Przedziwny finał serii - Cuir Purely Orient Ajmal i cenny prezent dla Was

Mam trzy różne sposoby podchodzenia do cyklicznych recenzji obejmujących markę albo linię perfum.

Pierwsza jest oczywista: jadę alfabetycznie.
Druga jest oczywista: idę po kolei.
Trzecia jest oczywista: zaczynam od najsłabszych, a mocne akcenty zostawiam na koniec.

Cykl recenzji dziewięciu kompozycji z kolekcji Purely Orient od Ajmal pisałam wedle... wszystkich trzech metod na raz.

Zaczęłam od kompozycji utkanej wokół najmniej ulubionej z nut wiodących i kompozycja ta wcale nie okazała się słaba. 😅 Zmieniłam więc taktykę i sięgnęłam po Cashmere Wood na C, bo Ambry nie miałam, więc alfabet się posypał. Ostatecznie najnowsza premiera poszła jako przedostatnia, a kompozycję, która zrobiła na mnie największe wrażenie zostawiłam sobie na finał. Czyli na dziś.


Cuir to rzeczywiście Prawdziwy Orient. Złożony, bogaty, wielowymiarowy. I wyjątkowy - nawet na tle tej niesamowitej serii.

Jeśli czytaliście poprzednie recenzje, to zapewne macie już w głowie ułożony obraz tego, co się w tej kolekcji dzieje. Dominują skórzaste, gęste, animalne oudy. Kompozycje typu Amber czy Vetiver stanowią interludy, antrakty tej mrocznej, orientalnej opowieści.
Cuir nie jest ani jednym, ani drugim. Nie należy do głównego nurtu tej malowanej zapachem opowieści o Bliskim Wschodzie, ale też nie jest poza nią. Jest jak w baśni o mądrej córce wieśniaka: w trakcie i poza traktem, w świetle i ciemności.

Cuir są ciężkie jak głaz i przestrzenne jak dym. Miękkie jak kwiat i szorstkie jak niewyprawiona skóra. Czarne jak oud i - pod tą smolistą czernią - jasne jak marcepan.

Zdjęcie z Fragrantiki. Też wpadli na tę czerń i skórę. Nie jestem zdziwiona.


Pierwszy akord to pięknie kremowe, blade nuty kwiatowe tonące w agarze. Animalnym, tłustym, na wskroś indolowym. Zestawionym z zaskakująco przestrzenną nutą dymną brzmiącą jak palona szałwia - srebrzyście.

Zapach jest niejednoznaczny, niepokojący, słodko - gorzki. Niemożliwy do chwycenia w ładne, krągłe zdanie. Bo wydarza się w nim chyba wszystko, co może wydarzyć się w orientalnych perfumach. Powoli, szeptem, lecz porażająco intensywnie.


Akord kwiatowy jest miękki, kremowy i słodki i gorzki. Nuty animalne układają się na ciele trzeszcząc jak nowa, wyprawiona skóra. Szorstki akord przyprawowy romansuje z kamforowym, anyżowym piżmem. Niespodziewanym, zmieniającym odbiór zapachu akcentem jest nuta gorzkich migdałów, która w połączeniu z nietypowym, tłustym akordem ambrowym daje efekt przypominający marcepan. Taki bardzo wytrawny, cierpki wręcz, niszowy.

Oplatający ten niezwykły bukiet woni akcent kadzidlany daje kompozycji dodatkowy wymiar.
Jak gdyby przedziwne, obłędne bogactwo nut opisane akapit wyżej wymagało jeszcze jakichkolwiek dodatkowych wymiarów!


Ułożona na skórze Skóra pięknie splata się z chemią - układa się dość "nisko", jak na perfumy z tej, obłędnie ekspansywnej, kolekcji, lecz zarazem brzmi wielowymiarowo, butnie, niebanalnie. 

Niebezpiecznie.



Po kilku godzinach zapach ewoluuje w cudnie niejednoznaczny blend brudnego, skórzastego, animalnego oudu i bladych, kremowych kwiatów pomarańczy. Posypany srebrnym popiołem.

