarstwem” ale trudno nie dostrzec i nie docenić bezczelnej genialności tego pomysłu.

Zdjęcie z instagrama Perfumerii Lulua

Escentric Molecules to marka, która zmieniła świat. I przy okazji – solidnie spolaryzowała środowisko, bo ludzie zachwyceni niesamowitą prostotą konceptu uznają negujących dokonania ekscentrycznego kreatora za snobów, a z kolei ludzie przywiązani do tradycyjnej koncepcji sztuki perfumerii traktują ten koncept Schoena jak abominację, zaś fanów Ekscentrycznych Molekuł jak… no trochę naiwniaków przepłacających srogo za roztwór spirytusowy jednego składnika.

Prawda, jak zawsze, leży pośrodku i obie strony mają swoje racje. Bo owszem, zawartość flakonów Escentric Molecules jest tania i nieskomplikowana recepturowo, ale w perfumach zawsze liczyła się forma. A tu forma jest treścią i manifestem.

W ciągu kolejnych lat swojej działalności na rynku perfumeryjnym Geza Schoen nie ograniczał się do rozbudowywania marki Escentric Molecules i tworzenia perfum dla innych marek. Z właściwym sobie upodobaniem do łączenia w jedno przedsięwzięcie koncepcyjnego marketingu i perfumerii podejmował kolejne inicjatywy.

Stworzył markę/linię Beautiful Mind reklamując stworzony dla tego projektu zapach – Intelligence and Fantasy – jako podnoszący iloraz inteligencji. A małym druczkiem: zwiększający aktywność mózgu.

Intelligence and Fantasy powstały w ten sposób, że młodą i urodziwą mistrzynię świata w zapamiętywaniu ciągów cyfrowych podłączono do aparatury badającej aktywność kory mózgowej i podano
jej do wąchania różne olejki zapachowe. Te, które wywołały najżywszą
reakcję elektryczną zostały użyte do stworzenia kompozycji, która
rzekomo czyni nas inteligentniejszymi.

W efekcie powstały dość banalne perfumy stymulujące korę mózgową tej konkretnej osoby, bo odbiór zapachu jest kwestią indywidualną – związaną nie tylko z wrażliwością receptorów i sposobem przetwarzanie bodźców chemicznych, ale też z osobistymi doświadczeniami. I każdy mózg będzie reagował inaczej.

Szerzej o Intelligence and Fantasy pisałam tu: KLIK

W kolejnych latach Geza Schoen tworzył/współtworzył perfumy o zapachu książki (wraz z Karlem Lagerfeldem KLIK), perfumy o zapachu muzyki postępowej (dla polskiej marki Ephemera by Unsound KLIK) czy o zapachu prochu strzelniczego (dla miłośników broni palnej KLIK).

Każde z tych perfum wywołały spore poruszenie, po czym odeszły w cień. No, może poza Ballistic Therapy, które poruszenia nie wywołały.

Jednym z takich pomysłowych projektów, w które zaangażował się Geza Schoen jest Feminista.

Feminista reklamowane są jako pierwsze polityczne perfumy – first political perfume.
Nie słyszeli chyba o Scent of Peace Bond No.9 , Make Perfume not War, idei pride promowanej przez etat Libre d’Orange czy chociażby o Charlie marki Revlon, o których pisałam ostatnio.

Perfumy firmowane są przez Hero’s Journey Travel Agency – podmiot dość enigmatyczny – napisz do nas, a powiemy ci czym się zajmujemy: KLIK

Inspirowane są niemiecką komedią „Zapomnij o Nicku” i, wedle notki prasowej, są reakcją na negatywne konotacje z feminizmem, które pojawiły się ostatnio. Naprawdę, napisali ostatnio – jak gdyby przez dekady feministki i sufrażystki nie były odsadzane od czci i wiary i traktowane jak wariatki i bezbożnice.

Nie wchodząc w dalszą polemikę, wracam do notki prasowej.

Feminista przeciwstawia się temu (negatywnemu) trendowi i wspiera równouprawnienie wszystkich ludzi – bez względu na płeć, orientację seksualną i pochodzenie – i chce być siła napędową zmiany.

Użyli słowa impetus.


Jak Feminista to robi?
Otóż 15% ceny oficjalnej każdego sprzedanego w Europie (poza Europą nie) flakonu (próbki się nie liczą) zostanie przekazane na projekty związane z ideą. Nie wiadomo jakie, ale można pisać i sugerować nowe.

A co we flakonie?

Wąchałam Feministę kilka lat temu, kiedy mój przyjaciel przywiózł mi z Niemiec próbkę i… nawet ją przez parę lat trzymałam w pudelku „do recenzji”, ale nie doczekała się, bo wyparowała, a potem zaginęła. Albo odwrotnie. To wiele mówi o zapachu.

Feminista to ładne, lekkie, fiołkowo drzewne perfumy o bardzo przeciętnej mocy i trwałości. Nieprzeszkadzające, nieuwierające, mocno syntetyczne i raczej grzeczne. Czyli Geza w pigułce.

W notce prasowej coś o kontrastowych nutach i o tym, ze pozwalają na osobisty odbiór.
Trudno polemizować z dostosowywaniem się perfum do chemii skóry i z osobistym odbiorem. Kontrastów nie czułam – do świetlistej zamszowości Feminite du Bois Shiseido kompozycji Schoena daleko. Do zamszowej fiołkowości Feminite du Bois firmowanej nazwiskiem mistrza Lutensa także.
Ja pamiętam wrażenie papierowości fiołka – jak gdyby ktoś zawinął kwiatki w gazetę. Przy czym to nie było wrażenie negatywne – tylko niespecjalnie intensywne.

Mam spory dystans do projektów perfumeryjnych Gezy Schoena. Podziwiam go jako marketingowca i rewolucjonistę, bo – bez względu na nasz stosunek do Escentric Molecules – tworząc tę markę Geza Schoen zmienił świat.
Ale kompozycje niemieckiego perfumiarza nie zawsze mnie zachwycają, a ideologia i inne rewelacje, które towarzyszą ich rynkowej egzystencji postrzegam trochę jak przerost formy nad treścią.

Ale to przecież tylko moja opinia.

Czemu więc piszę o perfumach Feminista?
Bo jestem chora i nie czuję zapachów.
Bo nazwa świetna i łączy mi się tematycznie z poprzednimi artykułami.
Bo o samych perfumach mam mniej do napisania, niż o ich twórcy, bo twórca jest ciekawszy.
Dlatego, że projekt przeleciał jak kometa i zniknął właściwie bez śladu, podobnie jak moja próbka.
Lecz przede wszystkim dlatego, że doceniam przesłanie towarzyszące temu projektowi – nawet jeśli jego egzekucja nie jest doskonała.

Feminista

Data premiery: 2017
Kompozytor: Geza Schoen
Projekcja: niespecjalna
Trwałość: nieszczególna

Nuty zapachowe:
Fiolek, cedr, skóra, jałowiec, różowy pieprz, styraks

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

4 komentarze o “Pierwsze polityczne perfumy – Feminista”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Womanity Thierry Mugler

. Pamiętacie recenzję Kadoty? Tę z wiewiórkami? Testując figowe perfumy Michaela Storera nie potrafiłam się oprzeć przekonaniu, że z czymś mi się kojarzą. Wiem, że

Czytaj więcej »