Fajne są -Lignum Vitae BeauFort

Mam na tapecie trzy nowe marki, ale wypada najpierw skończyć to, co się zaczęło.

Beaufort London to jeden z moich ulubionych brandów. Recenzowałam wszystkie ich perfumy z wyjątkiem Lignum Vitae, o których – w komentarzu pod recenzją Fathom V – Chris napisał, że to najlepsza pozycja tej marki. Ja nie wiem, czy najlepsza, ale najładniejsza prawdopodobnie.

Ciasteczkowych perfum jest na rynku multum. Ale ciasteczkowych w ten sposób… no nie za wiele.
Maślany, pozbawiony słodyczy akord stanowiący chrupkie serduszko Lignum Vitae ma w sobie coś z ciastkeczkowego klasyka – Jeux de Peau firmowanego nazwiskiem Mistrza Serge’a, jest jednak przybrany znacznie ciekawiej.

Otwarcie to pozbawiony słodyczy, suchy maślany krakersik z limonką. Połączenie sugestywnie maślanej tłustości z cierpką, gorzką nutą cytrusową sprawdza się nadspodziewanie dobrze. Efekt jest niebanalny i nieuciążliwy.

Z czasem zaczynamy wyczuwać pieprz. Ładnie drzewny, nie bardzo eteryczny, wybrzmiewający w miejscu, w którym nadpalić by się mogło ciasteczko. Dobry pomysł i dobre wykonanie.

Gourmandowe nutki łamie akord przyprawowy z czasem nabierający drzewności i barwy. Naturalna tłustość i podwędzany aromat gwajakowca ładnie składa się z akcentem maślanym i podpalonym pieprzem.

 

W bazie na chwilę pojawia się kłąkowy aromat masła irysowego grającego w sekcji tłuściochów. I jeszcze wetiwer – zgaszony i pozbawiony tego radosnego, zielonego szczytu spektrum. I on zostaje na dłużej.

Pojawia się też chłodne olibanum, o którym za momencik jeszcze kilka słów napiszę, bo choć wyczuwalne późno – ma spory wpływ na charakter tych perfum. Wchodzi też więcej – zwanego drzewem życia – gwajakowca.

Pewien problem mam z nutą soli – wyczuwam akcent mineralny podbity zimnym, niepalonym kadzidłem frankońskim, które z nutą kamienną mineralną gra doskonale. Ale czy jest ten mineralny akord słony, czy raczej kadzidlanie słodki, a ja wmawiam sobie tę sól… powiedzieć nie potrafię. Przed lekturą listy nut zapachowych soli nie czułam. Po lekturze… nie jestem już pewna.

Mam natomiast absolutną pewność co do tego, że ułożone na skórze Lignum Vitae podoba mi się. Nie tylko podoba mi się względnie – bardziej, niż w maślanym otwarciu, ale podoba mi się po prostu i kropka. A nawet wielka kropa. ⃝👍 Pięknie niebanalne, ożywcze połączenie limonki, mineralnego aromatu kamienia i podwędzanej, tłustej drzewności gwajaku totalnie daje radę.

Układ nut Lignum Vitae brzmi dziwacznie, ale czyż nie o to chodzi? By stworzyć spójne, interesujące i do tego świetnie zachowujące się na skórze perfumy, które będą inne, niż wszystkie?

Data premiery: 2016
Kompozytorki: Julie Dunkley i Julie Marlowe
Koncentracja: EDP (eau de parfum – woda perfumowana)
Projekcja: dobra. Taka naprawdę dobra, a nie meh dobra
Trwałość: powyżej 8 godzin

Nuty zapachowe według Perfumerii Lulua:
Nuty głowy: czarny pieprz, drewno pieprzowe, akord magdalenek (tych ciasteczek)
Nuty serca:  jagody jałowca, imbir, limonka
Nuty bazy: gwajakowiec (Lignum Vitae), akord maślany, sól morska

Nuty zapachowe według katalogów perfumeryjnych:
Nuty głowy: herbatnik, nuty morskie, limonka, karmel, cytron, imbir, bargamota, czarny pieprz, jagody jałowca, olibanum, mandarynka, czerwone owoce
Nuty serca: gwajak, pieprz, oud, wetiwer
Nuty bazy: sól morska, piasek, wanilia, olibanum, mech debowy, ambra, piżmo

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

6 komentarzy o “Fajne są -Lignum Vitae BeauFort”

  1. pamiętam, jak miły pan w perfumerii podał mi bloter z szelmowskim uśmiechem i słowami "to pachnie jak lemon drizzle", zaciągnęłom się i oświadczyłom "BOGI W NIEBIESIACH PAN MA RACJĘ". Bardzo nie mój zapach, ale o rany, jak złożony.

    1. Klaudia Heintze

      O to to! One są super. I naprawdę najładniejsze w kolekcji. Ale BeauFort ma tyle perfum bardziej "moich".

  2. Bardzo fajna recenzja, dorzucę swoje przysłowie 3 grosze…🙂Zapach rozpoczyna się dla mnie jak długa morska podróż, której początek, poprzez ta początkowa słodycz i cytrusowy akord jest słoneczna i pełna oczekiwań. Później jest już „ ciemniej” i bardziej burzowo, ale okręt płynie w dal….Na mojej skórze zapach bardzo ciekawie ewoluuje. Jest słodko, szorstko, tajemniczo, a także krąży nad nami jakiś duch tajemniczości.

    Jakbym miał dodać soundtrack do dzieła „ Julek” 🙂 to jest nim dla mnie Iron Maiden – Ghost of the Navigator. Na myśli mam te słowa;
    „ I have sailed to many lands
    Now I make my final journey
    On the bow I stand, west is where I go "

    „ As they sail into the sunset they'll count the cost ”

    Dla mnie subiektywnie najlepsza „ pozycja” , ale bardzo mocno depczą jej po piętach zarówno CdN i Fathom V

    1. Klaudia Heintze

      Widzę, że muzycznie bardzo nam po drodze. 🙂
      Dla mnie subiektywnie CdN mieści się w ulubionej trójce. Poza nimi R&R i Vi et Armis.

      W LV nie ma dla mnie nie tylko soli, ale też słodyczy. tego karmelu nie czuję i zastanawiam się, jak to możliwe.

    2. U mnie natomiast był problem z Vet Armis…wystrzał z grubej rury, dym, proch, i tak niestety do końca. Po prostu mi się nie rozwijał. Był mi za monotonny, to chyba kwestia właściwości skory. Pachnidło z klasą, ale cóż z tego, jak nie było nam po drodze🙂

    3. Klaudia Heintze

      Mnie pasuje to, że on się nie wysładza, nie wygładza, nie łagodnieje. Uwielbiam te dymne, skopcone otwarcia i zwykle za nimi tęsknie, kiedy perfumy się ułożą. Dlatego nie kupiłam Fumidusa – bo łagodnieje, a ja bym chciała te kartofle spalone aż do bazy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Szorty czyli krótkie gadki

Nie mylić z gatkami. 😉 Właściwie niewiele mam do napisania o każdym z tych zapachów z osobna, ale tak ostatnio poszalałam z długością opisów, że

Czytaj więcej »