Xerjoff Louis XV 1722

Wciśnięty między Króla Słońce, a dramatycznie ściętego Ludwika XVI – Ludwik XV zajmuje w masowej wyobraźni miejsce mniej poczesne, niż jego metresa Madame de Pompadour. Czy słusznie?

Hyacinthe Rigaud: Ludwik XV w stroju koronacyjnym

Absolutnie niesłusznie.
Ludwik XV zasługuje na to, by pamiętano o nim, jako o nieudaczniku, który wstąpił na tron największej europejskiej potęgi i doprowadził ją do kryzysu politycznego, gospodarczego i społecznego. Jeśli istnieje w historii człowiek odpowiedzialny za to, że współcześnie językiem światowym jest angielski, a nie francuski – to jest tą osobą właśnie Ludwik XV.

Stworzone we współpracy z House de Venoge (biblioteką win) perfumy nawiązują do początku panowania Ludwika XV – konkretnie zaś do dnia koronacji, kiedy młody król był darzony powszechną miłością i budził wielkie nadzieje. I kiedy, podobno, pierwszy raz w historii zaserwowano francuskim możnym musujące wino. Porzućmy więc rozpamiętywanie historii i skupmy się na tym, na czym skupiał się rozpustny król: na szampanie i perfumach.

No dobrze, wiem, że szampan i perfumy nie były ulubioną formą rozpusty puszczalskiego Ludwika, ale to jest blog o perfumach, a w nutach jest szampan. 🙂

Piękne visuale pochodzą z materiałów prasowych marki Xerjoff


Pierwsze chwile z Louis XV 1722 są lekkie, prawie musujące. Musujące tą niepokojącą, ekscytująco niewygodną wytrawnością grejpfrutowych skórek, która sprawia, że owoce te nie pozostawiają nikogo obojętnym. Podobno to grejpfrut, a nie jabłko jest zakazanym owocem z Księgi Rodzaju.

Wytrawność otwarcia jest adekwatna także w kontekście szampana będącego inspiracją dla zapachu: Louis XV de Venoge jest wytrawny.

Po kilku chwilach zapach „psuje się” jak panowanie Ludwika XV. Tak, wiem, miałam unikać polityki, ale nie mogę się oprzeć tej metaforze. Po latach udanego pożycia i pewnych (niezbyt forsownych) starań politycznych, król się psuje razem z finansami królestwa… Przepraszam… perfumy nabierają ziemistych, piwnicznych odcieni. Charakterystyczny zapach irysowych kłączy, który porównywany jest do zapachu tkwiącej w ziemi marchewki (albo kartofelka) złożony z wyraźną, chłodną, wietrzną lawendą studzi entuzjazm ludu Paryża i Waszej skromnej recenzentki.

Wyraźny akcent piżmowy w złożeniu z lawendą daje efekt lawendowego mydełka, więc Ludwik XV jest co prawda zepsuty, ale nie brudny. Czyli w sumie lepiej, niż w było w rzeczywistości, bo nasz bohater, podobnie jak jego pradziadek (bezpośredni poprzednik na tronie Francji, Ludwik XIV był pradziadkiem Ludwika XV) uważał, że kąpiel szkodzi zdrowiu.

I kiedy już… już myślałam, że Louis XV to typ, którego nie da się polubić i pójdę go zgilotynować zmyć przed czasem… okazało się, że pan monarcha jest w sumie interesujący. Oczytany, elokwentny i na swój sposób… O czym to ja miałam?

W sercu kompozycji pojawia się akord kakaowy – wytrawny, na starcie podbity gorzką, mocno paloną kawą, z czasem nabierający niuansów orzechowych.
Drugą serdeczną nutą jest róża – czyli złożenie dobrze znane i lubiane. Arabska kawa skropiona wodą różaną, Café Rose Tom Ford, Intense Cafe Montale, Kawa Karda Atelier des Ors i wiele innych odcieni tej opowieści.

W tle pojawia się cień kadzidła i kaszmeran, który z czasem przejmuje cały praktycznie zapach. Ale zanim to nastąpi, król romansuje z piękną różą, która jest patronką filozofów i przeżywa życie gnuśne nieco (ziemisty akord ciągle jest obecny) ale jednak przyjemne (wszystkie inne nuty).

Ułożony na szezlongu skórze Ludwik XV nabiera miłej głębi. Przez kaszmirowo sandałowy akord bazowy przezierają ślady kawy, skóry i kadzidła. Zza zapachowego horyzontu przywiewa czasem lawendowy wietrzyk. Do ostatnich, cichych chwil jest to opowieść niebanalna.

Wyznać muszę, że przeglądając zapowiedzi tych perfum i listę nut, spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Królewskie imię, kooperacja z nobliwą biblioteką win, inspiracja smakiem i zapachem drogiego szampana zmyliły mnie zupełnie. Spodziewałam się czegoś bardziej stereotypowo ładnego, może pięknego, ale raczej w sposób klasyczny. Tymczasem Louis XV 1722 to perfumy niełatwe. Ale też nie bardzo trudne. Powiedzmy… oryginalne.

Nie wiem, czy jest to zapach, z którym chciałabym spędzać dni i noce, ale czas poświęcony na poznawanie i śledzenie tej kompozycji okazał się przyjemny, momentami ekscytujący. I naprawdę doceniam to, że twórcy tego, luksusowego przecież, pachnidła nie poszli w banał.

No i ta oprawa wizualna! ♥


Data premiery: 2024
Projekcja: umiarkowana
Trwałość: też umiarkowana, a jak na ekstrakt to… bardzo umiarkowana

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: grejpfrut, szampan albo likier – w zależności od źródła, szafran, śliwka
Nuty serca: kakao, kawa, lawenda, orzech laskowy, róża
Nuty bazy: cashmeran (drewno kaszmirowe), ambra, białe piżmo, kadzidło, sandałowiec, skóra

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Najlepsze perfumy roku 2014

Rok 2014 był to dziwny rok… parafrazując klasyka. Dla Sabbath of Senses jeden z gorszych i lepszych zarazem. Lepszy warsztatowo – w 2014 roku spotkania

Czytaj więcej »