niedziela, 1 marca 2015

Czym pachnieć wiosną? - wpis prowokujący. Głównie do myślenia i wąchania.


Zbliża się wiosna. Wraz z wiosną we wszystkich magazynach i na większości blogów pojawią się artykuły w typie: wiosenne fryzury, wiosenne kolory, wiosenne makijaże, buty, które musisz mieć tej wiosny i oczywiście - czym pachnieć wiosną.

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego kolorowa prasa i kolorowy internet nie obfitują w artykuły o wiosennej literaturze, wiosennych zadaniach matematycznych i wiosennym rzeźbiarstwie? Odpowiem Wam: dlatego, że ludzie ceniący te dyscypliny zwykle nie oczekują, że ktoś dokona za nich wyboru tego, co im odpowiada. A ludzie nie ceniący tych dyscyplin nie czują kulturowego przymusu znajdowania nowych zadań matematycznych na wiosnę i nowych na jesień.

Dziś zastanowimy się, do kogo skierowane są artykuły polecające piątkę czy dziesiątkę najlepszych wiosennych zapachów. W jaki sposób dokonuje się wyboru takich hitów?



Moda

Moda to zjawisko przedziwne. Złożone, barwne, niezwykłe. Przede wszystkim jednak cenne ekonomicznie. To zmieniające się trendy w modzie skłaniają sporą część ludzi do tego, by co sezon zmieniać garderobę. Sprawiają, że obiekt pożądania sprzed sezonu staje się krępującą ramotą rok czy dwa lata później.

Moda to fascynujące zagadnienie dla filozofa: to ona rujnuje pojęcie piękna jako transcendentu, uzależniając je od czwartego wymiaru - czasu. To przez modę rzeczy ładne z czasem stają się nieładne, choć ontologicznie wcale się nie zmieniły. Zmienia się ich episteme - postrzeganie. Powszechna akceptacja zjawiska mody w pewien sposób rozstrzyga spór między metafizykami a gnostykami - pokazuje, że ważniejsze od istoty rzeczy jest jej status poznawczy.



Bezguście

Wszyscy znamy to pojęcie. Jednak czy odczytujemy je właściwie?
Potocznie rozumiane "bezguście" to człowiek dokonujący złych wyborów estetycznych. Patrząc jednak na źródłosłów tego uroczego pojęcia, bezguściem nie jest ktoś o guście złym. Jaki bowiem w tej sytuacji miałoby sens rozróżnienie braku gustu od złego gustu?

Jako filozof tłumaczę "bezguście" zgoła odmiennie. Bezguście to człowiek, który po prostu nie wie, co mu się podoba. Bezguście bez podpowiedzi w postaci mody, nie potrafi rozstrzygnąć, co jest ładne, a co brzydkie. Czego pragnie, a czego niekoniecznie. Bezguście wcale nie musi być źle ubrane i uczesane. Wręcz przeciwnie - bezguścia często wyglądają ponadprzeciętnie dobrze! O ile moda jest łaskawa.

Bycie bezguściem to nic złego. Bycie bezguściem - paradoksalnie - poszerza estetyczne horyzonty, otwiera umysł, ułatwia asymilację nowych trendów i daje wiele radości w życiu. Po prostu bezguście potrzebuje dodatkowego bodźca informacyjnego, by coś uznać za atrakcyjne.


To do takich ludzi kierowane są reklamy perfum. To dla nich powstają pisma zawierające porady w typie "kropeczki na wiosnę, pepitka na jesień". To dla osób, których umysł potrzebuje sygnału w postaci obecności towaru w mediach i wsparcia ich autorytetu powstają kolumny typu "Co się nosi tej wiosny". Fakt, że "autorytet" jest w tym przypadku pojęciem mocno umownym, niekoniecznie wiążącym się ze znajomością przedmiotu nie ma znaczenia. To sprzężenie działa od tysiącleci. Jeśli królowa założyła perły - rósł popyt na perły.



Jak powstają polecanki?

Powiedzmy sobie wprost: w kolorowych magazynach żaden produkt nie znajduje się bez celu. I zazwyczaj nie chodzi o selekcję przeprowadzaną w ten sposób, że redaktor jest znawcą tematu i przez lata dogłębnie bada rynek. Zazwyczaj w kolumnach z polecanymi produktami znajdują się produkty o dużym budżecie reklamowym. Korelacja między zawartością kolumny "polecane", a reklamami zamieszczanymi w piśmie nie jest przypadkowa.

Na pięknych fotografiach (fotografia zazwyczaj działa lepiej, niż opis) pysznią się produkty marek współpracujących z pismem czy portalem. Ich wybór to ważka kwestia i umieszczenie w "polecankach" towaru firmy Krzak byłoby wysoce niewłaściwe. Dlatego w rubrykach generujących masowe gusta królują marki mające dobrych marketingowców albo przynajmniej dobrych dystrybutorów.



Czy rankingi najlepszych perfum są przydatne?

To zależy od tego, jaki jest nasz cel. Jeśli naprawdę nie wiemy, co nam się podoba i nie mamy ochoty tracić czasu na zgłębianie tematu, jeśli bezpieczny, nie budzący kontrowersji zapach jest tym, czego szukamy - to owszem, są przydatne. Jeśli jest nam obojętne, czym pachniemy i bardziej, niż na podkreślaniu osobowości zależy nam na robieniu dobrego wrażenia - korzystajmy. Choć nawet w takim przypadku polecam spacer do perfumerii i przynajmniej jeden test na skórze.


Co robić?

Powyższe wywody nie oznaczają, że nie istnieją żadne zasady dotyczące doboru zapachów stosownie do pory roku. Oznaczają jedynie, że autorzy, którzy polecają kilka zapachów odpowiednich dla wszystkich traktują swoich czytelników czy widzów jak bezguścia - czyli jak ludzi potrzebujących, by autorytet powiedział im, co jest ładne. Oraz oznaczają marketing. Zawsze. :)

Ja tego nie zrobię. Nie podam Wam listy dziesięciu zapachów, które powinniście nosić na wiosnę. Powiem Wam natomiast, na co zwracać uwagę gdy robi się cieplej oraz jakich nut szukać w perfumach, jeśli macie życzenie pachnieć lekko i niebanalnie zarazem.



Jak się perfumować?