Po kolejnych kilku godzinach skórę wypiera piżmo. Szare, szorstkie jak futro wilka. Stanowiące świetny kontrast dla tłustego akordu oudowego dokremowanego kwiatami.

Po kolejnych godzinach zostaje z nami dziwnie satysfakcjonujący olfaktoryczny powidok łączący animalny zadzior z sezamowym zapachem rozespanego ludzkiego ciała. Ślad woni zostaje na skórze przez wiele dni - cichy i niepokojący jak uśmiech kota z Cheshire.


Cuir to perfumy dziwne. Niebanalne. Nieopisywalne. Przynajmniej nie w kilku gładkich zdaniach.

Perfumy które stają się, dzieją się, nawarstwiają z każdą godziną spędzoną na skórze.
Perfumy niełatwe i kontrowersyjne. Wywołujące reakcje otoczenia, a czasem reakcje otoczenia. 😲

Perfumy, które każdy, kto ma okazję powąchać - powinien powąchać; choć jestem absolutnie świadoma tego, że wcale nie każdego zachwycą. Ale przecież o to chodzi!


Data premiery: 2019
Projekcja: wyrazista, ale jak na tę serię NIE rekordowa
Trwałość: obłędna. W sensie... serio, to nie są godziny, tylko doby

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: kwiat tiare, kwiat pomarańczy, wiciokrzew
Nuty serca: skóra, oud
Nuty bazy: piżmo, oud


Prezent na koniec serii

I na koniec wspaniała niespodzianka od Sense Dubai - perfumerii prawdziwie orientalnej.

Mamy dla Was wspaniały zestaw próbek perfum serii Purely Orient Ajmal.
10 bardzo interesujących orientalnych kompozycji w (mili)litrażu wystarczającym na naprawdę porządne testy.


W skład zestawu wchodzą:

 Wartość zestawu to 404 zł. Jeśli liczymy w złotówkach. W emocjach i frajdzie - jest bezcenny!

Co trzeba zrobić?
 

Wystarczy skomentować ten post i w komentarzu napisać, które perfumy z serii Purely Orient Ajmal kuszą Was najbardziej i dlaczego akurat te.

Zabawa jest szybka i trwa do wtorku włącznie. Czyli do północy z 15 na 16 września.

Jeśli polubicie fanpage Sense Dubai i Sabbath of Senses na Facebooku - będzie nam miło.
Jeśli zechcecie podzielić się ze znajomymi którąś z recenzji - też będzie nam miło.

Przede wszystkim jest nam jednak miło obdarować Was tym niesamowitym zestawem. :)


------------------
Gify z filmów (przedstawiam dla porządku tylko)"
"Piraci z Karaibów"
"Alicja w krainie czarów"

Komentarze

  1. Och, och! Jakże Ty pięknie piszesz o zapachach. Aż chciałoby się zanurzyć w nich twarz, zapomnieć się na chwilę i poprzeżywać tylko ten zapach właśnie. Ta seria wyjątkowo przypadła mi do gustu z opisu i ciężko wybrać tylko jeden zapach, ale jako że uwielbiam wszystko, co nie trzyma się utartych zasad, powiem, że najbardziej przemawia do mnie PATCHOULI - PURELY ORIENT AJMAL <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastyczny wybór. W sensie... chyba udało mi się przekazać zachwyt, bo i mnie ta paczula zachwyciła.
      Miłego dnia!

