Terre d’Hermes – trzy klejnoty mainstreamu

15 lat temu zrecenzowałam Red Vetyver Montale. Nie byłam fanką marki – już wówczas narzekałam na to, że ich perfumy są „klocowate”, ale Blue Amber i Red Vetyver, które znalazły się w serii „Anomalie kolorystyczne” wydały mi się ciekawymi kompozycjami. Ech… Człowiek się całe życie uczy.

Okazało się bowiem, że te zaskakująco przyjemne kompozycje nie są do końca oryginalne. I o ile o inspiracji Blue Amber dziełem Geralda Ghislaina Ambre 114 można dyskutować, o tyle fakt, że tworząc (albo zamawiając) Red Vetyver właściciele (wówczas jeszcze w liczbie mnogiej) Montale zapatrzyli się w Terre d’Hermes podważyć trudno.

Terre d’Hermes zadebiutowały w 2006 roku. Zadziwiły wszystkich, zachwyciły licznych – oryginalnością kompozycji i niezwykłym, prawie niszowym stylem przy jednoczesnym zachowaniu lekkości i urody. W 2007 zgarnęły nagrodę FIFI dla luksusowych perfum męskich. A już w 2008 nieistniejący Pierre Montale tworzy Red Vetyver.

Czemu o tym piszę? Bo trochę mi głupio, że w roku 2010 nie znałam Terre d’Hermes albo nie skojarzyłam inspiracji. Człowiek siedzi w tej niszy jak w jaskini, tymczasem zdarza się, że niszowe byty są cieniem idei, która narodziła się poza jaskinią. To znaczy poza niszą – w najprawdziwszym mainstreamie.

Dziś w końcu mierzę się z Terre, których ze trzy odlewki znosiłam do dna kilka lat temu, a aktualnie uzupełniłam zapasy o piękne miniatury klasycznego EDT, wersji Parfum i Eau Tres Fraiche. I recenzuję te perfumy nie jako perfumy selektywne, nie jako perfumy luksusowe, nie jako perfumy „w dobrej cenie” (szczególnie, że Hermesy wcale tanie nie są), tylko jako perfumy piękne, oryginalne i ponadczasowe.

Zacznijmy od ogólnej uwagi: Terre d’Hermes mają charakterystyczny sznyt właściwy większości perfum tej marki. Można to nazwać niewymuszoną elegancją,  stylistyką vintage albo… dowolnie. W otwarciu Terre wyraźnie brzmi powinowactwo z drzewną hesperydowością Eau des Merveilles i echa pomarańczy z Jour d’Hermes (szczególnie w wersji Eau Tres Fraiche). W szyprowej bazie wspominamy klasyczne Bel Ami. I nie chodzi o to, że Terre są wtórne, lecz o to, że jeśli ogólnie nie lubicie perfum Hermes, to Terre też może Wam nie podejść.

Klasyczna Terre rozpoczyna się jak prawdziwy, rzetelny szypr. Pięknym akordem cytrusowym uplecionym z łagodnie kwiatowej, mięciutkiej nuty pomarańczy zestawionej z twardszą, bardziej wytrawną, herbacianą bergamotą. Akord wodny, przestrzenny wkrada się w te przyjemne cytrusy i niepostrzeżenie przesuwa zapach w stronę pierwszych Ogródków: Śródziemnomorskiego i Nilowego.

W sercu wychodzi czarny pieprz pięknie grający z wytrawną bergamotą i kwiatowym, pelargoniowo – geraniowym akcentem herbacianym. Jednak pełnię osiąga Terre wraz z pojawianiem się osławionego, kochanego i nienawidzonego mokrego kamienia.

Parfum to moja ulubiona wersja Terre (choć obiektywnie nie uważam, że najlepsza) i zachowuje się ona dokładnie tak, jak powinny zachowywać się na skórze czyste perfumy. Wysoka koncentracja dociąża zapach, przytula go do skóry i ogrzewa.

Nie ma tu zamaszystego, cytrusowego otwarcia. Od pierwszego wdechu otacza nas zapach drzewny i balsamiczny – z wyraźnym cytrusowym akcentem, ale nie są to perfumy hesperydowe. W żadnym momencie rozwoju. Czyste perfumy są słodsze, bardziej żywiczne i bardziej skórzaste. Bardziej nasycone olfaktoryczną barwą, jak herbata, która parzyła się dłużej, niż w Terre EDT.

Fascynujące w wersji Parfum jest to, że wymieniony w nutach krzemień brzmi tu naprawdę jak krzemień – gładki, błękitny, z akcentem przypominającym olibanum. To nie jest szorstki kamień z wody (sic!) toaletowej.