Obiegowa opinia jest taka, że na wiosnę nosi się zapachy zielone i kwiatowe. Kiedy robi się jeszcze cieplej, należy w perfumeryjnej diecie uwzględnić cytrusy i nuty wodne. Cóż jednak, jeśli ktoś cytrusów nie lubi?
- Niech nosi, co mu się żywnie podoba.
Pamiętać jednak warto o kilku zasadach.

  • Im wyższa temperatura, tym olejki eteryczne zawarte w perfumach mocniej parują. Te same perfumy latem będą pachniały bardziej intensywnie, niż zimą. Dlatego gdy nadchodzi wiosna warto zmniejszyć ilość aplikowanych na skórę perfum.
  • Perfumy zaaplikowane na skórę wystawioną na działanie promieni słonecznych mogą powodować przebarwienia. Dotyczy to szczególnie perfum, których bazą jest etanol - czyli większości europejskich pachnideł.
  • O tym, że perfumy nie zastępują antyperspirantów wiemy wszyscy. Warto jednak pamiętać, że perfumy zaaplikowane na antyperspirant (lub jakikolwiek inny kosmetyk pielęgnacyjny) mogą wejść z nim w reakcję i dać efekt zgoła niespodziewany i niekoniecznie ładny. Mogą też nie zgrać się estetycznie z kompozycją zapachową dezodorantu - warto więc zaopatrzyć się w antyperspirant z linii zapachowej ulubionych perfum (jeśli istnieje) lub bezzapachowy.


Czym się perfumować?

Przedstawiam krótką listę nut mniej oczywistych niż zielenina i hesperydy, którym warto przyjrzeć się wiosną i latem:



Elemi, mastyks i galbanum - żywice o aromatach eterycznych i lekkich. Elemi pachnie cytrusowo, galbanum zielono, mastyks trochę jak balsam jodły. To piękne i niebanalne zamienniki nut hesperydowych.
Znajdziemy je na przykład w Citrine i Heliotrope Oivier Durbano, French Lover Frederic Malle (to jeden z moich ulubionych letnich zapachów - powtórzy się jeszcze), Paradis Perdu Frapin, Mint Comme des Garcons, Bas de Soie Serge Lutens, Loewe7 Loewe, Still Life Olfactive Studio, Jaisalmer Comme des Garcons, Akkad Lubin, Ninfeo Mio Annick Goutal, Tibet Ur Bottom $ Smell Bent, Oxiana Profumum Roma.


Jasny, chłodny aromat olibanum wydaje się wręcz stworzony do noszenia w wysokich temperaturach. Zgodnie ze swą genezą - kadzidło frankońskie bowiem Frankowie przywieźli z krucjat, czyli z krajów arabskich.


Drewna


Aromaty drzew i krzewów iglastych
- od sosny, jodły i cedru począwszy, na tui, cyprysie i hinoki skończywszy - często lepiej układają się latem, niż zimą.
Perfumy o dominującym aromacie drzew iglastych:
Sugi i Hinoki Comme des Garcons, Encre Noire i Encre Noire Sport Lalique, Italian Cypress Tom Ford, Cedre Olympe Giorgio Armani, Eau des Baux L`Occitane, Royal Vintage M. Micallef, Cipresso di Toscana Acqua di Parma, Desire Black Alfred Dunhill oraz łudząco podobne L for Men Clive Christian, Tabarom Antonio Visconti, Rocabar Hermes, Atlas Cedar Jean Charles Brosseau, Chance Eau Fraiche Chanel, Isle Ryder D.S. & Durga, Fou d`Absinthe L`Artisan Parfumeur, Fille en Aiguilles Serge Lutens, Grev i Kote Slumberhouse, Blue Santal Comme des Garcons.


Brzoza, dąb i drewno tekowe
Jasne, chłodne jak satyna aromaty drzewne przepięknie brzmią gdy aura sprzyja. W ujemnych temperaturach często gasną.
Zachęcam do testowania nietypowych letnich perfum zbudowanów wokół nut drzewnych: Chene Serge Lutens, Eau des Merveilles Hermes, Caligna L`Artisan Parfumeur, Aventus Creed, Mississippi Medicine D.S. & Durga, Type B Henrik Vibskov, Odin 03 Century by Odin, Wonderwood i Black Comme des Garcons, Fireside Intense Sonoma Scent Studio.



Skoro o brzozie mówimy, warto wspomnieć i o smole brzozowej czyli dziegciu. Oraz mniej popularnej smole dzrewnej pozyckiwanej z kory sosnowej. Więcej o dziegciu i jego zapachu przeczytać można tu: KLIK.
dziegieć jest, wbrew pozorom, bardzo letnią nutą. Eteryczną, przestrzenną, wietrzną. Znajdziemy ją na przykład w Patchouli 24 Le Labo, niedocenianych Nostalgia Santa Maria Novella, Black Bvlgari, Fumidus Profumum Roma, Eau du Fier Annick Goutal. Testów trudnych do zdobycia w Polsce cudach w typie Poivre 24 Le Labo czy Revolution Lisy Kirk nawet nie polecam...

Figa
Figowiec jest królem wśród pachnących drzew. Obszerną listę perfum pachnących kwiatami, owocami, liśćmi i drewnem figowca znajdziecie w KonFIGuracji Fig.


Kumaryna
Bliskim krewniakiem aromatów drzewnych jest kumaryna. Naturalnie występująca w fasolkach tonka daje zapachowi siankową lekkość, zapach przypominający bardzo jasne, suche drewienko. Albo trawę żubrową znaną nam wszystkim bardzo dobrze. :)
Najbardziej popularnymi perfumami z nutą kumaryny jest Angel Thierry'ego Muglera, istnieją jednak mniej oczywiste i bardziej letnie kompozycje zawierające ten lakton:
Fougere Royale Houbigant, Bois Blond Parfumerie Generale, Fieno Santa Maria Novella, Light my Fire by Kilian, Fiero Xerjoff, Musc Molinard, Zara Sport 615 Zara, L’Ete en Douce L`Artisan Parfumeur, Fougere Bengale Parfum d`Empire, Spirit of the Glen D.S. & Durga, Sienne l´Hiver Eau D`Italie, Mur Slumberhouse.



