wtorek, 30 lipca 2013

Jeden flirt i w życiu jakby piękniej - Caligna l'Artisan Parfumeur


Dziś krótka opowieść o tym, że zapachy ładne i łatwe wcale nie sa na SoS niemile widziane. Bo przecież to nie uroda i "noszalność" dyskredytują Intense Cafe Montale, rzekomo oudowe Perfume Bond No.9 czy ogrodowe propozycje firmowane imieniem panicza Kiliana H.



Nie stało się nic?*


Caligna znaczy: flirt. I zapach rzeczywiście jest flirtem - zaczyna się niepoważnie: od słodkich, figowych uśmiechów ożywionych niejednoznacznie zielonym aromatem liści mandarynki i przybranych bukietem drobnych kwiatów jaśminu rodem wprost z opowieści o schadzkach w świetle księżyca. 

Akord romantyczny, lecz zarazem urzekająco lekki i komfortowo niezobowiązujący. 

czwartek, 25 lipca 2013

Cukier, słodkości i różne śliczności - Intense Cafe Montale


Nowości z Quality ciąg dalszy. Co prawda czeka na mnie kilka arcygenialnych zapachów zupełnie na polskim rynku nieznanych, co prawda kolejne świetne kompozycje Jovoy czekają na swoją porcję zachwytu, ale kawa w perfumach to pokusa, której oprzeć się nie potrafię.

Próbki tego zapachu wyglądałam z wielką niecierpliwością. Powinnam napisać, że bez wielkich nadziei, ale... Uczciwie pisząc: oczywiście liczyłam na to, że moja ostrożność okaże się przesadna.



Cukier, słodkości i różne śliczności
Oto składniki, które wybrano do stworzenia... 
idealnej miernoty *


Pomysł złożenia kawy z różą wydawał mi się bardzo interesujący... jeszcze niespełna rok temu, kiedy na rynek wchodziły Cafe Rose firmowane nazwiskiem Toma Forda. Teraz, po kilku miesiącach koncepcja nie powala, ale wciąż pozostaje chrapka na więcej kawy. I nadzieja na zauroczenie mimo wszystko, gdyż znajduję się aktualnie w szczytowej fazie różofilii. Tymczasem Intense Cafe od pierwszej chwili intensywnie mnie rozczarowały.

środa, 24 lipca 2013

Prywatna audiencja u diabła - Private Label Jovoy Paris


Ostatnie nowości Quality podniosły mi ciśnienie. Miałam w planach recenzje zupełnie innych perfum zupełnie innych marek, ale nie jestem w stanie oprzeć się temu, co dotarło do mnie wczoraj rano...



Ja jestem (...) 
Cząstką ciemności, co światło zrodziła*

 

Od pierwszego wdechu - z dystansu, jeszcze nim zbliżyłam nos do skóry - wiedziałam! Duża rzecz. Klasa. I nisza. Kompozycja bez śladu banału. Bez kompromisów.

Pierwszy akord jest gorzki, jak lekarstwo. Ożywczy jak absynt. Stymulujący jak trzask szpicruty. Odurzający jak woń ziół w pracowni Fausta. Trudny i urzekający zarazem.

wtorek, 23 lipca 2013

Duży zestaw próbek dla Obserwujących i wyniki losowania zestawu Ramon Molvizar


Zanim obwieszczę, kto został szczęśliwym właścicielem zestawu próbek perfum Ramon Molvizar podarowanego nam przez oficjalnego dystrybutora matki firmę Szmaragd i Diament, tradycyjnie już, odpalę kolejne rozdanie. Tym razem zestaw dla czytających:

13 oryginalnych, firmowych, nietestowanych próbek perfum, których recenzje ukazały się na Sabbath of Senses.


piątek, 19 lipca 2013

La Liturgie des Heures Jovoy Paris


Wczoraj Perfumeria Quality obwieściła, że wprowadza do swej oferty markę Jovoy Paris. Rewelacyjna nowina! Uczczę ją recenzją zapachu, który leży na samym wierzchu mojego stosiku perfum do zrecenzowania "na już". Od dobrych kilku tygodni, niestety.

