piątek, 5 lipca 2013

Dlaczego rabarbar śpiewa? - Aedes de Venustas Signature


Pora wyznać to otwarcie: lubię rabarbar. Jeśli perfumy pachną rabarbarem, spore są szanse na to, że mi się spodobają. Aedes de Venustas podobają mi się jednak inaczej, niż inne perfumy z nutą rabarbaru. Ze względu na przewrotny koncept, który daje mi sporo radości.

Ciekawa jest historia tej kompozycji. Nie porywająca, ale warta słów kilku.

 

Aedes de Venustas (Świątynia Piękna) to, założony w 1995 roku przez Karla Bradla i Roberta Gerstnera, ekskluzywny nowojorski butik  mieszczący się w Greenwich Village i oferujący " Cosmetics & Beauty Supply" - kosmetyki i artykuły służące do pielęgnacji urody po wysokich cenach. Wedle kategorii przewodnikowych, $$$ w skali od $ do $$$$.

W roku 2004 właściciele butiku poprosili współpracującego z l'Artisan Parfumeur Bertranda Duchaufoura (tak, TEGO Bertranda Duchaufoura) o stworzenie kompozycji zapachowej mającej stać się wizytówką marki i sklepu. Na forum Basenotes pojawiły się kiedyś plotki, że podobno Duchaufour nie zorientował się, że komponuje odświeżacz powietrza. Czy elegancko mówiąc: perfumy do wnętrz. Taki jednak był pierwszy zamysł klientów i taka też była pierwsza postać kadzidlanej kompozycji zapachowej zwanej Aedes de Venustas. 


 

Trzy lata po premierze roomsprayu, która odbyła się w roku 2005, w ofercie butiku pojawiła się odświeżona, wzbogacona o szyprowe i skórzane nuty wersja kompozycji - tym razem jako specjalna edycja wody perfumowanej marki l'Artisan Parfumeur. Zapach przez lata obrósł legendą. Nic więc dziwnego, że kiedy po kolejnych pięciu latach Świątynia Piękna wznowiła współpracę z Duchaufourem i zaprezentowała światu nową wersję Aedes de Venustas - tym razem już nie jako produkt "gościnnej" marki lecz pod własnym szyldem - zainteresowanie zapachem było duże. Także wśród polskich perfumomaniaków.


Wspólne zakupy Aedes robiłyśmy na Wizażu równo rok temu. Od tego czasu próbki tkwiły w moim pudełku do opisanie "na już". Wraz z kilkoma setkami innych rarytasów. I oto niespodziewanie... Dziś nadszedł ten dzień. A przyczyna jest prosta i niektórym już znana: perfumy Aedes de Venustas - zarówno klasyczne AdV zwane od pewnego czasu Signature, jak i tegoroczna premiera Iris Nazarena - są dostępne na polskim rynku. Także wysyłkowo i także jako próbki.



...Jak dotąd nikt. Jak skowronek.*


Pierwszy wdech: rabarbar, liście pomidora i ślad kwiatów, dzięki którym zapach zyskuje tę odrobinę krągłości, która czyni go perfumami, nie dziwolągiem. Radość życia w czystej formie.

Drugi wdech: zmiana. Początkowo subtelna nuta orzechowego drewna z czasem pachnieć zaczyna jak gnieciony z łupiną świeży, wilgotny orzeszek. W sekcji owocowej przebłyskują porzeczki i jabłkowe skórki. Pojawia się ziemisty, soczyście kłąkowy wetiwer i... Kadzidło, które wywraca kompozycję do góry brzuchem. Kompletnie od czapy, a jednak w jakiś niepojęty sposób wkomponowujące się w całą tę warzywno - owocową mieszaninę.

Przyznaję, moment w którym zapach przechodzi zmianę jest niepokojący. Podczas pierwszego testu miałam przelotne wrażenie, że oto coś się bardzo nie udało i zaraz nastąpi olfaktoryczna katastrofa. Nie nastąpiła. Kompozycja zachwiała się i stanęła na nogi. Tyle, że w jakiejś bardzo dziwnej pozie.


Aedes de Venustas jest zapachem owocowym. Zdecydowanie. Jest też zapachem kadzidlanym. I samo to nie byłoby aż tak dziwne - łączenie owoców z kadzidłem zdarzało się bowiem twórcom kompozycji perfumeryjnych nie raz. Od gigantów typu Black Cashmere Donny Karan począwszy, przez silne i prawie klasyczne już pozycje typu Eau d'Italie marki Eau d'Italie czy Amethyst Oliviera Durbano, na al02 Biehl Parfumkunstwerke i Wazamba Parfum d'Empire skończywszy. Rzecz w tym, że w tym przypadku owoce i kadzidło grają co prawda główne role, ale grają je osobno.

Kadzidło jest czyste, jasne, sakralne nieomal; owoce są świeże, soczyste i smakowite. Nie następuje typowe dla tego złożenia wygrzanie i "podwędzenie" nuty owocowej. Świeże łodygi rabarbaru nie zostają włożone w dym. Są zimne i mokre. A dym jest ciepły i suchy.