Wetiwer to składnik, który potrafi "zrobić" cały zapach. Od zielonego szczytu, przez głębokie serce, po drzewną bazę. Czasem występuje w perfumach oczyszczony do postaci octanu wetiwerolu - okrojony z drzewnej głębi i niszowej kłąkowości. Czysty octan wetiwerolu powąchać możemy w Molecule 03 Escentric Molecules.
Wetiwer złożony, pięknie układający się latem znajdziemy na przykład w: Encre Noire Lalique (wersja męska), French Lover Frederic Malle, Nasomatto Absinth, Sandalwood & Patchouli Rituals, Turtle Vetiver Les Nez, Vetyver i Eau de Vetyver Givenchy, Terre d'Hermes, Eau de Vétyver L`Occitane, Cowboy Grass D.S. & Durga,  Vettiveru Comme des Garcons, Bvlgari Man Bvlgari, Flash Back Olfactive Studio,Coeur de Vetiver Sacre l'Artisan Parfumeur.


Papirus, bambus, nagarmotha
Rośliny zielone pachnące subtelniej nieco, niż nuta trawiasta.
Znajdziemy je na przykład w Truth Calvin Klein, Ode a la Vie Yves Rocher, Always Avon, Amazonia for Her Oriflame, Essence Pure Pour Homme S.T. Dupont, Annayake Pour Lui Annayake, Mat Masaki Matsushima oraz niszowych Bamboo Harmony by Kilian, Calamus Comme des Garcons , Fireside Intense Sonoma Scent Studio, Just Breathe CB I Hate Perfume, Sunshine Woman i Opus VII Amouage, Timbuktu L`Artisan Parfumeu czy Private Label Jovoy.


Eukaliptus
Zapach cukierków eukaliptusowych znamy wszyscy. Przyznajecie, ze odświeżają doskonale. W perfumach także.
Poza eukaliptusową ikoną - Contradiction Calvin Klein nutę tę znajdziemy na przykład w 1828 Histoires de Parfums, Carnal Flower Frederic Malle, Elixir Penhaligon`s czy Noir Reminiscence. Warto przetestować. :)



Rabarbar
Pośród dziesiątków nut owocowych rabarbar szczególnie ładnie układa się latem.
Ikoną wśród rabarbarowych perfum są Burberry Bit Red. Miłośnikom polecam także testy Rhubarb Comme des Garcons, Aedes de Venustas znany takżer jako Signatute Aedes de Venustas, Atlas Cedar Jean Charles Brosseau, Devil In Disguise Mark Buxton, Flash Back Olfactive Studio, La Panthere Cartier, Pomelos M. Micallef, Verveine James Heeley, L`Art de la Guerre Jovoy, Comme une Evidence i Comme une Evidence A New Day Dawns Yves Rocher.


Herbata
Zielona, czarna, Mate - herbata dodaje zapachowi energii i charakteru nie obciążając go i nie wygrzewając nadmiernie na skórze. Czarna układa się pięknie i latem i zimą.
Perfumiarze doskonale znają cudowne właściwości herbaty i używają jej chętnie i z polotem. Oto niektóre mniej oczywiste (bo Green Tea Elisabeth Arden i  Aqua Allegoria Herba Fresca Guerlain znają chyba wszyscy na świecie) i warte testu perfumy złożone wokół tej nuty:
Russian Caravan Tea I Hate Perfume, Imperial Tea oraz Bamboo Harmony By Kilian, Flowerbomb Viktor & Rolf (szczególnie wersja edp jest pięknie herbaciana), Eau Parfumee au The Rouge, Eau Parfumee au The Vert i Eau Parfumee au The Blanc Bvlgari, L'Eau Rare Matale Parfumerie Generale, B klasyczne oraz B Black Collection Blood Concept, Tea i Nomad Tea Comme des Garcons, Chai Robert Piguet, #2 Nota di Viaggio (Shukran) Meo Fusciuni.


Lawenda
Lawenda to kwiat pachnący wiatrem. Nie wichurą, nie paskudnym wietrzyskiem wchodzącym pod ubranie, lecz wiatrem, który głaszcze po twarzy.
Jeśli ktoś z Was nie zna jeszcze, polecam testy La Nuit de l`Homme Yves Saint Laurent. A także innych pięknych, chłodnych lawend: Gris Clair i Encens et Lavande Serge Lutens, Antiheros Etat Libre d`Orange, Eau de Lavande Annick Goutal, Aqua Allegoria Lavande Velours Guerlain, Fougere Royale Houbigant, New Haarlem Bond No 9, Burning Barbershop D.S. & Durga i Cowboy Grass D.S. & Durga, L'Occitan Eau de Toilette L`Occitane, Royal Scottish Lavender Creed, Lavandula Penhaligon`s, a także Covet Sarah Jessica Parker.



Przyprawy
Imbir, kardamon, czarny pieprz, goździki, laur, jałowiec, koper, fenkuł - przyprawy nie zawsze ogrzewają zapach. Mogą także dać kompozycji żywotną lekkość bez angażowania nut ogórkowych czy morskich.
Perfumy eterycznie przyprawowe:
Esprit du Tigre James Heeley, Type B Henrik Vibskov, Laurel z serii Monocle, Black oraz Black Comme des Garcons, Pipper Nigrum Villoresi, Treffpunkt 8 Uhr JF Schwarzlose, Juniper Sling Penhaligon's, Eau de Vétyver L`Occitane, BLV Pour Homme Bvlgari, Grev Slumberhouse, Carbone de Balmain, wycofane już, ale wciąż warte wspomnienia betelowe Nemo Cacharel.


Spektrum zapachowe tej szczególnej żywicy przypomina olejek miętowy zmieszany z cynamonowym. Subtelna, przyjemna nuta dająca kompozycji przestrzeń i oddech.
Perfumy z nutą kamfory:
Esprit du Tigre James Heeley, Archives 69 Etat Libre d`Orange, Hinoki Comme des Garcons, Perles de Lalique, Duel Annick Goutal,



Piżmo
Białe, roślinne lub syntetyczne piżmo pachnie czystością. To nuta bardzo pożądana latem.
Polecam Waszej uwadze białą, piżmową serię Toma Forda złożoną czterech genialnie prostych kompozycji:
Poza tym na wiosnę warto poznać: White Musk Tesori d`Oriente, Silver Musk Nasomatto, L'Antimatiere Les Nez, L’Eau, L'Orpheline i La Religieuse Serge Lutens, wersję edt Narciso Rodriguez For Her, Musc Molinard, L’Ete en Douce L`Artisan Parfumeur, 06 Amanu Odin, Musc Reminiscence, Al Hareem Yas Perfumes.