La Liturgie des Heures, inaczej Officium Divinum to nic innego, jak liturgia godzin zwana też liturgią brewiarzową - modlitwa odprawiana przez Katolików siedem razy (przez Anglikan i Ewangelików tylko cztery razy) w ciągu dnia jako uzupełnienie Mszy Świętej. Cykl modlitewny, na który składają się: Wezwanie (Invitatorium), Godzina Czytań (Matutinum), Jutrznia (Laudes), Modlitwy w ciągu dnia (Tertia, Seksta i Nona)), Nieszpory (Vesperae) i Kompleta (Completorium) obowiązuje wyłącznie osoby, które przyjęły święcenia kapłańskie lub złożyły śluby zakonne. Pozostałym Katolikom odmawianie liturgii godzin jest gorąco zalecane. Warto wiedzieć.


Sakralne skojarzenia z La Liturgie des Heures są oczywiste i nieuniknione. W roku 2011, kiedy zapach debiutował na rynku, perfumeryjny świat miał już za sobą kontrowersje wokół Mszy o Północy (2000), Katedry w Avignon i Cerkwi w Zagorsku (2002) i Kardynała (2006) - szanowana i bynajmniej nie rewolucyjna dotychczas marka Jovoy Paris mogła więc bez obaw zaprezentować światu swoją wersję kościelnego kadzidła. Nota bene, wraz z La Liturgie des Heures do oferty wprowadzono między innymi zapachy o intrygujących i bynajmniej nie banalnych nazwach L’Enfant Terrible i Psychedelique.

La Liturgie des Heures jest schyłkową kompozycją kadzidlanego trendu. Kompletną i wyważoną. I mnie, jako kadzidłofila, raduje tak samo, jak każdy kolejny plon oudomanii. Bo dobrego nigdy za wiele. :)

Swoją drogą, czy wiecie, że marka Cire Trudon ma w swojej ofercie świecę zwąca się Spiritus Sancti?


czwartek, 18 lipca 2013

Oswajanie perfumeryjnego potwora i co z tego wynika - Iris Nazarena Aedes de Venustas


Dwa tygodnie temu opowiadałam Wam o Śpiewającym Rabarbarze i Świątyni Piękna, w której wyrósł. Dziś opowiem Wam o Irysie, który nie śpiewa.


Opisany w 1892 przez Eduarda Augusta von Regel Iris Bismarckiana, zwany potocznie irysem Nazarena to rzadka odmiana irysa rosnąca (podobno) wyłącznie w górach na wschód od Nazaretu - miasta, które w naszej kulturze miejsce ma znaczące. Fakt, że kwiat ten rośnie zarazem na wschód od dziesiątek innych miast i miasteczek nie ma znaczenia - lud nadał mu imię na pamiątkę tego jedynego...
Swoją drogą, nie dziwi mnie fakt, że oficjalna nazwa upamiętniająca nazwisko (niewinnego, ale jednak) kanclerza Niemieckiej Rzeszy nie przyjęła się zbyt dobrze w Izraelu.

Imieniem tego niezwykłego kwiatu o blado - popielistym kielichu ochrzcił swoją kompozycję, pracujacy dla duetu Bradl & Gerstner, perfumiarz Ralf Schwieger. W nutach znajdziemy oczywiście irysa i Iris Nazarena rzeczywiście irysem pachnie. Rzecz w tym, że nie irysem Nazarena.

Dlaczego?

City Exclusives Le Labo światowo we wrześniu


Za Kubą z forum O perfumach podaję informację, którą ja osobiście uważam za świetną.

City Exclusives Le Labo to nie lada gratka dla miłośników perfumeryjnej niszy. Świetne, wyraziste kompozycje i drastycznie, irytująco wręcz ograniczona dostępność. Dla niezirytowanych, bo nieświadomych dziwnej polityki marki, wyjaśnienie w TEJ notce.


Dobra nowina jest taka, że od kilku lat Le Labo wprowadza swoje "miejskie" perfumy do normalnej, światowej dystrybucji na jeden miesiąc. I w tym roku także to zrobi.
Miesiącem tym będzie wrzesień (nie listopad, jak drzewiej bywało).

City Exclusives dostępne będą we wszystkich stacjonarnych i wirtualnych punktach dystrybucji perfum Le Labo. W tym na Luckyscent i, oczywiście, na stronie firmowej www.lelabofragrances.com.
Zamówienia na próbki można składać od sierpnia.