      Usuń
  2. Och, och! Jakże Ty pięknie piszesz o zapachach. Aż chciałoby się zanurzyć w nich twarz, zapomnieć się na chwilę i poprzeżywać tylko ten zapach właśnie. Ta seria wyjątkowo przypadła mi do gustu z opisu i ciężko wybrać tylko jeden zapach, ale jako że uwielbiam wszystko, co nie trzyma się utartych zasad, powiem, że najbardziej przemawia do mnie PATCHOULI - PURELY ORIENT AJMAL <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cuir! Twój opis jest niesamowity i taki kuszący - skóra na skórze... Ale z drugiej strony inne też brzmiały niesamowicie :) Wniosek jest jeden: kuszą mnie wszystkie i bardzo chciałabym popró(b)kować ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cuir! Twój opis jest niesamowity i taki kuszący - skóra na skórze... Ale z drugiej strony inne też brzmiały niesamowicie :) Wniosek jest jeden: kuszą mnie wszystkie i bardzo chciałabym poprób(k)ować ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam czytać Twoje opisy perfum! A z tej kolekcji zainteresował mnie najbardziej Saffron, ale Cuir idzie z nim łeb w łeb!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak naprawdę to chciałabym poznać wszystkie - ale najbardziej CASHMERE WOOD. Gust mi trochę wariuje i z fazy poszukiwań oudów i ambro-żywico-kadzideł nie wiem w jaki sposób przeszłam do poszukiwań perfum po prostu "ładnych". Albo nie - nie tak zwyczajnie ładnych, tylko - pachnących jak perfumy, a nie smar do podkładów kolejowych. Miękki kaszmirowy sweterek w postaci perfum to jest to, co mnie teraz bardzo kusi:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sabbath! Przy Twoich recenzjach trudno wybrać ten jedyny najpiękniejszy zapach.Paczula ,myślałam,że moje dopóki nie pojawił się dzisiejszy wpis Cuir bardzo chcę poznać!

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem te opisy są ładniejsze od zapachów ;)
    Mnie najbardziej kusi Patchouli, bo paczula jest w ogóle moim ukochanym zapachem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cuir 🤎 takiego dziwaka to ja chyba jeszcze nie miałam, lubię takie nieoczywiste nuty zapachowe i lubię nimi "męczyć" otoczeniem. Po Twojej kolejnej niebanalnej recenzji chyba się szarpnę na próbkę za te kilkanaście dukatów 😁

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak myślę, że Włóczykij jest mi najbliższy, choć ten Cuir brzmi interesująco (no, chyba że tam gdzieś ućkali wanilię, to nie ;-)).
    Ale chyba Vetiver najbardziej, znaczy Włóczykij. Tak.
    Zaraz się polezę włóczyć, zachód słońca oglądać i takie tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie Włóczykija Ci i tak wyślę. Jakby los nie był łaskawy.

      Usuń
  11. Incense - chciałabym zrobić kolejne podejście do mchu, w Nomade mnie zaskoczył, bo nie byłam na niego gotowa. Może inaczej byłoby, gdybym była przygotowana na samotny spacer w lesie?

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdecydowanie Cuir - ocenę każdej serii zaczynam od najciemniejszego flakonu. W ten sposób trafiłem na Black Afgano, Norne czy Burning Barbershop.

    OdpowiedzUsuń
  13. Cuir, bo zbliża się jesień, a jak jesień, to zejście do świata podziemi, gdzie wyłącza się rozum, a zaczynają działać zmysły i podświadomość. Można zejść pod skórę swojego ciała, przebić skórę duszy, naruszyć tkankę zwykłego świata. Gdzie można spotkać się z tym czego najbardziej się pragnie i tym, czego najbardziej się boi i zobaczyć, że czasem wychodzi się z tego doświadczenia spełnionym po spotkaniu z przerażeniem, a zrealizowanie marzenia okazuje się największym koszmarem.
    A Twój opis obiecuje, że te Cuir Purely Orient Jamal będą idealnym kompanem do tej podróży. Nie pozwolą uciec zanim nie zacznie się prawdziwa przygoda. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wybieram Santal jako ten jedyny, brzmi jak zapach idealny na jesień, ciepły, miękki i otulający. Od dawna marzę by poznać wschodnie perfumy, może być to początek wspamniałej olfaktorycznej przygody, szczególnie gdy z realnymi podróżami ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pięknie opisujesz ,za pięknie ,bo już mi chciejstwa mruczą do ucha. Chyba chciałabym Musc. Ale jeszcze nie jestem pewna.

    OdpowiedzUsuń
  16. Żałuję tylko że opisy nie pachną ;) ale jest tu tyle szczegółów że zdecydowanie pobudza ciekawość.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wybrałabym Cuir, bo to opowieść, jakiej mi potrzeba. Nie wszystko, co miłe jest piękne i nie każde piękno jest miłe. Taki jest z Twojego opisu jest Cuir.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cóż, marzeniem byłoby przetestować wszystkie, szczególnie, że opisane są tak niepokojąco pięknie, intrygująco, kusząco. Jeszcze piękniej byłoby, gdyby zapachy były takie, jak opisujące go słowa... bo niektóre zapachy są piękne w trudny i nieoczywisty sposób. I może dlatego, że w kolekcji Purely Orient Collection "odstają", z wrodzonej przekory, ciut przewrotnie wybieram AMBER. A jak pomyślę, że jest nieco wyobcowany, to jeszcze bardziej chcę go utulić...