Aldehydy
To oczywiście nieprawda, że wszystkie aldehydy pachną chłodno. Wanilina pachnie wanilią, aldehyd kokosowy kokosem, cynamonowy cynamonem. Jednak tak się składa, że nuta aldehydowa w perfumach zazwyczaj oznacza zapach zielony, przestrzenny, eteryczny. na przykład w otwarciu pani Walewskiej. :)
Poza Panią Walewską Miraculum letni, chłodny akord aldehydowy znajdziemy na przykład w klasycznej piątce i No 5 Eau Premiere Chanel, Rive Gauche Light Yves Saint Laurent, Nevermore Frapin, Le Dix Balenciaga, Knowing Estée Lauder, White Diamonds Elizabeth Taylor, a także nowoczesnych, przestrzennych kompozycjach, takich jak Laine de Verre Serge Lutens, Dry Clean, Garage i Soda z serii Synthetic Comme des Garcons, Hydrogen [1H] Nu Be, AB Blood Concept.



  • Większość wymienionych zapachów (także te bez linków w tekście) znajdziecie w indeksie recenzji.

62 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Chciałam, żeby nie było jak wszędzie. :)

      Usuń
  2. Ale fantastyczny przegląd zrobiłaś 😊. Dobra robota. (popraw sobie literówkę - "cym"). Podział na pory roku w perfumach mnie nie dotyczy. Staram się ludzkości nie zabić swoim zapachem i tyle😊. A teraz zaczynam czytać jeszcze raz..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo. Poprawiłam. Publikowanie tekstów bez redakcji to zawsze loteria. Bardzo doceniam, kiedy ktoś mi zwraca uwagę na błąd. :*

      Usuń
  3. Wydaje mi się, że artykuły typu Czym pachnieć wiosną nie są skierowane do osób ceniących dziedzinę perfum, więc porównanie ich do osób ceniących zadania matematyczne i braku wiosennych zestawów zadań jest nieszczególnie trafione. Powiedziałabym, że raczej to ci, co wolą matematykę od perfum, to po takie wskazówki sięgają -- bo może lubią pachnieć, ale kompletnie nie chce im się w temat zagłębiać, i do nich właśnie są kierowane, a nie do tzw. wszystkich, dlatego ich nie potępiam.

    Nuty nieoczywiste -- świetne kompendium. :) Bardzo lubię kardamon w ciepłe dni, choć tradycyjnie kojarzy się głównie z piernikiem i grzańcem. Kamfora jest dla mnie zagadkową nutą, muszę się jej przyjrzeć (a raczej przywąchać). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdaleno, bardzo celna uwaga. I zgadzam się z Tobą, jak najbardziej. Dlatego we fragmencie o przydatności takich polecanek wspominam, ze jeśli ktoś nie ma ochoty zgłębiać tematu, to jak najbardziej jest to dla niego przydatna forma.

      Ja lubię kadzidło frankońskie w ciepłe dni. Właściwie nawet w ciepłe bardziej, niż w zimne. :)

      Usuń
  4. Przeczytawszy Twój artykuł dochodzę do wniosku, że chyba jednak nie jestem bezguściem, bo nie umiem nosić tego co "jest trendy" jeśli tego nie czuję. I to się tyczy wszystkiego, a już perfum to w ogóle. Nie jestem w stanie nosić zapachu, który mnie męczy czy denerwuje, dlatego niezależnie od pory roku nosze to co lubię, a nie to co polecają "spece" ;) Czytając o polecanych przez Ciebie nutach na cieplejsze miesiące, podświadomie szukałam herbaty i co? hahaha :D Na ciepłotę lubię też zapachy z domieszką werbeny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie myślę, że w kontekście zabawy modą, bycie bezguściem jest fajne. Daje otwartość - zdolność asymilowanie nowych trendów. Ja niestety, gust ubraniowy ma skamieniały. Mogłabym nosić dziś ciuchy z podstawówki (w sumie nosiłabym, gdyby się nie porozlatywały). A fryzurę mam tę samą od czasów, kiedy zaczęłam się emancypować spod rodzicielskiej władzy i pozbyłam się warkocza z kokardą. :)

      Usuń
    2. To może być fajna zabawa - zgoda. Tylko że przerabiałam na sobie kupowanie ubrań, które podobały mi się na wieszaku, ale potem leżały w szafie nie noszone. Teraz po prostu mam świadomość, że jeśli nie czuję klimatu rzeczy, które mam, to nigdy nie będę miała motywacji by je nosić ;) Z włosami mam podobnie jak Ty, choć czasami mam dość radykalne rzuty - jak wtedy gdy obcięłam je dość krótko.

      Usuń
    3. Ja nawet nie próbuję. Po prostu wiem, co mi się podoba. Wiem do granicy oślego uporu i nie założę niebieskiego sweterka, nawet jeśli jest to obiektywnie najpiękniejszy i do tego najmodniejszy niebieski sweterek w Unii Europejskiej i państwach satelickich. Nie. Nie założę też czegoś nie w moim stylu, nawet jeśli widzę, że korzystnie w tym wyglądam. Jestem niereformowalna. ;)

      Usuń
    4. Po prostu masz swój własny, niepowtarzalny styl, jesteś tego świadoma i z całą konsekwencją, w niewymuszony i jakże nonszalancki sposób prezentujesz to światu :) I to jeden z czynników, który sprawia, że jesteś tak wyjątkową osobą :)

      Usuń
    5. Kat... Teraz to spiekłam raka. Nie zasłużyłam na tyle komplementów, ale przyjmuję z radością.
      One chyba dlatego cieszą tak bardzo, ze Ty dokładnie czujesz, o czym mówisz. tak, jak napisałaś wyżej: jeśli nie czuję (albo Ty nie czujesz) klimatu, to nie założę i już. Nie przekona nas żadna moda. :)

      Usuń
    6. I o to chodzi :)
      A na komplementy zasłużyłaś jak mało kto!
      Ściskam :*

      Usuń
  5. Fantastyczny wpis :)))
    Bardzo do mnie przemawia Twoja analiza naj...piątek i dziesiątek - a wcześniej w ogóle się nad tym nie zastanawiałam :)
    Przegląd nut również pasjonujący,.dogłębniej przeanalizuję konfigurację figową ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem człowiekiem z analizowym natręctwem. Wszystko roztrząsam i oglądam z różnych stron. To bywa przyjemne ale czasem utrudnia życie i czasem powoduje, ze ludzie bez tego natręctwa patrzą na mnie jak na świra. A ja po prostu nie potrafię nie zaglądać pod podszewkę bytu. :)