środa, 17 lipca 2013

Najpiękniejsze pustynie świata - Guerlain Les Déserts d'Orient część 3. Songe d'un Bois d'Ete


Ostatni obraz orientalnego tryptyku Guerlain jest zarazem moim ulubionym. Pieśn Letniego Lasu - czyż mogłam się jej oprzeć?


Przyjdzie las: zielony obłok
i brzozy pień jak struna światła*


Pieśń drzew to od pierwszych nut tony, które lubię. Szafran, kardamon, cedr na pierwszym planie; laur, nuty żywiczne i oud wychodzące z cienia już po kilku minutach. Jaśmin brzmi gdzieś w tle uzupełniony nutką neroli i wyczuwalny jest jedynie pośrednio, jako niezwykłe zmiękczenie głównego akordu, ślad kremowości, tchnienie łagodności.

Otwarcie jest piękne. Ale to tylko wstęp do opowieści... 

wtorek, 16 lipca 2013

Najpiękniejsze pustynie świata - Guerlain Les Déserts d'Orient część 2. Rose Nacree du Desert


Drugi zapach z orientalnej serii Guerlain opowiada o róży. Bo czyż możliwe jest skompletowanie olfaktorycznego "Śpiewnika Orientu" bez pieśni o róży?


Róża nie z tego świata


Otwarcie: róża, szafran, oud. Klasyka. By nie rzec - banał.

Jest to jednak róża głęboka, drapieżna, mroczna, ciężka jak kamień. Szafran złocisty, upojnie bogaty, słodki wręcz. Oud czarny jak źrenica oka. 

poniedziałek, 15 lipca 2013

Oud budżetowo czyli aneks do aneksu do aneksu aneksu...


 

Po tym, jak na Fecebooku udostępniłam to zdjęcie, zaczęliśmy rozważania nad tym, jak bardzo niska półka (niska półka to nie określenie obraźliwe, tylko techniczne i dotyczy produktów o niewysokich cenach) sięgnie po oud. No i mamy... Niespodziankę. *.*

Trzy nowe destynacje The Scent of Departure


Projektowi The Scent of Departure kibicuję od czasów, gdy był jeszcze tylko projektem. Lubię takie "fikuśne" pomysły. Z radością przyjęłam więc wiadomość od polskiego dystrybutora The Scent of Departure, który poinformował mnie, że do oferty TSoD dołączają trzy nowe kompozycje - destynacje: Amsterdam, Berlin i Rzym.


Ostatnio w sieci pojawiły się piramidy nut wszystkich kompozycji.

niedziela, 14 lipca 2013

Najpiękniejsze pustynie świata - Guerlain Les Déserts d'Orient część 1. Encens Mythique D'Orient


Pamiętacie majowy "Przegląd perfum z nutą oud" i szybki "Aneks z proszkiem", który zawdzięczamy Forevermore79 z O Perfumach? Wspominałam wówczas o orientalnych perfumach Les Déserts d'Orient marki Guerlain i o tym, że dwie z trzech kompozycji tej serii zawierają oud.

Kiedy na Allegro pojawiły się firmowe próbki zapachów z serii Les Déserts d'Orient, nie zastanawiałam się czy kupić, tylko ile. Dziś opowiem Wam, czy... Oj, no kurczę... Oczywiście, że było warto!

Mini cykl orientalnych opowieści inspirowanych kompozycjami Thierry'ego Wassera uważam za otwarty!


Mit o kobiecości


Otwierające zapach złożenie aldehydów z kadzidłem jest... genialne. Wytrawne, przestrzenne, nowoczesne. I nieskazitelnie eleganckie zarazem.

Po chwili, jak to zwykle w perfumach bywa, kompozycja zaczyna wypełniać się, komplikować, zaokrąglać. Zaczynamy dostrzegać detale: wytrawny, szorstki jak złote opiłki szafran, miękkie neroli i najpiękniejszy na świecie mech... Mech mszysty, szlachetny, ciemny, drzewno - leśny, szyprowy... Mech, który daje tej nowoczesnej w sumie kompozycji, ten szczególny, klasyczny, guerlainowski sznyt.

