wtorek, 15 września 2015

Rzeźby w białym drewnie: Bois Farine l'Artisan Parfumeur i Palo Santo Carner Barcelona



Dziś zapraszam Was na spotkanie z zapachem, którego recenzję odwlekałam najdłużej chyba z wszystkich. Poznałam go daaawno, daaawno temu. Właściwie, były to jedne z pierwszych niszowych perfum, jakie poznałam i zarazem jeden z moich pierwszych niszowych flakonów. Najciekawsze jest to, że od razu wiedziałam, że go zrecenzuję. Powąchałam, polubiłam, kupiłam flaszkę i zaczęłam zbierać się do napisania recenzji... Tak minęło dziesięć lat. :)

Dziś nadszedł TEN dzień. Nie nadszedłby pewnie, gdyby nie test Palo Santo...


Pod żaglami zapachu


Bois Farine to pierwszy zapach podróżniczej serii L'Artisan Parfumeur. Po nich nadeszły Timbuktu (2004) i Dzhongka (2006). Po trzyletniej przerwie do kolekcji dołączyły kolejne kompozycje: Al Oudh (2009), Traversée du Bosphore (2010), Batucada (2011), Séville à l’Aube (2012) i Caligna (2013).



Tworząc Bois Farine Jean-Claude Ellena zabiera nas w podróż na niewielką wyspę Reunion stanowiącą najdalej na zachód wysuniętą część archipelagu Maskarenów. Administracyjnie wyspa stanowi departament zamorski Francji, cała zamieszkująca ją ludność to osadnicy, gospodarka Reunionu opiera się głównie na uprawie trzciny cukrowej i turystyce.
Cóż skłoniło Ellenę do stworzenia olfaktorycznej opowieści o tej, pozornie nieciekawej, wysepce? Otóż... flora.

Wśród roślinności Reunionu znajdziemy kilka niezwykłych endemitów. Jednym z nich jest Ruizia Cordata - Drzewo o Białym Zapachu.
Ruizje nie są ani drzewami szczególnie wielkimi, ani szczególnie efektownymi wizualnie. Swoją sławę i nazwę zwyczajową zawdzięczają niewielkim, czerwonym kwiatkom. A raczej ich zapachowi. Kwiaty ruizji pachną bowiem mąką.


Wyobraźcie sobie, że bierzecie w ręce pudełeczko perfumowanego pudru. Duże, okrągłe, wykonane z pokrytego złotą arabeską kartonu. Otwieracie je niecierpliwie i... Gdy wieczko odskakuje, nad pudełeczkiem unosi się biały obłoczek miałkiego, aromatycznego pyłu. Otwarcie Bois Farine jest nieomal namacalnie suche i gładkie - jak najdrobniejszy z najdrobniejszych pyłków, jak talk zostawiający skórę aksamitną i suchą.

Połączenie jasnego, mącznego aromatu z nutami drzewnymi czyni z Bois Farine kompozycję miłą i ujmującą.

Krągłe jądro kompozycji stanowią matowe aromaty irysa i sandałowca. Jasne, mleczno - migdałowe, ciepłe i łagodne. Wokół nich utkał Ellena miękką, połyskliwą pajęczynkę nut przyprawowych i żywicznych. Nie zmienia ona charakteru kompozycji - daje jej fakturę.


Bois Farine to nie są perfumy "przygodowe". Nie zabierają nas w szaloną podróż pełną niezwykłych wydarzeń i niebezpieczeństw. Bois Farine są jak żeglowanie po spokojnym morzu pod spokojnym niebem. Ten zapach jest nie tylko biały (jak żagle), lecz także cichy (jak żagle). Nie senny. Zadumany.


