środa, 3 września 2014

Pachnący Paryż - Butik Le Labo Saint Germain


O Le Labo pisałam nie raz. Strategia promocyjna marki szalenie mi się podoba - nie tylko stylistyka flakoników, laboratoryjne etykietki i niezwykła aranżacja wnętrz butików, ale także działające na wyobraźnię przyrządzanie perfum na zamówienie i na miejscu. Szerzej pisałam o tych metodach anonsując serię recenzji City Exclusives. W tym roku miałam okazję przekonać się, ile prawdy jest w tych opowieściach.
Zapraszam do odwiedzenia paryskiego butiku Le Labo.


Po pierwsze butik na Saint Germain trudno znaleźć. Rue de Bourbon-le-Château nie widniała na żadnym z posiadanych przez nas planów miasta, wskazania Google były nieprecyzyjne. Ostatecznie na miejsce doprowadził nas pracujący w pobliskim sklepie spożywczym młody gentleman odziany w fartuch i koszulę w różową kratę.

Po dotarciu najpierw dowiedzieliśmy się, że właściwie to wybraliśmy zły butik, bo ten drugi, przy Rue Froissart jest większy i ogólnie znacznie bardziej interesujący. Wzięliśmy ulotkę, ale przy naszym napiętym programie zwiedzania nie bardzo była szansa na powtórne wejście do rzeki Le Labo.
Gdyby ktoś z Was wybierał się do Paryża i zamierzał przy okazji odwiedzić Le Labo, proszę pamiętać - Marais, nie Saint Germain.


Wnętrze perfumerii wygląda dokładnie tak, jak na zdjęciach reklamowych. Charakterystyczny, pozornie niedbały i pozornie niedrogi wystrój, sporo szkła laboratoryjnego, białe kafelki i spełniające funkcję zaplecza "akwarium", w którym obsługa tuż przed zakupem przygotowuje perfumy.




Opatrzone białymi etykietkami buteleczki pełnią funkcję ozdobną i nie są używane. Nie udało mi się sprawdzić, czy znajdują się w nich prawdziwe esencje.


Rolę tworzących klimat wnętrza rekwizytów pełnią także słoje zawierające rośliny i ziarna oraz książki mające chyba sugerować związek ze starymi recepturami. Bardzo ładne.




Nie są dekoracjami zebrane na półkach dość postapokaliptycznie wyglądające puszki. To świece zapachowe Le Labo. Dla mnie majstersztyk wzornictwa. Proste i klimatyczne.



W celu prezentacji zapachu klientom testerowe świece wstawia się pod szklane klosze zatrzymujące ich aromat. Podnosząc klosz czujemy intensywny zapach. Ze swojej strony napiszę, że to bardzo udane, przyjemne kompozycje. Szczególnie figa.




Same klosze fajnie załamują światło i zmieniają perspektywę. Tu na przykład klosz przesunął mi część twarzy. :)


"Prawdziwe", w sensie użytkowe i do kupienia okazały się także dziwne, wykonane z ciężkiego metalu cylindry ustawione na ladzie. To pachnące amulety z wymiennymi wkładami.


Tuż obok amuletów - spraye do pomieszczeń:


Same perfumy ustawione zostały seriami na ciężkich, metalowych stolikach.




Wąchanie ułatwiają nasączone zapachem tekturki (duże blotery z pieczątką) ustawione za flakonikami.


City Exclusives ustawione są na głównej ladzie. Wąchać można wszystkie, kupić tylko paryski - Vanille 44. Zazwyczaj...
Z okazji otwarcia butiku Le Labo w Moskwie oraz niedawnej (wedle Fragrantiki ubiegłorocznej, ale nie czepiam się) premiery moskiewskiego City Exclusive - Benjoin 19, we wrześniu 2014 butiki Le Labo dystrybuują wszystkie miejskie zapachy marki.
Miła pani konsultantka zaoferowała mi nawet możliwość wcześniejszego zakupu połączonego z wysyłką do Polski. Nie skorzystałam. 340 Euro za flakonik to dla mnie za dużo.

Moim ekskluzywnym ulubieńcem (po londyńskim Poivre 23 i Gaiac 10 reprezentującym Tokio) stał się przypisany do Dubaju Cuir 28.


Przyznaję się uczciwie - butik Le Labo odwiedzałam z zamiarem nabycia flakonu. Czaiłam się na Santal 33. Niestety, mimo testowania na całej rodzinie, aplikacji na skórę i chmurą, wąchania w butiku i przed butikiem - zapach mnie nie urzekł, a ceny w Euro skutecznie zniechęciły mnie do dalszego rozważania kwestii zakupów. Przy przelicznikach kursów z mojej karty sprowadzenie flakonika ze Stanów Zjednoczonych wychodzi taniej nawet po doliczeniu kosztów przesyłki.



Po obwąchaniu całej oferty przekonałam się, że najbardziej pragnę mieć te zapachy Le Labo, które już mam: Patchouli 24 i Oud 27. Pozostaję także pod urokiem nie moich, ale pięknych: Rose 31 i pysznego, potężnego Jasmin 17.