I te różne, zdawałoby się, nie mające punktów stycznych nuty, tworzą na skórze harmonię. Nie spójny akord, nie klasyczny duet nut nawet - tym razem mamy dwoje indywidualistów. Zdyscyplinowanych, ale nie patrzących sobie w oczy. Śpiewają swoisty olfaktoryczny kanon.


Rabarbar wchodzi pierwszy, po nim kadzidło zaczyna dokładnie w ten sam sposób - od początku, jak gdyby po raz wtóry otwierało zapach.

Pozostałe nuty są zauważalne, ale nie wychodzą na pierwszy plan. Tworzą akompaniament.

Całość brzmi jak gdyby dziewczynka w zielonej sukience i z obdartymi kolanami zaśpiewała w duecie z księdzem biskupem. A może raczej jak gdyby siwobrody druid stojąc na brzegu lasu włączył się w pieśń rusałki?


Gdzieś u schyłku pieśni, po pięciu, może sześciu godzinach tego niezwykłego koncertu, muzycy zaczynają słuchać się nawzajem. I chyba nawet czuć do siebie pewną sympatię. Jednak ani rusałka nie wyjdzie z lasu, ani druid do niego nie wejdzie. Zostaną tam, gdzie byli i tym, kim byli.

I las także zostanie. Coraz ciemniejszy, coraz bardziej mglisty...


Data powstania: 2012
Twórca: Bertrand Duchaufour

Nuty zapachowe:
rabarbar, wetiwer, czerwona porzeczka, liście pomidora, kadzidło, zielone jabłko, orzech laskowy, kapryfolium (wiciokrzew)


*Fragment wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego "Dlaczego ogórek nie śpiewa", którego parafrazą jest również nagłówek wpisu.


Źródła ilustracji:
  • Pierwsze zdjęcie: Vanity Fair.
  • Drugie pochodzi z wywiadu z właścicielami butiku Karlem Bradlem i Robertem Gerstnerem na Guest of a Guest.
  • Trzecie reklamowe z materiałów prasowych butiku.
  • Rabarbar ze strony www.countrylife.co.uk.
  • Autorem zdjęć tancerzy (obu) jest fotograf specjalizujący się w zdjęciach tancerzy Gene Schavione. Strona autora: geneschiavone.com.
  • Autorem obrazu "Druidka" będącego oststnią ilustracją tekstu jest dziewiętnastowieczny malarz francuski Alexandre Cabanel.

24 komentarze:

  1. Po Twoim opisie naszła mnie chętka na próbkę - nie mogę sobie wyobrazić tego połączenia pomidora z rabarbarem, zaciekawiłaś mnie. Widziałam ten sklep, ale nie zdecydowałam się wejść - uznałam, że sportowe buty niespecjalnie pasują do jego wnętrza. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym wlazła. :)
      Pierwszą wizytę w Quality odbyłam w glanach i kilkunastoletniej ramonesce.
      Ale butik zaiste nieziemski. Taki utkany do granic kiczu i dalej. Takie rzeczy tylko w Stanach. :D
      No, może nie tylko, ale miło sobie wyobrażać, ze my - Europejczycy jednak jesteśmy bardziej powściągliwi estetycznie. ;)

      Usuń
    2. Haha, to chyba zależy od Europejczyka. :) Ale samo Greenwich Village jest fantastyczne!

      Usuń
    3. Ano prawda. Barok też był w Europie. I "późne rokokoko" też. :)

      Usuń
    4. Późne rokokoko w ustach Stuhra to niemal jak pochwała. :)
      A i jeszcze dzięki za tytuł posta, od kiedy go zobaczyłam bez przerwy przypominam sobie ulubione wiersze Gałczyńskiego. :)

      Usuń
    5. No ba! W ustach Stuhra (czy raczej Maksa) nawet pospolite "K...a mać" miało moc zgoła niespodziewaną. :)
      Uwielbiam "Seksmisję"!
      I Gałczyńskiego też. Może nie en bloc, ale miał momenty, kiedy dotykał geniuszu. :)

      Usuń
  2. Sabb - twoja recenzja wywołała nagłą chęć poznania zapachu. Przepadam za owocami w perfumach, a rabarbar to już w ogóle kocham (jak go nienawidzę w smaku).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No no no... Łączy nas coraz więcej. tez nie znoszę jeść rabarbaru. Kompot z dzieciństwa to wspomnienie nader niemiłe. Te ciągnące się rabarbarowe włókna... Bleh.

      Usuń
  3. Mnie ten zapach oczarował, acz nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Najpierw wydał mi się dziwny, i nie wiedziałam, czy mi się podoba, czy nie. Po kilku dniach noszenia wpadłam po uszy, i zamówiłam flaszkę - całą dla mnie, bo tego typu zapachów raczej nie mam w kolekcji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie Ci się wydał, bo on jest dziwny. A przynajmniej mnie także się dziwny wydaje. :)
      Ale też jestem zauroczona. Teraz ciekawa jestem drugiego zapachu AdV. Choć... Signature trudno im będzie przebić.