      Usuń
  6. Niesamowicie mnie bawią top-listy modnych zapachów;) Nie powiem, czasem to sprawia, że idę do perfumerii na testy - ale o tym, czy mi się dany zapach spodoba, decyduje tylko i wyłącznie moje subiektywne odczucie. Nie moda, albo, że ktoś inny tego używa. Jeszcze bardziej bawią mnie artykuły czy wpisy na blogach typu: "Odpowiednie perfumy dla aktywnej, czarnowłosej prawniczki" albo dla "blondwłosej pani weterynarz":D To można tak dobierac zapachy? Serio? Pewnie dla ognistej brunetki coś orientalnego dla blondynki- kwiatki:) A co jak blondynka polubi kadzidła? :D Mam niezły ubaw z takich wpisów. Sama decyduję o tym, co mi się podoba jeśli chodzi o perfumy - i tylko mój nos i moje odczucia sa wyznacznikiem, czym będe pachniec:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co jak blondynka się przefarbuje? Albo zmieni pracę? :)
      No i czy są perfumy dla mysiowłosych bezrobotnych? :D

      Pisałam o tym we wpisie o tym, jak wybrać perfumy. Też mnie to bawi. :) Bawiłoby bardziej, gdyby nie to, że ludzie dają się na takie kity nabrać. Nie lubię kiedy oszukaństwo przynosi profity.

      Usuń
  7. Przez cały rok lubię czuć na sobie nuty herbaty, chętnie więc poznam te polecane przez Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle lubię zapach herbaty. to o tyle dziwne, ze nie przepadam za piciem herbaty i robię to sporadycznie, raczej przy nietypowych okazjach. A zapach... Cudny jest. Czarna, zielona, yerba - każda! Ale czarna najpiękniejsza. :)

      Usuń
    2. Ja podobnie, piję herbatę może raz w roku, za to kawę pochłaniam litrami. Tea for Two to jeden z ulubionych zapachów.

      Usuń
  8. Jesteś genialna, Sabbath!
    Piszesz o niszowych perfumach, a jednocześnie sama jesteś swego rodzaju niszą w tym bezmyślnym, sztucznym i zmanierowanym świecie "mody i urody". Chapeau bas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo.
      Dla mnie to jest wielki komplement, choć mam świadomość, że bycie niszą we współczesnym świecie nie jest jednoznacznie zaletą. Ubieram się dziwnie, słucham dziwnej muzyki, dziwnie pachnę i mam dziwne hobby. A do tego nie oglądam telewizji. Większość popkultury mnie omija. To jakaś ułomność jest... W pewnym sensie.

      Z drugiej strony - oferta kulturalna współczesnego świata jest tak szeroka, że nawet dziwaków zadowoli.

      Usuń
    2. Podpisuję się rękami nogami pod tym, co napisała o Tobie Aga :)

      Usuń
  9. Wczoraj wieczorem kupiłam Ô de Lancôme w wydaniu vintage właśnie z powodu nadchodzącej wiosny (chociaż szczerze powiedziawszy zupełnie nie pamiętałam, że dziś przypada jeden z jej początków ;) ), co jak na mnie jest bardziej zachowawczym wyborem olfaktorycznym. I się teraz zastanawiam: czy jeżeli "guście" na podstawie kaprysu zdecyduje się na bezgustne perfumy, to to nie jest przypadkiem jedna z tych decyzji, od których Matrix się zawiesza? ;))
    Chociaż mam szczerą nadzieję, że dawna wersja oznacza też dawny mech dębowy i dawną cytrynę, więc o całkowitym bezguściu chyba nie może być mowy? :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wierzę w "bezgustne" perfumy. Choć pojęcie "guścia" w opozycji go bezguścia szalenie mi się spodobało. :)

      Myślę, że każde perfumy mogą być w czyimś guście. Jedni lubią killerskie dymy, inni łagodne kwiatki i oba gusty są tak samo dobre i "gustowne". Wiesz, o co mi chodzi. :)

      W takich zestawianiach żałosne jest to, że one właściwie do żadnego gustu się nie odnoszą - są jak polecanie wszystkim jak leci zakupu płyty Dody. Ja nie neguję faktu, że muzyka Dody może być w czyimś guście, ale artykuł mówiący o tym, że na wiosnę należy kupić sobie płytę Dody bo najbardziej odpowiednia i właściwa dla wszystkich jak leci mnie by nie przekonał. :)



      Usuń
  10. Fajnie być bezguściem i iść pod prąd, nie sięgać na półkę z bestsellerami (dotyczy również książek;)), a raczej słuchać tego, co w duszy gra. Świetny wpis plus poczucie humoru :) Wiosną chciałabym pachnieć kwiatami kasztanowca, chyba jednak perfum z tą nutą jeszcze nikt nie wynalazł :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiatami kasztanowca? Ale kwiatami? Nożesz... Same kasztany czuję wyraźnie w Sienne d'Hiver Eau d'Italie i Chypre Mousse Oriza Legrand, ale kwiaty kojarzę tylko z Geisha Maroon (nawet chciałam kiedyś recenzować, fajny, milusi zapach i niedrogi). Czytałam też, że podobno kwiatami kasztanowca pachnie Musk S marki S Perfume, ale nie miałam okazji powąchać.

      Usuń
    2. Podobno są też w Manifesto Isabelli Rossellini, ale to zależy od źródła ;) Zerknę zaraz na te pachnidła, o których piszesz, bo nie znam :) Może akurat to będzie to :) Aaaa i jeszcze jest taki trujący kwiatek: cieciorka pstra. Matko, jak on pachnie!