I te różnice w brzmieniu akordów – pozornie tych samych – są przemyślane i konsekwentnie zrealizowane. W klasyku cytrusy są naprawdę letnie, lekkie, wytrawne jak zimny szampan. Mszysty, ocieniony paczulą, szyprowy kamień pięknie kontrastuje z szampańską, wytworną lekkością akordu cytrusowego. W wersji Parfum balsamiczne otwarcie nie potrzebuje cienia – dostaje więc przeciwwagę w postaci chłodnego krzemienia i świetlistej zieloności octanu wetiwerolu.

Po godzinie, może dwóch obie wersje brzmią podobnie i znów różnice tkwią w balansie akordów. Woda Toaletowa jest bardziej wytrawna, bergamotowa, wilgotnie mszysta. Czyste perfumy wybrzmiewają bardziej drzewnie, balsamicznie i są słodsze. Nuta kamienna, czy też krzemienna wybrzmiewa subtelnym kadzidłem.

A na tym nie koniec, bo jest jeszcze trzecia wariacja na temat: Terre d’Hermes Eau Tres Fraiche czyli Woda Bardzo Świeża.

Eau Tres Fraiche otwiera się, oczywiście, cytrusami znanymi z obu wcześniejszych wersji, jednak przechył jest jeszcze bardziej w stronę pomarańczy – soczystej, pomarańczowej, słonecznej. Tę dojrzałą, prawie mandarynkową pomarańczę przed słodkim, gourmandowym rozpasaniem ratuje zapach pięknie wytrawnych skórek cytrusowych – bardziej jest to tym razem cytryna, niż grejpfrut. To otwarcie jest śliczne – bez pretensji do niszowej urody i retro sznytu. Po prostu czysta, nowoczesna radość życia.

Na drugim planie mamy, oczywiście, mokry kamień – jednak także ten kamień dostaje tu nowoczesnego szlifu. To nie jest omszały otoczak z rzeki ani obłupany krzemień. Pomarańcze toczą się po gładkiej posadzce z jasnego kamienia. Nad prywatnym basenem z ozonowaną (nie chlorowaną!) wodą. Wokół rosną cyprysy. I kwiaty – bo tym razem akcent kwiatowy jest dość złożony i na tyle prominentny, że ułożony na skórze akord cytrusowy przypomina kremowy kwiat pomarańczy.

Przypadek Terre jest trochę podobny do przypadku Encre Noire Lalique. Wersja klasyczna jest bardziej interesująca i oryginalna, a wersja L’Extreme jest ładniejsza. W takim klasycznym ujęciu.

Jest też trochę niepodobny, bo Encre Noire Nathalie Lorson brzmią jak dwie różne kompozycje – pomimo pewnej zbieżności nut. Natomiast trzy wersje Terre stworzone przez Jean-Claude’a Ellenę, wybrałam do wspólnego występu właśnie dlatego, że łączą je przewodnie akordy i tylko akcenty są wyraźnie i umiejętnie poprzesuwane.

Terre d’Hermes EDT

Data premiery: 2006
Kompozytor: Jean-Claude Ellena
Projekcja: kulturalnie zamaszysta
Trwałość: bardzo dobra. Nawet nieco lepsza, niż wersji Parfum

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: pomarańcza, grejpfrut
Nuty serca: pieprz, pelargonia, krzemień
Nuty bazy: wetiwer, cedr, paczula, benzoes

Terre d’Hermes Parfum/Pure Perfume

Data premiery: 2009
Kompozytor: Jean-Claude Ellena
Projekcja: umiarkowanie obszerna
Trwałość: kilka godzin

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: pomarańcza, grejpfrut
Nuty serca: krzemień
Nuty bazy: nuty drzewne, mech dębowy, benzoes

Terre d’Hermes Eau Tres Fraiche

Data premiery: 2014
Kompozytor: Jean-Claude Ellena
Projekcja: szeroka, ale transparentna
Trwałość: najsłabsza z dzisiejszej trójki, ale to kwestia typu zapachu

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: pomarańcza, cytrusy, nuty wodne
Nuty serca: geranium
Nuty bazy: nuty drzewne, cedr, paczula

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
Email

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne wpisy

Lumiere Blanche Olfactive Studio

Kiedy recenzowałam poprzednie zapachy Olfactive Studio pytaliście, czy będzie Lumiere Blanche. Napisałam, że nie wiem. Ale teraz już wiem. 🙂 Lumiere Blanche zapowiadane jest jako

Czytaj więcej »

KonFIGuracja fig

. Z okazji zbliżającego się lata wpis nietypowy. Nie jakiś szokująco obrazoburczy, lecz po prostu… letni. Od razu przyznam się, że zestawienie to nie było

Czytaj więcej »

Fil de Soie L’Atelier Boheme

 . Dziś drugi z serii zapachów założonej przez młodą perfumiarkę Crystelle Darchicourt firmy L’Atelier Boheme. Założycielka i nos tego mało u nas znanego atelier perfumeryjnego

Czytaj więcej »