    OdpowiedzUsuń
  19. Musc, ponieważ jest tam mocno owocowo - a jeden mocno owocowy zapach od Ajmal już mam (Teenz) i tam arbuz klei mi się z orientem idealnie :) Może więc z duetem jabłko+truskawka byłoby podobnie?

    OdpowiedzUsuń
  20. Po lekturze twoich baśniowych opisów chyba najbardziej zainteresowały mnie Santal i Patchouli. Tak naprawdę to nie mogę się zdecydować... Chyba tylko Musc niespecjalnie do mnie nie przemawia, a cała reszta brzmi zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja to chyba z racji tego że wielbię paczulę to kuszą mnie właśnie Patchouli. Kuszą ale tez trochę onieśmielają , bo zwyczajnie nie wiem czy uniosę szyprową paczulę od Ajmal. Ciekawi i intryguje mnie paczula z bogactwem przypraw, gałki muszkatołowej, kardamonu - aż fizycznie czuję to ciepło i balsamiczność :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kusi mnie wszystko czego nie znam :) piękne opisy i TE ilustracje 🙂

    OdpowiedzUsuń
  23. Kusi mnie wszystko czego nie znam :) piękne opisy i TE ilustracje 🙂

    OdpowiedzUsuń
  24. Paczula, zdecydowanie. Kocham paczulę, pragnę, czcze. Zbieram perfumy o paczulowej nucie, pokazujące, ile można z niej wykrzesać. Mam paczulowe perfumy w olejku, które pachną jak wilgotna piwnica. Mam sucha, pylistą paczulę z Patchouli Noir. Mam masło do ciała o zapachu paczuli, żeby jeszcze przed snem moc wytarzać się w jej aromacie. Mam wreszcie mała roslinke-paczulke, uprawiam ja sobie od maja w doniczce na parapecie. Niby taka niepozorna, a moc w niej olbrzymia.

    Tak więc wybór moze być tylko jeden:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wszystkie opisy są żywe i kuszące, alre gdybym miała wybrać jeden zapach byłby to Cuir. Uwielbiam zapachy potężne i niezwykłe, lubię oud i skórę, podoba mi się połączenie nut kwiatowych z mrokiem.

    OdpowiedzUsuń
  26. A ja bym chciala poznac incense czy wart jest sam siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Byłam pewna, ze będzie to Incense, lecz o dziwo po Twoich recenzjach zdecydowanie CUIR, dym, czerń, mrok wszystko co tygryski lubią najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  28. A można nie wybierać jednego tylko? ;) Bo Wloczykij brzmi świetnie, wetywerię kocham jeszcze z czasów, gdy byłam przekonana, że to "meska" nuta i niezwykle nad tym bolałam... Jednocześnie i Saffron brzmi jak dla mnie - bardzo lubię to zarówno jako przyprawę (mam malusieńki słoiczek z jego nitkami w szafie :)), jak i jako nutę w perfumach. Ale i bezpiecznym Cashmirem też bym się otuliła ;)
    Cuir - po opisie fascynuje, ale i przeraża trochę. Zastanawiam się, czy dałabym z nim radę, ale kto wie - może? :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Wspaniałę opisy, też zaczynam rozglądać się za kimś, kto potrzebuje nerki :) A najbardziej kusi mnie Cuir Purely Orient. Kiedy czytam tę recenzję, nie mam wątpliwości, że w poprzednim życiu byłam arabską księżniczką. Zamykam oczy, widzę pustynię, słyszę śpiew muzeina, czuję obezwładniające piękno...

