Sabbath of Senses

zmysłowe opowieści o perfumach

Beaufort London Pyroclasm

Dziś wciągam na maszt perfumy, które po raz kolejny hakują system.
Najpierw Crabtree przyzwyczaił nas do ognia, dymu i wytaplanych w smole nut zwierzęcych. Potem, kiedy wydawało nam się, że znamy jego estetykę, kopnął stołek i zrzucił nas z wyżyn naszego przekonania, że wiemy, czego się spodziewać. Chlustnął nam w twarz Fathomem V i patrzył jak świat łapie oddech.

Łapaliśmy! Usiłując poukładać sobie w głowie estetykę Beaufort London bredziliśmy coś o marynistycznych inspiracjach i „pewnej konsekwencji”.

I kiedy już… już złapaliśmy oddech i prawie równowagę… wchodzi ON.

Czytaj więcej »

Wiele Słońc

. Kolejna nagroda, która sprawiła mi wielką radość. Tym razem przed laureatami zadanie pozornie proste: należy wymienić rzeczy, które nas uszczęśliwiają. Łatwizna, czyż nie? Otóż

Czytaj więcej »

Kadota Michael Storer

. Staram się nie wpadać w ciągi. A już z pewnością unikam marudzenia w ciągu dłuższym, niż dwie recenzje. Dlatego dziś zdecydowałam się na testy

Czytaj więcej »

Perfumy do użytku wewnętrznego?

. To było nieuniknione. Na perfumeryjnych zlotach, upojona oparami wąchanego spirytusu i tknięta skutkami hiperwentylacji prorokowałam to już dawno: perfumy w tabletkach! Japońska marka Pillbox

Czytaj więcej »

Café Neil Morris Fragrances

. O poszukiwaniach idealnej kawy w perfumach pisałam już wielokrotnie. Nie będę więc powtarzała wyznań anonimowego kawoholika, bo tych pojawiło się już sporo, na przykład

Czytaj więcej »

Revolution Lisa Kirk

Dziś po raz kolejny mam potrzebę napisania specjalnych podziękowań. Tym razem dla czytelnika SoS ukrywającego się pod tajemniczym nickiem Prot 72 (imię znam, ale nie

Czytaj więcej »