A gdzie orient?

sobota, 13 lipca 2013

Recenzje gościnne - Weronika o Mistral Patchouli Atelier Cologne


Wracają recenzje zwycięzców rozdań. Wracają w pięknym stylu: nastrojową i rzetelną recenzją Weroniki, gospodyni urokliwego i pachnącego bloga Imperfect Stranger's Boudoir, do odwiedzania którego Was w Jej imieniu serdecznie zapraszam.


Mistral Patchouli
Atelier Cologne

 

Kiedyś nie przepadałam za paczulą w perfumach. W kontakcie z moją skórą niemal zawsze upodabniała się ona do zapachu wilgotnej, zatęchłej piwnicy, która skrywa w sobie mroczne tajemnice (albo przynajmniej wór z masą podgniłych już ziemniaków), dlatego zawsze starałam się unikać kompozycji, w których paczula zaznacza swoją obecność zbyt mocno. Swego czasu trafiłam na dobrze wszystkim znaną Maresciallę – wiedziałam, czego mogę się po niej spodziewać, jednak historia, jaką osnuty jest ten zapach oraz odrobina zbyt bogatej wyobraźni sprawiły, że w końcu próbka znalazła się w moich rękach i… przepadłam.
Nie wiem czy to „wina” tych perfum, czy po prostu zbieg okoliczności sprawił, że od tego czasu zaczęłam spoglądać na paczulę bardziej łaskawym okiem. Nie stała się moją ulubioną nutą, ale też nie raziła tak jak wcześniej.


piątek, 12 lipca 2013

Nowa seria Blood Concept - Black Series


Wydawało się, że po wypuszczeniu na rynek wszystkich czterech grup krwi i plazmy, czyli osocza krwi, marka Blood Concept znajdzie się w ślepym zaułku. Na odkrycie kolejnych grup krwi raczej nie ma co liczyć, inne płyny ustrojowe mają już swoje perfumy (o czym szerzej w tym artykule), tworzenie perfum z uwzględnieniem antygenu D wymagałoby podziału dotychczas istniejących kompozycji... Cóż począć?

Ano, stworzyć perfumy dla tych samych grup, tylko nazwać je inaczej.


  • Grupa 0 to najbardziej pierwotna z grup krwi (wyjaśnienie tu), stwórzmy więc perfumy opiewające pierwotne instynkty, swego rodzaju zapachowy kod dla "natur pierwotnych": The Animal Identity.
  • Grupa A to rolnicy i zbieracze z naturalnymi predyspozycjami do wegetarianizmu, stwórzmy więc dla nich zapach zielony : The Green Identity.
  • Grupa B to koczownicy, mamy więc gotowy plan: The Nomadic Identity.
  • AB, jako najmłodszej genealogicznie z grup krwi przyporządkujmy zapach nowoczesny, techniczny, mineralny: The Mineral Identity.  

Nie zaszkodzi dodanie "pojechanych" opisów i czerni w nazwie. To zawsze działa.

Ferrari Leather Essence już wkrótce


Po bardzo dobrym Essence Oud,  Ferrari kontynuuje kuszenie nas ekskluzywnymi nutami.
Na rynek wchodzi właśnie kolejny zapach butikowej serii marki: Ferrari Leather Essence.

 

Z reklamowego bełkotu, którym raczą nas marketingowcy marki wywnioskować można, że kompozycja będzie wyrazista i dość niszowa. Głównymi akcentowanymi nutami są czarna skóra i ambra. I mają one być "raw" czyli surowe, naturalistyczne.

czwartek, 11 lipca 2013

Młot na malkontentów - Mystic Oud Historiae


Podobno lato nie sprzyja oudom. Lato to pora hegemonii cytrusów i nut wodnych. Podobno...
Ja jednak nie zamierzam dać się zwieść propagandzie. Przecież oud to "zapach Arabii". A w Arabii jest ciepło.

Wychodząc z założenia, że dla pięknych perfum każda pora jest dobra, zapraszam Was do poznania kolejnego oudu. Tym razem marki, która dotychczas specjalizowała się w kompozycjach dedykowanych postaciom historycznym, nie składnikom perfumeryjnym. Jednak to rynek dyktuje warunki, a rynek domaga się oudów. To moda granicząca z obłędem. Swojego agarowca musi mieć każda szanująca się marka. I mnie, mili Państwo, zupełnie to nie przeszkadza. :)

Trochę żałuję, że nie poświęciłam dotychczas więcej uwagi zapachom Historiae. Uwielbiam opisywać perfumy programowo wyposażone w opowieść. Postaci historyczne to zwykle opowieści przez wielkie O. Zachowawcze i dość niemrawe Violette Imperiale recenzowałam dla opowieści i kontrowersji. Ale Mystic Oud opiszę dla zapachu.