    OdpowiedzUsuń
  30. Masz tak ogromny talent do tak plastycznych opisow, że ciezko się zdecydować.
    Ostatnio mam straszną fazę na vetiver, ale jeszcze nie znalazłam tego perfekcyjnego. Z przyjemnością bym sprawdziła ten.
    Następny byłby Cuir , bo uwielbiam jak dużo się dzieje. A tam na pewno sporo się dzieje.
    Obawiam się że skończy się remont , szczęście w rozdaniu dopiszę komuś innemu to i tak nie spocznę póki nie stestuje tych dwóch zapachów.

    OdpowiedzUsuń
  31. Oj Sabbath, Sabbath... Jak wszyscy przedmówcy zachwycona jestem recenzjami, każda z nich wprawia w inny nastrój, chichotałam w głos razem z Tobą przy Musc, przy Cuir odczuwam głęboki niepokój (treścią samej recenzji Cuir wygrywa - opis jest tak realny i mięsisty, że jak żywo wszystkie te rzeczy mam przed oczami), ale mam dziś zdecydowanie inne potrzeby niż potrzebę uśmiechu czy uwolnienia adrenaliny. Jest to potrzeba, którą wedle opisu zaspokoi jedynie Cashmere Wood... Pragnę być utulona i zaopiekowana tą jesienią. Chcę otulić się lekką, kremową słodyczą, nieoczywistą. Zatem ten zapach nadaje się znakomicie. Chcę pofrunąć, a nie osiąść pod ciężarem skór, oudu i ciemnych, mrocznych substancji... Pragnę Cashmere Wood!

    OdpowiedzUsuń
  32. Vetiver to coś co, co wręcz mnie woła teraz. Kolejne chciejstwo, a portfel mówi "chyba żartujesz"

    OdpowiedzUsuń
  33. Po opisie Cuir pałam chęcią poznania.Acz wszystkie kuszą a Icense i Amber wręcz wołają. Może będę miała szczęście?

    OdpowiedzUsuń
  34. Cuir . Oud mnie opętał jak narkomana kokaina. Wiem, że już nic nowego w tym temacie nie da się wymyślić, ale co zrobić jak jestem taka monotematyczna. Może taki secik by mi przestawił wajchy w mózgu i zakocham się w czymś nieoudwym ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buahaha! Naiwna! Akurat po tym secie wydarzyć się może wiele rzeczy, ale nie odkochanie się z oudu. :D

      Usuń
  35. Po Twoim opisie oczywiście, że Cuir nęci bardzo! Lubię konfrontować własne wyobrażenia o zapachu namalowane cudzymi akwarelami z tym, co wyświetli mi wyobraźnia już w zetknięciu z próbką. To nie zmiana ani przeciąganie liny, ale właśnie bogatszy, pełniejszy odbiór dzięki czyjemuś filtrowi rzuconemu na obraz. Ciekawi mnie jeszcze Patchouli. Szukam paczuli mrocznej i wyciszonej jak Treha Sektori, ale zadziornej, w której tętni krew...

    OdpowiedzUsuń
  36. Incense? Tak. Oczywiście. Przecież niemal wszystkie incense mi leżą. A tu niespodzianka. Przeczytałam opisy i jednak Patchouli :)

    OdpowiedzUsuń
  37. najbardziej kusi mnie saffron z uwagi na swoją nieoczywistość zarówno jako przyprawy, jak i kompozycji zapachowej która takze ejst zagadkowa, tajemnicza, drapieżna a jednocześnie skórzano atłasowo i perwersyjnie próbująca być delikatną.

    OdpowiedzUsuń
  38. Przytuliłabym Cashmere Wood. Jakiś mam taki przytula skowy nastrój i ten zapach brzmi mi przytulnie ❤️