Na koniec części praktycznej relacji, słowo o możliwości pozyskania próbek. Otóż Le Labo próbek nie rozdaje, nawet do zakupów. Można je kupić po cenach, w moim odczuciu, zbójeckich. Próbka perfum z regularnej oferty to 5 Euro, próbka City Exclusives to Euro 10. Próbki są niewielkie - mają półtora mililitra.

Kupiłam cztery (w tym Benjoin 19 i Cuir 28), ale czuję niesmak.



Ewenementem na skalę światową jest, wspomniany już, proces przygotowywania perfum. Miałam okazję być świadkiem tej czynności i kilka kwestii udało mi się wyjaśnić.

Po pierwsze perfum nie tworzy się na miejscu. W sensie nie od podstaw i nie wedle skomplikowanej receptury. Przygotowująca perfumy osoba po prostu miesza gotową esencję ze spirytusem.
Proces szybki i niekłopotliwy. Składniki mikstury traktuje się bez nabożeństwa.



Gotową mieszankę przelewa się do buteleczki:


Opatruje wydrukowaną na miejscu etykietką:


Buteleczkę natomiast zamyka za pomocą specjalnej prasy:


Od pewnego czasu Le Labo wprowadziło możliwość ponownego napełniania flakoników w butikach. Zakładam, że jest to skutek utyskiwań klientów na wysokie ceny.


Jeśli podobała Wam się relacja i zdjęcia, nie przegapcie kolejnego odcinka "Pachnącego Paryża". Mam jeszcze sporo w zanadrzu. :)

Miłego dnia!


30 komentarzy:

  1. Wspaniała relacja. Czekam na więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Baaaardzo mi się podoba! pewnie nie odważylabym sie wejsc, przy tych cenach :) za moich paryskich czasow jeszcze nie interesowaly mnie perfumy, ale i tez chyba nie bylo takich wynalazkow jak Le Labo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wejść zawsze można. Powąchać, pomacać, popytać. Ja przełamuję swoją nieśmiałość myśląc, że po to przecież takie miejsca są. Dla handlu, jasne, ale przecież ktoś, kto nie zna zapachów na pewno ich nie kupi. No i jeszcze myślę, ze nawet jeśli wyjdę na głupola cykając zdjęcia, to przecież i tak nikt mnie tam nie zna. ;)

      Usuń
  3. Nie znam Le Labo. Może kiedyś odwiedzę. Ciekawe ile czasu tam spędziłaś? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihihi! Z godzinę chyba. Może niecałą faktycznie, ale niewiele brakowało. Syn się okrutnie nudził. ;)

      Usuń
    2. No myślałam że więcej. Rozczarowałaś mnie.
      Moi synowie i mąż czasem też nie wyrabiają ze mną, a czasem dostaję mnóstwo zrozumienia i cierpliwości. Tylko wchodzić ze mną nie chcą do perfumerii...:-)

      Usuń
    3. Hahaha! No to mamy tak samo.
      Normalnie do perfumerii ich nie ciągam. Po co się znęcać nad ludźmi. W Paryżu nie mieli wyboru. Ale znieśli to dzielnie. Nawet symulowali entuzjazm. Nieskutecznie, ale i tak doceniam. ;)

      Usuń
  4. Odwiedziłam Le Labo w Londynie, na Devonshire St. Głównie z zamiarem "wyżebrania" próbki Rose31 (łatwo nie było, ale dostałam, ha!) czułam się tam trochę dziwnie, zwłaszcza przy młodej kobiecie mówiącej po angielsku z silnie rosyjskim akcentem a kupującej lekką ręką 50ml i 100ml flachy ot tak, i to zarówno te normalne i jak i exclusivy. Wyszłam przy około 5 butli, dzierżąc mojego próbasa dzielnie.
    Niemal rok później (bo to w październiku było jeśli dobrze pamiętam) dojrzałam (i uzbierałam) do własnej buteleczki, tym razem pójdę na stoisko w Liberty, albo i online kupię, jak mi Londyn nie po drodze będzie, ale wolałabym na żywo, Gaiaca i pieprz i bergamote i inne poniuchać ponownie,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jesteś wielka! I totalnie skuteczna. Chapeau bas! :)
      Podobne odczucia, jak Ty w Le Labo, miałam w butiku Guerlain. Ja czułam się jak obłąkaniec nadwyrężając budżet na dwie flaszki (z których połowę oddałam na wizażowej rozbiórce), a przede mną pani w hidżabie kupowałas butlę rozmiarów małego kanistra i kilka innych... No trudno. Ja mam z moich flaszek tyle radochy, że więcej mi nie trzeba. I tego będę się trzymała. :)

      Usuń
  5. Fantastyczna relacja - super zdjęcia, sporo ciekawostek. Swoją drogą to zastanawiające, dlaczego w Paryżu mają wyższe ceny niż w Stanach...
    Czekam na ciąg dalszy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda? zauważyłem że to zjawisko nie tylko tyczy się perfum, samochody, elektronikę i elektronarzędzia też mają taniej, nierzadko nawet dwukrotnie, pomimo iż na etykietach jak byk stoi, że wyprodukowano w EU...czyżby sztucznie zaniżano tam ceny rynkowe, dal zachowania pozorów american dream, czy po prostu amerykanie się postawili i nie lubia być "goleni" przez sprzedawców i ten poziom cenowy wymusił rynek i zażarta konkurencja?...