Data powstania: 2003
Twórca: Jean-Claude Ellena
Zapachy pokrewne: Sacred Wood by Kilian, Shunkoin Xerjoff, Palo Santo Carner Barcelona
Trwałość: ok. 6 godzin
Projekcja: spokojna

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: ziarna kopru
Nuty serca: biały irys
Nuty bazy: biały cedr, drzewo gwajakowe, sandałowiec, benzoes, białe piżmo


Co ta opowieść ma wspólnego z Palo Santo? Więcej, niż myślicie.
Po pierwsze to także są perfumy poświęcone konkretnemu, niezwykłemu gatunkowi drzewa. Palo santo - święte drzewo to wernakularna nazwa gwajakowca często używana w Kolumbiii i na Portoryko. A jednak... Jest w Świętym Drzewie od Carner Barcelona nuta do łudząco podobna do mącznego, białego aromatu kwiatów ruizji. I do tego jeszcze sandałowiec, i przyprawowa nutka przypominająca koper z Bois Farine. I, oczywiście, gwajakowiec - taki sam, jak w bazie Bois Farine. Łaszący się do skóry jak w Gaiac Micallef.


Blada świętość


Otwarcie Palo Santo nie zapowiada podróży na Reunion. Wyraźny aromat kwiatu dawana, żywy wetiwer podsypany imbirem zapowiadają zapach raczej... wesoły. Jak przejażdżka na rowerku, nie podróż żaglowcem.

Po kwadransie, czasem dwóch (Palo Santo jest wrażliwe na temperaturę i zupełnie inaczej podróżuje na nieosłoniętej skórze, a inaczej pod ubraniem) pojawia się ciepła nuta mleczna. Urocza, niezwierzęca, kremowo - migdałowa. I zapach pije mleko. Jak gdyby wszystkie żywe składniki tworzące pierwszą fazę kompozycji zanurzono w wazonie wypełnionym białą cieczą, która przenikając wgłąb zielonych, roślinnych włókien odbarwia je przemieniając bukiet w arabeskę; gąszcz w koronkę.


Jednak nie całkiem białą. Do końca życia zapachu na skórze - a jest to życie długie i przyjemne - w mleczne arabeski wplecione pozostają żywe kwiaty dawana i blade kłącza wetiweru. Bazę, na której ułożono tę bladą kompozycję stanowią nuty drzewne z wyraźnym, siankowym akcentem bobu tonka. Gdzieś głęboko, na olfaktorycznym horyzoncie majaczy dymny akord rumowy. Blady i wyciszony, jak cała ta półsłodka rzeźba w świętym drzewie.


Palo Santo to zapach bardziej złożony i bardziej wyrazisty, niż Bois Farine. Ładny, niebanalny, bardzo perfumeryjny. Bois Farine są mniej klasycznie urodziwe, mniej wyraziste na skórze i mniej perfumeryjne. Dlatego paradoksalnie, bardziej oryginalne. Poznać warto. Wybrać można opcję jedną, opcję drugą, obie, albo żadną. Ale poznać... warto. :-)


Data powstania: 2015
Twórca: Shyamala Maisondieu
Trwałość: powyżej 10 godzin
Projekcja: początkowo bardzo wyraźna, cichnąca w sercu

Nuty zapachowe:
Nuty głowy: davana z Indii, akord rumu
Nuty serca: ciepłe mleko, gwajakowiec z Paragwaju, bób tonka z Wenezueli
Nuty bazy: cedr z Maroka, wetiwer z Haiti, amyris z Dominikany


  • Autorem wszystkich użytych w tekście zdjęć, poza reklamowymi fotografiami tytułowymi oraz zdjęciami własnymi, jest Vladimir Sadzak - serbski fotograf, którego fantastyczną galerię znajdziecie na stronie www.sadzakphoto.com. Zachęcam do odwiedzenia.

15 komentarzy:

  1. Z Palo Santo mam ostatnio wyjątkowo duchowe przygody wiec tym milej czytam twój dzisiejszy wpis. Obie kompozycje wydają się być interesujące choć chyba pierwsza znacznie bardziej moja... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam na Polsce Pachnącej. Stąd moja recenzja. :)

      Usuń
    2. Wiesz, mój pełen zachwytu wpis tyczył się samego palonego drewienka... Wyżej opisanych kompozycji jeszcze nie znam ale coś czuję że to już niebawem.;)

      Usuń
  2. Opis niezwykle zachęcający, mam zamiar poznać oba zapachy. Uwielbiam mleczne kompozycje :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też.
      Nawet w, mrocznym podobno, Black Afgano, do którego nawiązuje w kolejnym wpisie - mnie osobiście najbardziej urzekła kremowa mleczność. Nie haszysz. :)

      Usuń
    2. Przy okazji powącham BA i poszukam mleczności, może ta nuta sprawi, że bardziej polubię ten zapach :)) A przynajmniej docenię.