      Usuń
  11. Genialny wpis ;D Z przyjemnością czytałam. Ja bym jeszcze do powiedziała że np dla mnie osobiście perfumy wiosenne to kategoria perfum które pachną mi wiosną. Nie oznacza to że mam potrzebę nosić je wiosną czy że w ogóle mam potrzebę je nosić. Ale przyznam że jest kilka zacnych zapachów z którymi lubię raz na ruski rok obcować bo przypomianają mi ten stan przyrody zapach powietrza mokrej ziemi czegoś takiego no... wiosennego. Co do sezonowości perfum to ja się złapałam na tym że pisząc o perfumach na wiosnę, lato, jesień wpisuje te same zapachy :P. Więc już ostatnio zdaje się zimę sobie darowałam. Tak to już jest, że raczej dobieram je do nastroju i wewnętrznej potrzeby na coś konkretnego. Oczywiście moje perfumy w moim subiektywnym odczuciu są zarąbiste :P i pasują na każdą porę roku! Hahhaa to mówiłem ja jarząbek.
    P.S. Na L'Orpheline się czaję, poza tym to ulubione perfumy mojego syna jak miałam próbkę to przychodził podbierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz - o tym nie pomyślałam - o perfumach pachnących wiosną. Choć przecież są perfumy pachnące wiosną, latem, jesienią... Nawet zimą.
      Na swoje usprawiedliwienie mam to, ze kierowałam się pytaniami czytelników i pisałam o temacie w ujęciu, jakiego ode mnie oczekiwano. Ale tak, masz rację, na wiosenne perfumy można patrzeć i tak. :)

      Co do perfum sezonowych, mam kilka ledwie zapachów, które zdecydowanie wolę latem: Jaisalmer, Black Cashmere, French Lover, Calamus, Odin 03 Century. Chociaż... przecież ja wszystko wolę latem. Lubię lato!

      Usuń
  12. A wiesz, jak mnie "zagwozdkowałaś" swoją definicją "bezguścia"? Bo mnie się wydawało, że człowiek zawsze wie, czy coś mu się podoba, czy nie. Mimo że mam długoletnią przyjaciółkę, która prawie zawsze przy oglądaniu ciuchów w sklepie mówi do mnie: "Nie wiem, czy mi się to podoba", a ja prawie zawsze dostaję wtedy piany na pysku:)
    No, a teraz, po Twojej definicji, dostałam myślotoku. Bo jeśli rzeczywiście są tacy, co nie wiedzą, to skąd się biorą? Rodzą się tacy? W dzieciństwie im gust zniszczono nie pozwalając nosić ulubionych skarpetek? Może masz jakąś teorię? Chętnie przeczytam:))
    A w temacie perfum na wiosnę, to ja jestem dość przekorna. Będą kwitły kwiatki, będą się pokazywały pączuszki na drzewach, a ja będę chodziła odziana w Bitter Rose, Broken Spear. Będę pachnieć skamieniałą w rozpaczy Szkocją i będę przeszczęśliwa. A co!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. Myślałam nad tym właśnie w kontekście mód i nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Mam dwie teorie. Takie teoretyczne, na potrzeby gimnastyki myślowej. Pierwsza jest taka, że ludzie rodzą się bez gustu i jest on wyłącznie wynikiem doświadczenia. Tak, jak z owadami czy dżdżownicami: nie są one dla dzieci obrzydliwe, dopóki nie nauczą się lęku i obrzydzenia od dorosłych. Psychologowie to sprawdzili. Może więc z urodą jest podobnie?
      Druga teoria jest taka, że człowiek naturalnie ma jakieś wyczucie piękna i dopiero pranie mózgu dokonywane przez popkulturę go z tego "leczy" czyniąc podatnym na mody i trendy. Tę gimnastykę też już psychologowie wykonywali i wychodzi z niej z grubsza tyle, ze naturalne, wrodzone poczucie piękna jest dość banalne. Naturalnie wszyscy lubią kwiatki i panny z długimi włosami. A przecież kultura wyższa wymaga wyrobienia, pewnych podstaw.
      I tu jestem w kropce, bo z jednej strony zgadzam się z psychologami, że bez wyrobienia kulturowego nie jesteśmy gotowi do odbioru trudnych dzieł, a z drugiej strony ja słysząc pierwszy raz w życiu muzykę klasyczną po prostu oszalałam. Byłam wychowana przez rodziców o bardzo niewyszukanych gustach muzycznych. Kiedy w trzeciej klasie podstawówki pani na zastępstwo przyniosła kaprysy Paganiniego i nam je puściła, prawie tam zeszłam z wrażenia. Wyżebrałam od obcej kobiety pożyczenie płyty pierwsze moje dziecięce, niewyrobione fascynacje muzyczne to był Pagannini, potem Schubert, List i Bartok. Na żywca, bez podkładu w postaci jakiejkolwiek kultury muzycznej. Podobnie miałam z perfumami - nie podobały mi się "ładne" perfumy, tylko kadzidła. Też bez jakiejkolwiek perfumeryjnej edukacji. Sama więc przeczę tej regule.

      Tym, co mnie ciekawi równie mocno jest psychologiczny mechanizm, który powoduje zmianę percepcji tej samej rzeczy. Ludzie te same przedmioty oceniają jako ładne i brzydkie w odstępie ledwie paru lat. Buty z kwadratowym czubem są raz piękne, raz okropne. To niesamowita zdolność ludzkiego umysłu. :)

      Usuń
    2. No i znowu mi zrobiłaś zagwozdkę:) Wracam i piszę po przemyśleniu paru rzeczy. Słuchaj, a może chodzi o piękno tworzone przez człowieka? To znaczy, wszyscy mamy wrodzone wyczucie piękna - nazwijmy to - naturalnego: zachody słońca, las, śpiew ptaków itp., itd. Sama też kiedyś czytałam o badaniach psychologicznych, w których chodziło o ustalenie, jaka twarz podoba się ludziom z wszelkich możliwych kultur. I wyszło, że twarz małego dziecka. A zatem ewolucyjnie by to miało sens.
      Ale to, co tworzy człowiek już nie jest kwestią przetrwania (czyli: podejść czy uciekać?). I wtedy jakieś zgłębianie, poznawanie, smakowanie, edukowanie samego siebie jest nieodzowne. A może to kwestia odwagi? No bo ilu ludzi powie, że "jak zachwyca, skoro nie zachwyca"? Jeśli wszyscy noszą buty z kwadratowym czubem, to ludziska wolą sobie wmówić, że "zachwyca", niż wyłamać się i paradować w butach z ostrym szpicem.
      Może to też kwestia "ekspozycji"? Np. Coraz więcej "puszystych" ludzi na ulicach, skutkiem czego szczupłe osoby zaczynają wydawać się suchotniczo chude. I analogicznie: pięćset spódniczek tego samego kroju dzień w dzień na kobietach mijanych na ulicy i spódnica innego kroju zaczyna wyglądać dziwacznie.
      Hmm... Trochę to chaotyczne, co piszę, ale temat jest przeciekawy. Będę jeszcze myśleć:)) Dziękuję za Twoje przemyślenia i ściskam serdecznie:)

      Usuń
    3. Nie nie. To ma sens. Znów psychologicznie: podobno dominujący typ urody kobiecej staje się modelowy, piękny. W sensie tam, gdzie kobiety są blade - najbledsze się najpiękniejsze, a tam gdzie skóra ma dużo pigmentu - najpiękniejsze będą te najciemniejsze. Ale znów - jak to się ma do tego, że ludzkość jest coraz grubsza, a ideał coraz chudszy?