      Usuń
    2. Stany mają inne przepisy podatkowe na przykład. Mniej opiekuńcze państwo (ilu ludzi się tam nie leczy bo nie ma za co), ale też większa wolność dla przedsiębiorców i handlowców. no i mniej restrykcyjne normy. Tylko z kolei ryzyko procesu duże. Strach sprzedać w Stanach coś, co może uczulić...

      Usuń
  6. Jestem pod wrażeniem. Nic odkrywczego ale fajnie z innej perspektywy zajrzeć w to klimatyczne miejsce o którym ostatnio właściwie pomyślałem...Do mnie również przemawia styl marki, nawet bardzo, polityka wiadomo, no cóż. Nie poznałem jeszcze nic ze stajni Le Labo po części z przyczyn chyba oczywistych, ale jestem dobrej myśli bo czaję się na Rose choć i Patchouli jak i Oud budzą pożądanie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie nic odkrywczego. Nie spodziewałam się cudów, ale chciałam zobaczyć na własne oczy. I pomyślałam, ze Wy też chcielibyście.
      Fajnie, że Ci się podobało. :*

      Usuń
  7. bomba, zazdroszczę, zazdroszczę i zazdroszczę, a jeśli jeszcze o tym nie wspomniałem to zazdroszczę Ci odwiedzin tego miejsca... i dzięki za cenną uwagę o "preparowaniu perfum", bo to bardziej przypomina przygotowywanie Coli w barach (maszyna miesza ekstrakt z kranówą i co2), tworząc gotowy napój, a tu podobnie powstają perfumy... no cóż widać przygotowywanie tego od podstaw byłoby znacznie bardziej czasochłonne i wymagałoby gruntownego przeszkolenia personelu w zakresie iście aptekarskiej precyzji dawkowania poszczególnych ingrediencji, że o żelaznej dyscyplinie higieniczno sanitarnej nie wspomnę... no cóż mimo wszystko zazdroszczę... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piracie, ja sama sobie zazdroszczę. Całych wakacji. Nie potrafię przestać chodzić 10 cm nad ziemoią do dziś. Uwielbiam zwiedzać! Uwielbiam oglądac i poznawać. Dla mnie to był raj. :)

      Usuń
  8. Super! Mi się bardzo podoba taka relacja! Zwłaszcza możliwość poznania ich metod działania "od kuchni". Ceny trochę przerażają, ale cóż, wielki świat, marka, aura ekskluzywności... Wszystko to jak widać kosztuje.
    Wystrój kojarzy mi się z przedwojennymi aptekami - bardzo klimatycznie to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie coś jest w tym skojarzeniu. Kolorystyka sugeruje coś starego...
      Ceny i mnie zbiły z tropu, ale dopiero kiedy dojdziemy do Guerlaina okaże się, ze jednak nie jestem rozsądna. ;)

      Usuń
  9. Świetna relacja!
    Mnie najbardziej podoba się nastrój, bardzo szczególny, jak w zamkniętym świecie (tylko panienka mogłaby być bardziej stylowa). Zazdroszczę.
    Znam tylko paczulę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny obie były bardzo ładne. A ruda babeczka przygotowująca perfumy miała mnóstwo łobuzerskiego uroku. Z kolei dziewczyna, z którą wąchałam perfumy na ulicy mówiła z wielką pasją i swadą. Naprawdę lubi swoją pracę i nie dziwię się jej.
      Jak dla mnie obie dziewczyny wystarczająco klimatyczne. I miłe. :)

      Usuń
  10. Cudowna relacja ;) czytając ją czułam się jakbym była tam razem z Tobą ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero byłaby frajda - wybrać się na podbój Paryża z drugą perfumaniaczką! Wyobrażasz sobie?

      Usuń
  11. Fantastyczna podróż :) przeczytałam jednym tchem i wracam po więcej! Masz DAR sprzedawania klimatu, nie tylko w opowieściach o perfumach, wiesz o tym? :) To bardzo cenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Hexx! Komplement od Ciebie wielką ma wagę. W końcu jesteś kimś w rodzaju blogowego guru. :)

      Staram się, żeby te relacje miały klimat gawędy, nie sprawozdania. Zależy mi, żeby ludzie, którzy mnie tu odwiedzają właśnie tak, jak napisałaś "poczuli klimat". Miejsca, podróży, włóczęgi, niewymuszonego zbierania wrażeń. Dla mnie to była przyjemność - chciałabym, żeby dla Czytelnika też była. Bo ja bardzo lubię moich Czytelników. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...