Coty to dziś marka niedoceniana. Tymczasem Francois Coty jest postacią, która zdefiniowała współczesne podejście do perfumerii.
Korsykanin Joseph Marie François Spoturno, którego znamy pod zmodygikowanym nazwiskiem matki (Coti) był w prostej linii potomkiem ciotki Napoleona. Tego Napoleona.
Paryską karierę rozpoczął Spoturno od polityki – przez lata pracował jako sekretarz senatora Emmanuela Arène. Jednak przełomem okazała się znajomość z Raymondem Goery. Goery był faramceutą i, poza sprzedażą medykamentów, trudnił się także wyrobem i sprzedażą perfum. Albowiem przed epoką Coty’ego perfumy były w Europie raczej towarem użytkowym. I warto to podkreślić: wyszliśmy od skórzanych rękawiczek perfumowanych po to, by zagłuszyć smród garbarskiej chemii.
To Coty obdarował perfumy wizją. Co prawda nasz premier mawiał kiedyś, że jak ktoś ma wizje to powinien iść do lekarza, ale nasz premier nie jest artystą, a Coty już wtedy był.
Komponował swoje perfumy z założeniem, że zapach jest sztuką, nie tylko luksusem. Mówił o tym, że perfumy mają budzić emocje i wpływać na życie.
Artyzm jednak nie wystarcza by podbić świat. Coty nie tylko tworzył kompozycje z wizją. Współpracował też z najlepszymi manufakturami szkła i projektantami flakonów – między innymi z samym René Lalique.
Ogromną wagę przywiązywał do marketingu. To jemu zawdzięczamy pomysł na kampanie marketingowe promujące perfumy jako manifestację stylu życia i osobowości. Mawiano nawet złośliwie, że wychodzące w milionowych nakładach pisma „Figaro”, „Ami du Peuple” i „Ami Tou Peuple du Soir” zakupił po to tylko, by reklamować w nich swoje towary.
To Coty wpadł na pomysł sprzedawania „zastawów zapachowych” składających się z perfum i kosmetyków z tej samej linii zapachowej.
Także jemu zawdzięczamy pierwszy etap schodzenia perfum pod strzechy. Poza luksusowymi perfumami we flakonach ze szkła Baccarat produkował także perfumy relatywnie tanie. O swoim sukcesie François Coty mówił tak:
Daj kobiecie najlepszy produkt, jaki można stworzyć; sprzedawaj go w idealnej butelce: pięknej w swojej prostocie, a jednocześnie w nienagannym guście; żądaj za niego rozsądnej ceny, a będziesz świadkiem narodzin biznesu o rozmachu, jakiego świat jeszcze nie widział.
Dziś pamiętamy głównie ten aspekt działalności Coty’ego, ale utożsamianie marki Coty z tanimi perfumami jest wizją dalece niekompletną. Perfumy Coty rywalizowały z perfumami Guerlain, Houbigant czy Chanel. Idea demokratyzacji luksusu nie przeszkodziła Coty’emu osiągać sukcesów także na rynku luksusu zupełnie niedemokratycznego.
I ukłonem w stronę tej elitarności jest linia Infiniment Coty Paris.
Zapowiedziana w maju 2023 linia, premierę miała podczas Paryskiego Tygodnia Mody 2024. Wydarzenia, pop-upy zapachowe i potżna kampania marketingowa poskutkowały natychmiastową rozpoznawalnością. Na stronie infinimentcoty.com uruchomiono kampanię, która pozwalała zamówić dwie gratisowe próbki po wypełnieniu ankiety. Oczywiście zrobiłam to i dziś czynię użytek z jednej z cennych fiolek.
Potraktujmy te perfumy tak, jak chciałby tego François Coty.
NOIR ENCENS
KIEDY NOSIĆ: W dzień i w nocy, aby wyrazić swoją wyjątkowość
NAUKOWY GENERATOR EMOCJI: Stymulacja
INSPIRACJE ZAŁOŻYCIELI: Czarny to ulubiony kolor Sue, a feniks tot jej totemiczne zwierzę
STYL: Elegancka garderoba z wpływami science fiction. Cyber gotyk i szyk
Pierwszy wdech nie pozostawia żadnych wątpliwości: pieprz i kadzidło to DNA tych perfum. Zgaszone, popieliste, skórzaste. Zapach zasysa dźwięki i dzwoni w uszach jak cisza po wybuchu.
Tym, co sprawia, że Noir Encens są wyjątkowe są niuanse. Jasne nuty żywiczne rozświetlające mrok jak pojedyncze iskry. Kwiatowe arabeski hedionu – oszczędnie eleganckie, przenoszące kompozycję w sferę elegancji i luksusu. Akcenty fiołkowe: pudrowe i subtelnie zielone zarazem. Piękna mozaika przysypana pieprzowo – kadzidlanym pyłem.
Brzmienie tej kompozycji – łączące niszowy mrok z eleganckim blaskiem – przypomina Bois d’Encens z serii Armani Prive. Trochę przypomina Carbone de Balmain, trochę Arabian Nights Jesusa del Pozo. Podobieństw można by szukać długo, ale właściwie po co? To piękne perfumy. Bardzo piękne. Mistrzowsko zawieszone między światami. Między perfumeryjną tradycją a nowoczesnością. Między bezkompromisowym mrokiem a staranną stylizacją. Między prowokacją a elegancją.
Noir Encens są jak głaskanie aksamitu pod włos. Są gładką jak popiół czernią, która naturalnie tworzy subtelne faktury odbijające światło na tyle tylko, by zaistnieć i zaszeleścić.
Kończąc część poświęconą wizji, przejdę do prozy życia. Trzydziestogodzinna trwałość to bujda. Noir Encens znikają ze skóry w cztery godziny. Subtelny, piękny zapach trwa na tkaninie, ale na skórze się nie trzyma. Po pięciu godzinach nie zostaje po nim nawet ślad. I to – w zestawianiu z obietnicami – jest po prostu irytujące.
Może gdyby seria nie była opatrzona tak wielkimi słowami, gdyby nie reklamowano jej jako naukowego przełomu dzięki użyciu „Aury Molekularnej”, gdyby nie zapowiadano trzydziestogodzinnej trwałości i gdyby flakon 75ml nie kosztował 230 euro… Może gdyby motyw pieprzu z kadzidłem nie był już tak wyeksplowatowany kompozycyjnie… Może wówczas byłabym mniej ostrożna w wyrażaniu zachwytu? Może nawet dopisałabym te piękne perfumy do listy marzeń?
Chętnie poznałabym całą serię z Ambre Antique (330 Euro) włącznie. Ale moje zaufanie zostało już nadwyrężone.
Data premiery: 2024
Kompozytor: Fabrice Pellegrin
Projekcja: elegancka, umiarkowana
Trwałość: no właśnie daleka od tych zapowiadanych trzydziestu godzin.
Nuty zapachowe:
kadzidło, elemi, czarny pieprz