Olfaktoryczna mozaika ułożona przez mistrza


Otwarcie mnie zadziwiło bardziej, niż zauroczyło. Pierwsze oddechy to cztery nuty połączone ze sobą w sposób bardzo oryginalny, odkrywczy wręcz. Ale czy ładny?

Po pierwsze - check - jest oud.
Po drugie - check - jest róża. I piwonia.
Po trzecie - check - są cytrusy. Różniste.
Po czwarte zaś wszystko to doprawione zostało akordem aldehydowym utkanym wokół aldehydu C-12 (osoby, które były na warsztatach znają jego charakterystyczny, archetypiczny wręcz zapach).

Wyniki losowania zestawów Reminiscence i set próbek Ramon Molvizar w puli kolejnego



Zgodnie z obietnicą daną na Facebooku, obwieszczę dziś listę szczęśliwców, którzy będą mogli zapoznać się z perfumami Reminiscence Paris. Najpierw jednak kolejna niespodzianka.

Ponieważ zainteresowanie zapachami ekskluzywnej marki Ramon Molvizar nie słabnie (i słusznie!), mam dla Was kolejny set próbek zapachów stworzonych przez perfumiarza Ramona Bejara.


Przesłane przez dystrybutora marki na Polskę - firmę Szmaragd i Diament próbki to duże (3 ml) fabryczne atomizerki pakowane w pudełeczka i wyglądające jak na zdjęciu powyżej. Daję Wam słowo - jest o co walczyć. Próbki marki Ramon Molvizar to cenne kąski.

niedziela, 7 lipca 2013

Fotorelacja z Warsztatów Zapachowych zorganizowanych przez Perfumerię Oryginały.com



Przyznaję się, że brak relacji z warsztatów perfumeryjnych, które odbyły się w kwietniu tylko początkowo wynikał z zapomnienia. Po pewnym czasie zaczęłam mieć wątpliwości, czy warto do tematu wracać - zwykle nie pisałam o takich wydarzeniach, bo nie miałam pewności, czy Was to zainteresuje.

Tymczasem razem z życzeniami z okazji pięciolecia bloga dostałam też na maila kilka zapytań o relację z warsztatów i o kolejne edycje. Wobec powyższego po pierwsze wiem, że jest ktoś, kto czekał (bardzo mi miło), po drugie mam motywację do tego, by kolejne edycje ogłosić.

 

Mam wielkie szczęście, że nie muszę sama relacjonować samego spotkania. Karina z Perfumerii Kochalscy i Pirath z Perfumomanii napisali piękne relacje, których lekturę po prostu Wam zaproponuję.

Relacja Piratha na blogu Perfumomania, który polecam od początku jego istnienia i nie zamierzam przestać :)



Ze swojej strony dodam tylko, że były to pierwsze tak krótkie warsztaty, jakie prowadziłam. Usiłowałam jakoś zmieścić ten ogrom wiedzy w trzech godzinach i chyba mi się udało, ale czasu na dyskusję i integrację trochę nam brakło. Następnym razem zaczniemy wcześniej, zamówimy więcej kawy i znajdziemy więcej czasu na rozmowę.


piątek, 5 lipca 2013

Dlaczego rabarbar śpiewa? - Aedes de Venustas Signature


Pora wyznać to otwarcie: lubię rabarbar. Jeśli perfumy pachną rabarbarem, spore są szanse na to, że mi się spodobają. Aedes de Venustas podobają mi się jednak inaczej, niż inne perfumy z nutą rabarbaru. Ze względu na przewrotny koncept, który daje mi sporo radości.

Ciekawa jest historia tej kompozycji. Nie porywająca, ale warta słów kilku.