    OdpowiedzUsuń
  39. Zdecydowanie Cuir. Kusi mnie Kraina Czarów i Kot z Cheshire

    OdpowiedzUsuń
  40. O Mamo, a które tu nie kuszą?!
    Bardzo lubię markę i ciszę się, że poszła w trochę innym, nowym kierunku, z zupełnie nową linią. Znając ich wcześniejsze dzieła (przynajmniej część) i czytając Twoje recenzje czuję, że to będzie bardzo dobre!
    Który mnie kusi najbardziej? Po tym, jak napisałaś w którejś recenzji, że monarchą jest w niej niepodzielnie oud już wiem, że w każdym z nich bym znalazł coś dla siebie. Nie ma w świecie perfum, moim skromnym zdaniem, ciekawszego akordu! Ale że konkurs wymaga tego, gdybym miał w ciemno wybrać jeden, byłby to Santal lub Cuir właśnie. Nie wiem czy inni też tak mają, ale czasami czytając recenzję perfum mam ślinotok podobny do tego, który pojawia się mijając piekarnię pracującą na pełnych obrotach 😉 tak było i teraz, czytając te dwie recenzje, więc zdaję się na swoje zmysły i wyobraźnię 😊 miałem przy ostatniej wizycie w Sense Dubai przetestować całą serię, ale nos był już zmęczony i postanowiłem zostawić to na okazję kolejnej wizyty w Warszawie, punkt obowiązkowy!

    OdpowiedzUsuń
  41. Cuir
    Czasem zapach jest jak niewierny kochanek. Jestem nim tak zauroczona, że sprawdzam zapis miłości na mojej skórze. Po minucie, po godzinie, po wielu... Aż w końcu nadchodzi moment kiedy zapach staje się tylko wspomnieniem. Tym bardziej się czuję zdradzona, im mocniej wtulałam nos w poszukiwaniu choćby tylko nutki tego zauroczenia nie odnajdując go .
    Nie szukam łatwych perfum, prostych do zdefiniowania, przewidywalnych i bezpiecznych, tak jak nie szukam związku , który tylko trwa.Chcę żeby ewoluowały na mojej skórze z każdą sekundą i długo pozwalały odkrywać swoje wszystkie tajemnice mając przymierze z czasem.
    Kwiaty i skóra to dobra kompozycja dla mojej wyobraźni :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Trudny wybór! Cuir za połączenie skóry z nutami kwiatowymi oraz Saffron jako perfumy zawierające wszystko, co lubię: oud, szafran, różę, ambrę, nawet maliny i ananas.

    OdpowiedzUsuń
  43. Cashmere Wood! Idealne na jesień, szukam czegoś drzewnego i otulającego. Na drugim miejscu, wzięłabym Vetiver, bo kocham Włóczykija.

    OdpowiedzUsuń
  44. Cuir, a potem Szarfran, a potem kadzidło - bo wydają mi się najbardziej monumentalnie orientalne - złożone, bogate, nie za łatwe; oud ostatnio testuję w kompozycjach wszelkich, także kontrowersyjnych (truskawka w oborze!) i porzucam stopniowo oudy ugrzecznione, zeuropeizowane; Ajmal daje nadzieję na doświadczenie bardziej wystarczająco upajające i po bandzie, oczekuję zapachu, który nie bierze jeńców - nawet jeśli głównie do kontemplacji osobistej; jak do tej pory tylko jeden oud mnie wybił i był to Ajmala al Shams natomiast po nim oraz al Nokhba Rasasi nie dostarczają mi już wystarczająco ‚oudowych’ wrażeń żadne Chopardy i muszę podkręcać wrażenia...

    OdpowiedzUsuń
  45. Cuir, a potem Szarfran, a potem kadzidło - bo wydają mi się najbardziej monumentalnie orientalne - złożone, bogate, nie za łatwe; oud ostatnio testuję w kompozycjach wszelkich, także kontrowersyjnych (truskawka w oborze!) i porzucam stopniowo oudy ugrzecznione, zeuropeizowane; Ajmal daje nadzieję na doświadczenie bardziej wystarczająco upajające i po bandzie, oczekuję zapachu, który nie bierze jeńców - nawet jeśli głównie do kontemplacji osobistej; jak do tej pory tylko jeden oud mnie wybił i był to Ajmala al Shams natomiast po nim oraz al Nokhba Rasasi nie dostarczają mi już wystarczająco ‚oudowych’ wrażeń żadne Chopardy i muszę podkręcać wrażenia...

