Sabbath of Senses

zmysłowe opowieści o perfumach

Beaufort London Pyroclasm

Dziś wciągam na maszt perfumy, które po raz kolejny hakują system.
Najpierw Crabtree przyzwyczaił nas do ognia, dymu i wytaplanych w smole nut zwierzęcych. Potem, kiedy wydawało nam się, że znamy jego estetykę, kopnął stołek i zrzucił nas z wyżyn naszego przekonania, że wiemy, czego się spodziewać. Chlustnął nam w twarz Fathomem V i patrzył jak świat łapie oddech.

Łapaliśmy! Usiłując poukładać sobie w głowie estetykę Beaufort London bredziliśmy coś o marynistycznych inspiracjach i „pewnej konsekwencji”.

I kiedy już… już złapaliśmy oddech i prawie równowagę… wchodzi ON.

Czytaj więcej »

Battito d’Ali Profumum Roma

. Czy słyszeliście kiedyś łopot anielskich skrzydeł? Czy ktokolwiek słyszał? Nie obawiajcie się – nie będę snuła rozważań angelologicznych; szczególnie, że teraz dane nam będzie

Czytaj więcej »

Noir de Noir Tom Ford

…po serii recenzji, w których siliłam się na umiar i delikatność. Wybór padł na zapach będący w założeniu mrokiem mrocznym – czarną czernią. Trochę miałam

Czytaj więcej »

Prezenty, prezenty!

 . Kochani, mam dziś urodziny. W związku z tym przygotowałam dla Was upominki. Już dawno wpadłam na to, że dawanie prezentów jest przyjemniejsze nawet, niż

Czytaj więcej »

Organza Indecence Givenchy

. Dawno, dawno temu, w czasach, kiedy wierzyłam w słowo pisane i potęgę autorytetów… Trochę przesadziłam. Jeszcze raz: W czasach kiedy zaczynałam swoją perfumeryjną przygodę,

Czytaj więcej »

Chene Serge Lutens

. Dziś bez wstępów i dziwnie. A co mi tam. 🙂 Wieczór pod rozłupanym dębem Wyobraźcie sobie dąb: drzewo potężne, ale nie zmurszałe, o smukłym

Czytaj więcej »