 

Aedes de Venustas (Świątynia Piękna) to, założony w 1995 roku przez Karla Bradla i Roberta Gerstnera, ekskluzywny nowojorski butik  mieszczący się w Greenwich Village i oferujący " Cosmetics & Beauty Supply" - kosmetyki i artykuły służące do pielęgnacji urody po wysokich cenach. Wedle kategorii przewodnikowych, $$$ w skali od $ do $$$$.

W roku 2004 właściciele butiku poprosili współpracującego z l'Artisan Parfumeur Bertranda Duchaufoura (tak, TEGO Bertranda Duchaufoura) o stworzenie kompozycji zapachowej mającej stać się wizytówką marki i sklepu. Na forum Basenotes pojawiły się kiedyś plotki, że podobno Duchaufour nie zorientował się, że komponuje odświeżacz powietrza. Czy elegancko mówiąc: perfumy do wnętrz. Taki jednak był pierwszy zamysł klientów i taka też była pierwsza postać kadzidlanej kompozycji zapachowej zwanej Aedes de Venustas. 

Zapach młodego wiatru - Skiron S4P


Dziś opowieść o czwartym z wiatrów - przewrotna nieco, niezgodna z intencją Twórców i nazwą. Ale niezgodna w sposób, który powinien się Wam spodobać. Bo czyż nie lepiej zamiast pełnego złości starca spotkać zadumanego młodzieńca?


Młody był, bogiem był...
Wolny tak *


Skiron był synem Astrajosa i Eos. Dzieckiem tytanów, które nigdy dzieckiem nie było. W mitologii i sztuce pojawił się od razu jako człek dojrzały, by nie rzec stary. To samo przytrafiło się także jego braciom: Boreaszowi, Eurosowi i Kajkiaszowi. Choć... Boreaszowi nie. Ten wyczyniał takie sztuki, że musiał być młody. Przynajmniej przez jakiś czas.

czwartek, 4 lipca 2013

Banalny drapieżnik - Sharky S4P


Nazwa budzi wielkie nadzieje: Sharky to jeden z pustynnych, marokańskich wiatrów. Pustynia i Maroko w perfumach mają już swoistą renomę. :)
Wiejący ze wschodu lub południowego wschodu Sharky to jeden z wietrznych cichych zabójców - latem przynosi morderczy upał, zimą równie morderczy ziąb. Mnie dziś przyniósł rozczarowanie.


Tak od lat, tak od lat...*


Pierwsze akordy tej wietrznej opowiastki są po prostu przyjemne. Ładny, perfumeryjny akord kwiatowy doprawiony subtelnie słodkim, świeżym akcentem owocowym. Bardzo ładnie. I bardzo nijako, uczciwie pisząc. Nie tego oczekiwałam.

Na plus Sharky'emy policzyć można po pierwsze to, że róża nie pożarła bzu, po drugie zaś to, że... jest ładny. :)
Minusem jest wszystko inne. Brak charakteru i brak jakiegokolwiek związku z tytułem będą moimi podstawowymi zarzutami. Ale w sumie, cóż to za zarzuty? Że za ładnie? I że zbyt przyjemnie?

środa, 3 lipca 2013

Przegapiony jubileusz czyli 5 lat minęło jak jeden dzień i importowana zabawa blogowa


Nie pamiętam już, przy jakiej okazji pisałam, że nie przywiązuję wielkiej wagi do rocznic, jubileuszów i świąt i zwykle o nich zapominam. Zdarzyło mi się kiedyś odebrać telefon z życzeniami, grzecznie złożyć życzenia wzajemne, po czym dowiedzieć się, że właśnie mam urodziny. :)

Czemu o tym piszę?

Pirath to człowiek, który w ciągu dwóch lat znajomości stał mi się bliski nie tylko w sposób, w jaki bliscy nam są ludzie dzielący nasze pasje. Dobry, mądry, życzliwy ponad wszelką ludzką miarę. A poza tym po prostu fantastyczny rozmówca, kompan i kumpel. A może nawet przyjaciel... Jak sam napisał (i czym mnie szczerze wzruszył).

Piracie, dziękuję! Za piękną "laurkę" na Perfumomanii i za wszystko inne.


Nie jestem mistrzem w świętowaniu rocznic. Nigdy nie specjalizowałam się w jubileuszowych notkach, nie bardzo więc wiem, co odkrywczego mogłabym z tej okazji napisać.