    OdpowiedzUsuń
  46. Santal albo Patchouli. Brzmią idealnie na moją ulubioną porę roku - jesień. Ale tak naprawdę kuszą wszystkie. A Ty z kolei kusisz po raz kolejny czymś, co ciężko w UK wygrzebać na testy :/

    OdpowiedzUsuń
  47. Kusi mnie mrok i niejednoznaczność Cuir, wabił ciepłym Dotykiem Cashmere Wood, przyciąga złocisty Vetiver, ale uwiódł mnie leśmianowski las i chciałabym poszukać w PATCHOULI „pełno czarnoziemnych zwilgotniałych cisz”:)

    OdpowiedzUsuń
  48. Tu Ania Traut-Seliga, nie wiem, dlaczego piszę jako konto Google. Znowu na czymś się nie znam... ;)
    Twoje opisy są z kosmosu, z jakiegoś innego uniwersum "sezamowy zapach ludzkiego ciała"...? Nigdy tak na to nie patrzyłam. Masz nos i masz mózg. Łał! :)
    Nie wiem, który z zapachów kusi mnie najbardziej ale Włóczykij wydaje się być dobrym towarzyszem życiowej wardęgi ;)
    Niech będzie Włóczykij. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Acha, już wiem, dlaczego tak pisałam - znowu cos sie udalo zrozumieć! :)

      Usuń
  49. Patchouli, to muszą być te! Przez ten las, do którego mnie ciągnie i w którym oddycham pełną piersią. Chcę nim oddychać także w mieście. I za tę nutę chłodu, która gdzieś tam na końcu się czai. Wyobrażam sobie, że pachnąc nimi zamknę oczy i na chwilę (lub dwie) będę siedzieć w górskim lesie, a słońce będzie trochę przenikać przez korony drzew, ale tylko trochę, bo to końcówka złotej godziny.

    OdpowiedzUsuń
  50. Zdecydowanie Cuir. Dlaczego? Przez opis, który zamieściłaś i z którym się utożsamiam. Nie znam się na perfumach ale tak je przedstawiłaś że ich zapragnęłam.
    Zapach jest niebanalny, niepokojący i niebazpieczny jak czarna pantera.
    Mam naturę kota, jestem nieprzewidywalna, mój tatuaż będzie połączeniem kobiety i czarnej pantery. Zapach bedzie "wisienką na torcie".

    OdpowiedzUsuń
  51. Chciałabym spróbować wszystkich zapachów bo są obietnicą baśni, królestw zapomnianych i odkrytych na nowo, furtką do tajemniczych ogrodów. Chciałabym zapomnieć się w nich jak w dobrej książce czytanej nocą. Uśmiechać się do nich jak do wspomnień. Zakładać nieśpiesznie i kontemplować. Chciałabym aby zamieszkały ze mną.

    OdpowiedzUsuń
  52. Nie umiem wybrać 🙈 Może zatem próbki wybiorą mnie? 😜

    OdpowiedzUsuń
  53. Nie wiem jak wam, ale mi przez tę pandemię zupełnie siadło poczucie czasu. Nie to, żeby wcześniej było znakomite, mam wrażenie, że postrzegam czas jak średnio rozgarnięty gołąb i czasem nie odróżniam pół godziny od półtorej, ale przez pandemię i pracę z domu przestałam odróżniać dni tygodnia. Więc pracuję od weekendu do weekendu, który często mnie zaskakuje jak sypnięte znienacka ziarno, i nie pamiętam co robiłam 2 dni temu. Co prowadzi mnie do zapachów Ajmal.
    Przeczytałam kiedyś, że najlepszym kluczem do pamięci są zapachy, więc wymyśliłam sprytny plan, który nawet mnie może pomóc ogarnąć tak skomplikowaną sprawę, jak dni tygodnia. Otóż w każdy dzień używać będę innego zapachu, i gdy znów będę mieć problem z rekonstrukcją zdarzeń sprzed więcej niż 24 godzin, powącham perfumy, które w ten dzień używałam, i w końcu sobie przypomnę!
    Natomiast zapach, na który będę się najbardziej cieszyć, to prawdopodobnie Cashmere Wood, ponieważ idzie jesień, zimno i słoty, a ja często w taką pogodę pragnę samych miłych, ciepłych, miękkich i słodkich rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Cuir mnie tak bardzo zaintrygował. Zresztą z opisów wszystkie niezmiernie ciekawe i warte poznania

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Popularne posty