      Usuń
    3. Szczerze zachęcam. Ludzie zazwyczaj sugerują się nazwą i reklamą (w złym guście). Tymczasem ja w BA czuję mleczny sandałowiec, jasny dymek, kremowa mleczność - taką prawie śmietankową.
      Podobno zdarza się, ze na innych osobach pachnie ostro. Ale na mnie jest gładki jak śmietanka. :)

      Usuń
    4. Tak zrobię. Próbowałam ich jedynie na blotterze. Zobaczymy jak będą pachnieć na mojej skórze. Generalnie nie przepadam za oudem. Po prostu coś mnie drażni w tej nucie. Ale zawsze chętnie daję szansę zapachom, które mnie odrzucają. Uważam to za ciekawe doświadczenie, a im dłużej jestem zanurzona w świat perfum, tym mniej mnie odrzuca. Zrobiłam się bardzo tolerancyjna zapachowo :))

      Usuń
    5. Do testowania nigdy nie zniechęcam, ale co do oudu - czasem komuś może nie leżeć. nie wszyscy musimy lubić te same nuty. Może po prostu oud to nie Twoja bajka? Świat jest tak wspaniale różnorodny. Nie ma co się tym przejmować. :)

      Usuń
  3. Zapachy L'Artisan Parfumeur cenię bardzo właśnie za taką dosłowność i piękną interpretację znanych wszystkim nut zapachowych. Nie mogę się teraz doczekać ich najnowszej premiery gourmandowego Noir Exquis. A co do perfum Carner Barcelona to muszę się przyznać, że nigdy żadnego dokładnie nie testowałam, ale najwyraźniej czas to zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. L'Artisdan robi perfumy z charakterem, ale nie dziwaczne. Zauważyłaś to? Nawet kompozycje z mąką, pieprzem czy papryką mają takie... eleganckie. Można wyjść do ludzie w garsonce i l'Artisanie i czuć się świetnie.

      Usuń
  4. Zdecydowanie i to bez względu na to czy mówimy o mandarynce, róży czy mące w ich wydaniu. I to jest dla mnie prawdziwa sztuka [użytkowa!]. W kwestii perfum mam takie samo podejście jak do mody, w ciuchach jak i w perfumach muszę się dobrze czuć na co dzień/wieczorami. Jasne mogę się pozachwycać surowym zapachem marchewki [ I Love Les Carottes Honore des Pres], taśmy klejącej czy spódnicą z końskiego włosia [McQueen Ty dziwaku...], Tylko co ja później niby mam z nimi zrobić? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze przepraszam za potworną ilość literówek w poprzedniej odpowiedzi. nie wiem, jak Ty doczytałaś ten bałagan. :(
      Co do mody - ja nie mam do niej podejścia. nosze to, co mi się podoba, nie wiedząc nawet, czy jest to modne, czy nie.
      W perfumach mam podobnie, tyle że cenię ekstrema. Zapach świątyni, pogorzeliska, smoły, wyścigów samochodowych. Tak! Klej mi za ładny. Ale nosiłabym zapach WD-40. :)

      Usuń
  5. Bois Farine to taki zapach, który zostawiłabym sobie, gdzyby z jakichś niepojetych względów ktoś kazał mi wybrać tylko 5 (ba, może nawet tylko 3) zapachy z kolekcji do zatrzymania. Kocham, uwielbiam i kocham raz jeszcze :) Wiele osób w recenzjah pisze o tym, że pachnie im migdałami, co mnie zastanawia- dla mnie migdałów tam nie ma wcale, tylko takie mączne, piżmowe drewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja czuję wytrawny marcepan. I mam skojarzenia z Jour de Fete.
      Sam zapach jest cudowny: łagodny, ale nie mdły. Nosząc go czuję, że Ellena lubi ludzi, którzy będą nosili jego perfumy. :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...