      Ja myślę, że zachwyt tym przykładowym kwadratowym czubem jest u znakomitej większości "modnych" ludzi szczery. Że naprawdę istnieje szalenie skuteczny mechanizm psychologiczny, który sprawia, że autorytet (żurnal, pismo kobiece, prezenter, projektant, aktorka nosząca jakiś ciuch) wpływa na nasze postrzeganie świata. Przecież bez tego mechanizmu wszystkie kobiece pisma pełne porad i wzorców poszłyby z torbami.
      Jestem tego mechanizmu świadoma. Psychologowie wyjaśnili to sto razy: siła autorytetu, utożsamienie, dowód społeczny itp. Teoretycznie wiem, jak to działa. Praktycznie kompletnie nie czuję czemu sam fakt pokazania czegoś w mediach miałby sprawiać, że zaczyna mi się to wydawać atrakcyjne. A u większości ludzi tak to działa. Ja mam ten mechanizm kompletnie wyłączony. I nawet nie na zasadzie, że jak coś jest modne to ja akurat nie będę tego nosić, bo kontestuję modę. No nie - jest mi to po prostu kompletnie obojętne. Jeśli coś, co noszę od 10 nagle staje się modne - nie robi mi to żadnej różnicy. Noszę dalej, a kiedy znów wyjdzie z mody tez noszę. To wygląda na jakiś defekt. Brak mechanizmu ułatwiającego przystosowanie, funkcjonowanie w stadzie. :)

      Usuń
    4. No, dobrze, ale pozwól, że ja teraz "na drugą nóżkę". Przecież z historii wiemy, że np. w czasach "chudych" atrakcyjne było ciało grube, jako oznaka czy dowód zdrowia. A też czytałam, że w Afryce równikowej bardziej atrakcyjni zawsze byli ci o jaśniejszej skórze. A co z tuczeniem dziewczynek w zachodniej Afryce? O, albo z prostowaniem i rozjaśnianiem włosów przez Afroamerykanki? Wygląda, że to, co powszechne staje się mało atrakcyjne.
      Obserwuję też taką prawidłowość: im więcej wysiłku jest wkladane w osiągnięcie (jakiegoś tam) ideału, tym bardziej jest to godne pochwały. Np. w naszym zachodnim świecie będzie to uprawianie sportu czy ćwiczenie na siłowni, żeby się "wyrzeźbić" wedle jakichś tam norm. Bo to, co dane z natury, posiadane od urodzenia jest mało chwalebne. Może to ta nasza mentalność, że trzeba się napracować czy wręcz naharować, bo próżniaków gryzą psy?:))
      A co do funkcjonowania w stadzie, to myślę, że w zachodnim świecie mamy bardzo rozwinięty indywidualizm i możemy sobie na to pozwolić, bo rozszarpanie przez lwa nam raczej nie grozi i zdobycie jedzenia nie zależy od wspólnej zorganizowanej wyprawy na mamuta. Ale w bardziej prymitywnych społecznościach grupa nie może tolerować nadmiernego indywidualizmu, bo może zwyczajnie nie przetrwać.
      O rety, droga Sabbath, Twoja strona jest o perfumach, a ja tu o mamutach i lwach:)) Ale temat jest fascynująco ciekawy! Ślę pachnące pozdrowienia:)

      Usuń
    5. Ależ ja lubię drugie nóżki. I trzecie. :)
      Jak pewnie zauważyłaś czytając moją wypowiedź wyżej, też mnie to zaprząta. BO moja obserwacja jest podobna, choć psychologowie mówiąc coś innego.
      Jeden wyjątek, na który zwrócę uwagę nie zmienia istoty rzeczy, ale może rzuci nieco światła na sprawę. :)
      Kwestia koloru skóry wśród ludów afrykańskich: kiedy czytałam "Korzenie" utkwił mi w pamięci kawałek tekstu, w którym Kunta Kinte mówił, że w plemieniu zwracała na niego uwagę najpiękniejsza dziewczyna o najciemniejszej skórze z wszystkich. To opowieść oparta na faktach. Ten wers potwierdza to, co pisali podróżnicy - że wysokie stanowiska w hierarchii plemiennej zajmowane przez osoby z jaśniejszą skórą były wynikiem wizyt białych. W plemionach nie mających kontaktu z białymi prawdopodobnie tak to nie działało.

      Co do pozostałych podanych przez Ciebie przykładów - wydawałoby się, że zamiłowanie do krągłych kobiet u ludów pierwotnych mogło wiązać się z płodnością o dostatkiem. Tłuszcz pozwalał urodzić zdrowe dziecko - w sumie trochę tak, bo przecież nie był to tłuszcz z chipsów, tylko z mięcha i roślin, czyli składników cennych. Ale już potem te mody się zmieniały. Egipt preferował szczupłe sylwetki. Grecja proporcjonalne, wysportowane. Rzym podobnie. Średniowiecze znów szczupłe, barok grubaśne. Moim zdaniem łatwiej znaleźć przyczynę w mediach i celebrytach (ówczesnej sztuce i wyglądzie bogatych i sławnych), niż racjonalizować te kanony. Wiesz - kiedy Amenchotep IV doszedł do władzy, modni Egipcjanie zaczęli nosić czapy powiększające głowę.

      Ogólnie zgadzam się w Twoją konkluzją. W społeczeństwie borykającym się z otyłością - ludzie pragną być chudzi. U ludów niedożywionych - atrakcyjne jest sadełko. Warto jednak zwrócić uwagę na wpływ mediów na kanony. Im więcej przekazów medialnych dociera do normalnego,. umiarkowanie swoje gusta analizującego człowieka, tym ten wpływ jest silniejszy.