      Usuń
    2. Przebieram nóżkami, bo poleci do mnie samplerek nowego zapachu - mam nadzieję, że nie zauroczy, bo zaczyna mnie przytłaczać ilość flaszek...

      Usuń
    3. Znam ten ból. Pamiętam, pierwsze poważne rozmowy ze sobą przeprowadzałam, kiedy przekroczyłam 20 flaszek. Potem nigdy już tak poważnie nie było, ale i tak czuję się nieco skonfundowana zasobnością swojej zapachowej spiżarni.

      Usuń
  4. Właśnie odkryłam w spamie Twój komentarz pod notką o Shiseido :) Nie mam pojęcia, czemu się tam znalazł. Myślę, że sama kiedyś zacznę inwestować więcej w pielęgnację, pewnie przyjdzie to z wiekiem. A perfumy to rzeczywiście całkiem inna bajka, zwłaszcza u Ciebie :)

    Przyznam, że nawet nie wiem, jak pachnie rabarbar. Zaciekawiłaś mnie nawet nie perfumami, ale właśnie tym zapachem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa... To tam się podział. ;)
      Wiesz - ja rozumiem jeśli ktoś kupuje kolorówkę i wie, co z nią zrobić. Jak Ty na przykład. To jest jak z kupowaniem farb i pędzli - kto maluje, ten kupuje. Ja nie maluję - po co mam wydawać kasę na coś, czego i tak nie potrafię użyć? ;)

      A rabarbar pachnie uroczo. Smakuje mniej uroczo, moim zdaniem, ale pachnie cudnie. :)

      Usuń
  5. to chyba pierwszy zapach, który znałam przed przeczytaniem recenzji :) podoba mi się w nim rabarbarowy początek, podszyty sporą ilością liści pomidora. kiedy wchodzi kadzidło, zapach robi się już na mnie bardzo blisko-skórny. nikne zanim się zdąży porządnie rozwinąć :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo.. To szkoda. Na mnie jest bardzo trwały. A sam pomysł zestawienia kadzidła z rabarbarem okazał się zadziwiająco udany. No szkoda. :(

      Usuń
    2. Na mnie też trzyma się pięknie cały dzień...

      Usuń
  6. Miałam z tymi perfumami kłopot. Bo choć doceniam jakość kompozycyjną (nie można nie), subiektywnie pachnidło okazało się nie do przejścia. Tak po prostu i na całej linii.
    Czego zresztą się spodziewałam, bo już dawno odkryłam, że nie przepadam za kwasotą w perfumach. Niemniej rodzaj rozczarowania pozostał i do dziś unikam perfum, w których składzie wymieniany jest rabarbar. Pewnie na tym tracę ale cóż z tego? I tak nie poznamy wszystkich perfum świata. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie poznamy. I każdy chyba ma składnik lub składniki, z których mniej lub bardziej świadomie rezygnuje. Ja tak w pewnym sensie mam z lukrecją (choć fakt, ze spodobały mi się Reglisse Noire to dla mnie niespodzianka wielka).
      Mamy też składniki, na które łapiemy się chętniej, niż na inne. Prawda? :) Nie da się być bezdusznie obiektywnym. Z resztą? Po co?

      Usuń
  7. Ciekawe, czy bez kadzidła ten rabarbar też byłby taki bardzo? Choć niby nuta to nuta, jak się nie lubi lukrecji ylangu czy czegokolwiek to dość trudno trafić na kompozycję, którą się pokocha. Ale z drugiej strony np. moje doświadczenia z ukochanym mchem wskazują, że mało pachnie mchem, a jest mnóstwo kompletnie niezjadliwych kompozycji opartych na mchu. Czy ktoś kiedyś badał zależności preferencji osób w zakresie nut w kontekście akceptowalności całego zapachu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby cokolwiak pachniało tym mchem od Ciebie, chciałabym flaszkę!

      Co do rabarbaru - znasz Rhubarb Comme des Garcons? Uroczy rabarbarek. :)

      Usuń
    2. I to jest właśnie problem mchu. Prawie nic nim nie pachnie. A jeszcze UE chce go zakazać wrrrrrr...
      Rabarbaru nie znam na razie żadnego. Poznam :)
      A na razie wącham figi.

      Usuń
  8. Niezwykle intrygujące połączenie. Kadzidło uwielbiam a rabarbaru nie czułem jeszcze w perfumach .Chętnie skosztuje tym razem, a że lubię to co dziwne... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. chyba mamy próbkę z tego samego źródła. Pamiętam mój pierwszy raz z Signature. Jak nie przepadam za tak lekkimi kompozycjami, tak tu przepadłam. Używałam odlewki bardzo ostrożnie, bo wtedy wciąż były w Polsce niedostępne. Później dzięki wizażowi zdobyłam 20ml i wiem, że latem będę mieć butlę. Dawno nie zauroczył mnie tak zapach owocowy (można go tak nazwać?) Ale muszę przyznać, że na mojej skórze zmiana następuje bardzo późno, dopiero w piątek godzinie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...