Tak - uwielbiam pisać o perfumach. Dzielić się tym, co mnie cieszy i porusza. Uwielbiam snuć opowieści i malować olfaktoryczne obrazki. Ale najważniejszą radością, jaką mam z blogowania jesteście Wy - każdy komentarz, każda opinia, każde miłe słowo, każdy obserwator, którego widzę na panelu - cieszą mnie niezmiernie i dają nie tylko poczucie akceptacji tego, co robię, ale też swoiste poczucie wspólnoty.

Bez Was Sabbath of Senses nie byłoby takie, jakie jest. Dyskusje pod postami, Wasze opowieści, doświadczenia, opinie - to właśnie daje blogowi życie. Dziękuję Wam za te pięć lat. Za to, że ze mną jesteście.

wtorek, 2 lipca 2013

Wiatr, który przynosi wyłącznie dobre rzeczy - Laawan S4P


Będzie wietrznie.

Drugi zapach marki S4P to mój niespodziewany ulubieniec. Czemu niespodziewany? Bo kwiatki. A jednak!


Spokój wśród pól*


Laawan znaczy po arabsku "pomocnik". Imię to otrzymał od Arabów ciepły zachodni wiatr ułatwiający suszenie plonów podczas żniw. Spokojny, łagodny, przewidywalny. Wiatr oswojony.

Natomiast kompozycja ochrzczona tym miłym imieniem prezentuje się znacznie bardziej niszowo, niż opisywany wczoraj Aurisse.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Tajemniczy skrót S4P i pierwszy wiatr... Aurisse S4P


Dziś na SoS kolejna mało znana marka, która debiutowała w ubiegłym roku. Tym razem jednak mam dobre wiadomości: perfumy S4P czyli Science for Peace nie tylko są od pewnego czasu dostępne na polskim rynku, ale także można zamawiać próbki przez internet. W perfumerii Ambrozja, o której pisałam niedawno przy okazji rozdania próbek nu_be.

Chcecie poczytać o tym, co tam nauka dla pokoju zrobiła perfumeryjnie?

 

Po pierwsze wyjaśnię nazwę.
Science for Peace (Nauka na rzecz Pokoju) to międzynarodowa organizacja zrzeszająca ludzi nauki wszelkich dziedzin, której celem jest uświadamianie ludziom konieczności podejmowania działań na rzecz pokoju, ochrony środowiska naturalnego i wyrównywania różnic społecznych i ekonomicznych. Dlaczego nauka? Dlatego, że wiedza jest najprostszą drogą ku odpowiedzialności społecznej. Edukacja to sposób na tworzenie społeczeństw obywatelskich - nie tylko odpowiedzialnych za środowisko naturalne i ludzkość, ale także trudnych do zindoktrynowania i zmanipulowania.

Jaki związek ma to z perfumami, zapytacie? Ano taki, że 10% dochodu ze sprzedaży perfum S4P przeznaczanych jest na wsparcie działań tej właśnie organizacji.

Huston, czy mamy problem? Owczy pęd na Bloglovin


Chyba przegapiłam kolejny blogerski atak paniki. :)

Na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie spał spokojnie uprzedzam: obserwatorzy nie znikną z blogspotowych blogów. Nadal będzie można cieszyć się zarówno obserwowaniem interesujących blogów, jak i faktem, że naszą blogerską robotę obserwują i doceniają inni.

Mimo to, z premedytacją i świadomie podążyłam za stadem. Tematyka mojego bloga jest tak niszowa, że każdy nowy czytelnik raduje mnie podwójnie.

Jest jednak coś, co mnie zdziwiło. Przyznałam się do bloga pod adresem sabbathofsenses.com: KLIK oraz pod pierwotnym adresem sabbathofsenses.blogspot.com: KLIK. Tymczasem na bloglovin znalazłam blog Sabbath of Senses z adresem sabbathofsenses.blogspot.se, który to adres w ogóle nic mi nie mówi: KLIK. I ten ostatni ma 65 obserwatorów.
Czy ktoś mądrzejszy może mi tę sytuację wyjaśnić i ewentualnie udzielić jakiejś rady, co z tym począć? I czy w ogóle cokolwiek poczynać?
Będę zobowiązana.

Na razie nie mam pojęcia, co z Bloglovinem robić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...