      Usuń
    6. Sabb, jeśli nie masz dość kolejnej nóżki:), to Ci napiszę, co mi przyszło jeszcze do głowy (bo ciągle mielę ten temat). A może po prostu ludzie dzielą się na twórców/artystów i całą resztę? I ci pierwsi nie łapią się na reklamy i przekaz medialny, bo - tak jak Ty - sami tworzą. A co najwyżej traktują taki przekaz jako inspirację.
      Twoje przykłady są świetne! Dziękuję! Mam mnóstwo materiału do dalszych analiz, bo ja tak jakoś mam, że lubię główkować:))

      Usuń
  13. Zawsze jak tutaj wchodzę jestem pełna podziwu... Każdy Twój wpis jest zupełnie inny niż te, które można spotkać gdziekolwiek - uwielbiam tą Twoją oryginalność! Szczególnie, że można z niej wiele wyciągnąć i skorzystać później w życiu. Dziękuję Ci za ten wpis - jak zwykle poszerzyłaś moje horyzonty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci pięknie Patrycjo. Ja ze swojej strony zapewniam Cię, że to nie jest tak, że ja się silę na jakąś szczególną oryginalność. Ja po prostu tak myślę i... No piszę, co myślę. Jestem prawdziwym dziwakiem. :)

      Usuń
  14. Bardzo trafne spostrzeżenia :-) Mnie nie dotyczą żadne rankingi w żadnej sferze mojego życia, ale to chyba przychodzi też trochę z wiekiem i przede wszystkim z doświadczeniem. Lubię poznawać "nowe", ale to niekoniecznie muszą być nowości. No i wiem, co lubię :-) Nikt mnie nie przekona,że obraz, na którym jest trójkąt i kółko to piękny nowoczesny przekaz, a jeleń na rykowisku to król Wszechlasu. Przepadam za L'Eau Froide i Sur Le Nil, więc muszę koniecznie poznać inne zapachy z kadzidłem frankońskim. Może coś fajnego znajdę i na wiosnę będzie, jak znalazł :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak tak! nowe, a niekoniecznie nowości. W końcu kiedy poznaję, to dla mnie subiektywnie jest to nowość. :)
      Tez lubię poznawać. Dla samej radości poznawania.
      A co do rankingów, u mnie to nie wiek. Ja nigdy nie byłam w żadnych normach. Ma to swoje zalety i wady. :)

      Usuń
  15. Naprawdę podziwiam Twoją wiedzę :) świetny i bardzo przydatny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny wpis! :-)

    O rankingach i obecnych sposobach ich tworzenia mam swoje zdanie. Chyba je znasz ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. "Nie musisz już wąchać setek zapachów. My wybraliśmy je dla Ciebie!"

    Pozdrawiam wiosennie,
    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to!
      Nie musisz już umawiać się na randki, wybraliśmy Ci żonę/męża. :)))

      Usuń
  18. W Zagorsku CdG zakochałam się latem. Kolega też. Razem zamawialiśmy flakony, razem pachnieliśmy. Było z tego powodu mnóstwo śmiesznych sytuacji gdy klienci lub współpracownicy zaglądali do naszego pięcioosobowego pokoju :) Znów mam ochotę na sosnowy las. Cudowny wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym tam siedzieć z Wami. Uwielbiam Zagorsk. <3

      Usuń
  19. W Zagorsku CdG zakochałam się latem. Kolega też. Razem zamawialiśmy flakony, razem pachnieliśmy. Było z tego powodu mnóstwo śmiesznych sytuacji gdy klienci lub współpracownicy zaglądali do naszego pięcioosobowego pokoju :) Znów mam ochotę na sosnowy las. Cudowny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  20. Tyle ciekawych zapachów wypisałaś ♥
    Co do Oilibanum Profumum Roma to używałabym cały rok, niezależnie od temperatury. Co do fig a właściwie Wild Fig (bo innych figowych nie znam) to na mnie najlepiej jednak w zimie. w wysokich temp. kwaśnieje na mojej skórze :/
    A jeśli chodzi o te wszystkie gazetowe propozycje to od lat traktuję je z przymrużeniem oka, jeszcze nigdy nie wyczytałam nic odkrywczego. A wybór kolorów na konkretna porę roku od lat jest wg. takiego samego schematu: wiosna pastele, latem neony, jesienią ciemne kolory i wszystkie odcienie jesiennych liści a zimą połysk i brokaty. Generalnie nuda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie gazetowe polecanki nie są po to, żeby być odkrywcze, tylko po to, żeby trafić do możliwie dużej ilości ludzi. A że ludzie najbardziej lubią to, co już znają, nie powinno być zbyt rewolucyjnie. Dla jednych nuda, a dla innych przepis na życie i źródło samozadowolenia.
      Ja też z frakcji "nuda". ;)

      Usuń
  21. Zrobiłam sobie kawę i zasiadłam do lektury ..............po dolaniu drugiej kawy i doczytaniu do końca się rozmarzyłam:-) dziękuję za ten tekst. Dziewczyno kiedy Ty śpisz- nasunęło mi się pytanie ;-) Ale pewnie jak już masz czas na sen to pewnie jest kolorowy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karinko, drugi miesiąc siedzę uwięziona w domu i niczego mi nie wolno. Uwierz mi, śpię więcej, niż kiedykolwiek w życiu, z okresem niemowlęcym włącznie. :)

      Usuń
  22. Długi i fajny wpis do tego kilka ciekawych pomysłów mi się narodziło dzięki niemu... Dzięx ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Realistyczne podejście do tematu. Dowcipne. Aby potem mnie załamać... no jak można ,jak można mnie dobić tymi "kilkoma" sugestiami z rodzin zapachowch. Notesu nie starczy na spisanie tego. A co dopiero zapoznanie się choćby z częścią.
    A! I to też moja prawda , że guzik mnie obchodzi co powinno się nosić np.latem. I tak zrobię co chcę.
    Dzięki za ten wpis. :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Chciałabym pachnieć tym co już tak trudno zdobyc, mam na mysli Nature Millenaire od YR :( jakis czas temu znakazlam coś cudownie podobnego i trawałego ale psia mać wycofali zanim kupiłam i testuje probki i nic mi nie pasuje :( jestem czasami bliska obledu, bo tyle lat juz szukam, tej drzewnej cieplej slodyczy. Pomocy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. To Wy sprawiacie, że to miejsce żyje. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...